Prowokacja dziennikarzy. Na polskiej stronie kupili podrobione prawo jazdy premiera

Prowokacja dziennikarzy. Na polskiej stronie kupili podrobione prawo jazdy premiera

Podrobione prawo jazdy premiera Holandii
Podrobione prawo jazdy premiera Holandii / Źródło: Twitter / @EenVandaag
Portal EenVandaag zamówił na polskiej stronie internetowej prawo jazdy z nazwiskiem premiera Holandii. Oczekiwanie na dokument trwało zaledwie kilka dni i kosztowało 80 euro. Partia Marka Rutte zażądała już wyjaśnień w tej sprawie od ministra sprawiedliwości.

Prowokacja przeprowadzona została z inicjatywy stowarzyszenia kierowców ciężarówek – Chauffeurstoekomst. Cel był prosty – pokazać jak łatwo można w Holandii wejść w posiadanie nielegalnego, podrobionego dokumentu. – Widzimy wiele szalonych manewrów wykonywanych przez kierowców na drogach: kierowców, którzy zawracają na autostradach, którzy nie potrafią parkować, którzy spychają innych z drogi. Zbyt często dochodzi do potwornych sytuacji, martwi nas to bardzo – tłumaczył szef stowarzyszenia Loek Koenders.

Redakcja portalu przekazała w poniedziałek dokument premierowi Holandii. – To kiepska sytuacja. Dobrze, że wskazujemy Polakom, że strona musi być zamknięta – skomentował. Partia Rutte wnioskowała już do ministra sprawiedliwości, by zajął się tą sprawą. Politycy chcą, aby Ferdinand Grapperhaus zwrócił się do Zbigniewa Ziobry z prośbą o interwencję.

Czytaj także:
Oto najbrzydszy pies na świecie. Poznajcie Zsa Zsę!

Czytaj także

 4
  •  
    A tak po prawdzie, skoro już mamy sezon ogórkowy i szukamy tanich sensacji, to mam dla "redaktorów" lepszy temat na "prowokację"!
    W darknecie działała jakiś czas temu (choć niezbyt prężnie, ale jest obecna) dość specyficzna platforma crowdfoundingowa.
    Lecz nie zajmuje się działalnością charytatywną. Dedykowana jest dla tych, którzy chcieli by się kogoś pozbyć oraz dla tych, którzy zgodzili by się podjąć takiego zlecenia.
    Takie "Się Pomaga" dla płatnych cyngli połączone z usługą escrow ;) Może znajdą tam zlecenie na jakiegoś holenderskiego polityka i materiał do kolejnego wydania mają gotowy jak znalazł!

    Linka nie wlepiam, żeby nie być o coś podejrzanym ;) Chociaż pewnie i tak bym go teraz nie znalazł. Ale dla ciekawych wyjaśnię. Zasada jest prosta.
    Chciałbyś się pozbyć np. konkurencji w biznesie. Albo polityka, którego nie znosisz?. Nie ma znaczenia. Każdy może wpisać zlecenie na każdego. Wpisujesz kogo dotyczy zlecenie i zakładasz profil tej osobie. Portal zakłada do każdego zlecenia dedykowany portfel Bitcoin. A użytkownicy, którzy również współodczuwają Twoją niechęć mogą wpłacać na ten portfel dowolne "datki" w BTC celem opłacenia cyngla, który zlecenia się podejmie i je wykona ;)
    Aktualnie uzbierana suma widoczna jest na profilu. Jeżeli suma będzie już na tyle "atrakcyjna" dla potencjalnego "zleceniobiorcy" ten kontaktuje się z portalem i oznajmia, że wykona zlecenie, podając datę wykonania. Potem zlecenie dokumentuje zdjęciem "ofiary" już po jego wykonaniu, tak, by można było tę datę potwierdzić (np metadane fotki, nagranie radia w tle w którym spiker podaje datę czy jakkolwiek inaczej).
    Po weryfikacji portal przekazuje zebrane na portfelu środki na wskazane konto wykonawcy ;)
    Nikt na razie jeszcze zlecenia z platformy nie wykonał, aczkolwiek swoje profile mają tam celebryci i politycy (głównie z USA). Choć kwoty uzbierane są aż bardziej niż symboliczne, więc zakładam, że platforma powstała "dla beki". Ale na potrzeby paszkwilowego artykuliku w sezonie ogórkowym może się nada? ;) Tylko nie wiem czy znajdą tam jakiegoś Holendra? No ale spróbować można.
    •  
      I jeszcze jedna głupota tej akcji.
      "To kiepska sytuacja. Dobrze, że wskazujemy Polakom, że strona musi być zamknięta "

      No faktycznie dobrze :)
      Żeby zdjąć taki market trzeba albo namierzyć i złapać admina (który zazwyczaj jest też właścicielem i założycielem) albo zdobyć jego zaufanie i uzyskać hasła do konta o wysokich uprawnieniach (moderatora lub najlepiej admina) albo fizycznie przejąć serwer, na którym market stoi, zazwyczaj w jakimś egzotycznym kraju bez podpisanej umowy o współpracy z naszą Policją (i w nadziei, że admin nie robi jego mirrorów na innych serwerach).
      Zadanie wykonalne ale wcale nie tak łatwe jak się wydaje premierowi Holandii :) Że wskazali a Polacy pstrykną palcem i zamkną :)
      Poza tym, jeśli na giełdzie działają polskie służby i na przykład jakiemuś agentowi (lub kilku) udało się wyrobić odpowiednią "renomę" lub nawet zdobyć status moderatora. Jeśli mają tam bazę klientów / sprzedawców, których rozpracowują (lub nawet sami prowadzą dany market, a takie przypadki w Polsce się też zdarzały), to nikt się nie zdecyduje na zdjęcie marketu zanim nie skończą działań operacyjnych.
      •  
        Słaba ta prowokacja. Raczej tania sensacyjka niż prowokacja. A wnioski już całkowicie nie trafione.
        1. W darknecie można kupić wszystko a "kolekcjonerskie" dokumenty to tylko malutki wierzchołeczek tej góry. Sztuka to po takim zakupie nie dać się namierzyć. Dziennikarze nie sprawdzili czy transakcja była monitorowana, na ile pozostała by bezkarna. Czy za jakiś czas nie odwiedziły by ich odpowiednie służby. Napisali swój artykuł a przed poniesieniem ewentualnych konsekwencji zasłonią się legitymacją prasową.
        2. Bo to jest właśnie clue tej sprawy. Pytaniem nie jest, czy w sieci da się kupić lewe prawko, dowód, paszport, dyplom, uprawnienia na wózki, legitymację nauczycielską, boarding pass znanej linii lotniczej czy bilet na koncert. Bo wiemy, że się da. Nie trzeba tego sprawdzać i o to pytać. Oni powinni pytać o co innego. Pytaniem jest, czy jeśli posłużę się tym prawkiem i pokażę je drogówce, to czy system zadziała i Policja wyłapie, że prawko jest lewe? Czy wejdę do samolotu mając lewą kartę pokładową? Czy zarejestruję firmę mając lewy dowód? Czy służby mają swoich agentów monitorujących ten rynek. Czy prowadzą w ramach prowokacji kontrolowaną sprzedaż takich fantów, żeby wyłapywać przestępców? Czy sami prowadzą swoje własne, kontrolowane w 100% "markety" (np. CIA kilka razy przejmowała platformy "wymiany" i regularnie wystawia tam swoich agentów jako kupców i sprzedających). Więc pytanie: jak będę zamawiał ten dokument, to odpowiednie służby będą o tym wiedzieć? Czy potrafią mnie namierzyć? Czy mnie zidentyfikują jak będę zamawiał czy jak płacił za towar? I masę innych pytań, których ten niby "artykuł" nie stawia.
        3. Nie istnieją tylko "polskie" strony. Największy rynek i największe darknetowe markety są w Stanach.
        Holendrzy mają na pewno też swoje. Ale albo nie lubią Polaków albo nie umieli znaleźć bardziej "renomowanego" adresu.

        Jak wspomniałem, szukanie taniej sensacji.
        • Co najlepsze w minionym tygodniu reklama tej strony z lewymi dokumentami brylowała właśnie tu na stronie Wprost pl.