Posłanka PO oburzona słowami Mazurek pod swoim adresem. „Nie mam za co przepraszać, bo stwierdziłam fakt”

Posłanka PO oburzona słowami Mazurek pod swoim adresem. „Nie mam za co przepraszać, bo stwierdziłam fakt”

Beata Mazurek
Beata Mazurek Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Posłanka PO-KO Krystyna Skowrońska jest oburzona słowami wicemarszałek Sejmu Beaty Mazurek pod swoim adresem. Polityk domaga się przeprosin. Rzeczniczka klubu PiS twierdzi jednak, że nie zamierza przepraszać.

Wczoraj padły słowa w stosunku do mnie jako blondynki obraźliwe. Czy  wszystkie blondynki tak traktuje, swoje koleżanki w klubie również? To są słowa skandaliczne i w tym zakresie cieszę się z solidarności kolegów, będę składała wniosek do komisji etyki, takie słowa nie powinny paść – zapowiedziała Krystyna Skowrońska. Posłanka -KO dodała, że oczekuje przeprosin od Beaty Mazurek. – W imieniu własnym, pełnionego mandatu, ale również wszystkich kobiet. Nie mogą być kobiety obrażane. To jest żenujące, że w tym przypadku pani wicemarszałek okazała się damskim bokserem – stwierdziła parlamentarzystka.

„W polityce trzeba mieć twardą skórę”

– Powiedziałam, że mam dużo wyrozumiałości dla takich blondynek jak ona, bo jest blondynką. To nie jest moja opinia, tylko stwierdzenie faktu. Moim obowiązkiem jest przeprowadzenie spokojnie obrad, a to uniemożliwiała mi poseł Skowrońska, nie stosując się do moich próśb, które pod jej adresem padały. W polityce trzeba mieć twardą skórę. Ja bym chętnie zapytała poseł Skowrońską, czy ona się podpisuje pod haniebnymi billboardami, które Koalicja Europejska w Polsce wywiesza na nasz temat, między innymi mój. Ja nie mam za co przepraszać, bo stwierdziłam fakt – odparła Beata Mazurek.

„Szczególnie dla takich blondynek jak pani”

Do wymiany zdań doszło w trakcie dyskusji po sprawozdaniu komisji o poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym oraz niektórych innych ustaw w części, w której posłowie mogli zadawać pytania wnioskodawcom. Jedną z osób, które zabierały głos, była Krystyna Skowrońska z PO. Wbrew tematowi, polityk zaczęła od innej kwestii. – Wysoka Izbo, proszę mi wybaczyć, że na początku w innym temacie, ale nie została dopuszczona do zadania pytań w sprawie nowelizacji ustawy o pomocy państwa w wychowaniu dzieci i zmianie niektórych innych ustaw – wyjaśniła po wejściu na mównicę polityk PO. Skowrońska zarzuciła minister Rafalskiej i poseł Szopy, reprezentującym projekt, mówienie nieprawdy. – Chciałam uzupełnić, że w roku 2007 wynagrodzenie minimalne wynosiło niecałe 900 złotych, a w 2015 1750 złotych. A zatem w tym czasie wzrosło o 850 złotych – mówiła poseł. Polityk poinformowała też o wycofaniu swojego sprzeciwu i wtedy skończył się czas na wypowiedź. Prowadząca obrady wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek wyłączyła posłance mikrofon i wezwała na mównicę kolejną osobę – posła Jerzego Jachnika z Kukiz'15.

Krystyna Skowrońska odwróciła się do prowadzącej obrady, twierdząc, że chciała tylko skończyć zdanie, co zostało jej uniemożliwione. – Pani nie jest wyjątkowa pani poseł. Była jedna minuta na zadanie pytania. Proszę opuścić mównicę – odparła . Po kolejnym ponagleniu, Skowrońska odpowiedziała: „Chciałam powiedzieć, że pani różnie traktuje posłów z PiS-u i innych”. – Mam dużo cierpliwości i wyrozumiałości dla pani. Szczególnie dla takich blondynek jak pani – odparła wicemarszałek . Po słowach rzecznik PiS z sali słychać było napomnienie, by odnosiła się do posłów z szacunkiem.

Czytaj też:
Głosowali przeciwko rozszerzeniu 500+, choć sami pobierają świadczenie. Jak się tłumaczą?

Źródło: Gazeta Wyborcza / wPolityce.pl