Obława na Gruszczyńskiego trwała od soboty, kiedy to - według ustaleń funkcjonariuszy - zastrzelił na wołomińskim cmentarzu drugiego z braci 29-letniego Roberta Cz. Prokuratura już 7 marca wydała postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów zabójstwa - pierwszego z braci - Dariusza Cz. (pod koniec lutego, w wołomińskim pubie), usiłowania zabójstwa i nielegalnego posiadania broni.
Funkcjonariusze CBŚ zaczęli strzelać, bo Gruszczyński miał broń i istniało zagrożenie, że jej użyje. Mężczyzna na ich widok zaczął uciekać, gdy zabiegli mu drogę, wyciągnął broń - powiedział rzecznik KSP Mariusz Sokołowski. Do strzelaniny doszło po godz. 16.00.
Jak podała rzeczniczka KGP Danuta Wołk-Karaczewska, policjanci tropili Gruszczyńskiego od kilku dni; obserwowali kilka miejsc, w których mógł przebywać."Czuczu" wybrał śmierć
Michał Gruszczyński ps. Czuczu vel "Grucha" wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez policjantów warszawskiego CBŚ. Jak dowiedział się "Wprost", bandyta zginął bo chciał strzelać do policjantów z pistoletu maszynowego "Skorpion". Do strzelaniny doszło przy stacji benzynowej w okolicach ronda Wiatraczna. Kiedy Gruszczyński wyciągnął broń i wycelował w funkcjonariuszy, ci odpowiedzieli ogniem. Bandyta, podejrzany o dwa morderstwa, zginął na miejscu.
Policjanci urządzili zasadzkę już przed południem, wiedząc, że "Czuczu" pojawi się tam, aby zadzwonić do jednego z kompanów. Niewykluczone, że chciał skontaktować się z handlarzem narkotyków, aby kupić działkę heroiny. – Chcieliśmy go wziąć żywcem, ale gdy wyciągnął broń najważniejsze dla nas było nie dopuścić, aby zrobił krzywdę postronnym osobom – mówią policjanci.
Świadek: słyszałem kilkanaście strzałówJeden ze świadków, który był na stacji benzynowej w pobliżu Ronda Wiatraczna w Warszawie, gdzie został zastrzelony Michał Gruszczyński, twierdzi że słyszał kilkanaście strzałów.
Do strzelaniny doszło tuż przy budynku stacji, w sumie przebywało tam, wraz z obsługą, kilka osób.
"Płaciłem rachunek, usłyszałem kilkanaście strzałów. Potem do środka wpadł policjant i krzyknął: padnij. Później dowiedzieliśmy się, że na zewnątrz został zastrzelony mężczyzna, który zamordował braci w Wołominie" - relacjonował dziennikarzom jeden ze świadków.
Na miejscu nadal są policjanci. Wcześniej dokonano sprawdzenia pirotechnicznego. Obecnie trwają oględziny. Policjanci sprawdzają także - jak poinformował PAP rzecznik komendanta stołecznej policji Mariusz Sokołowski - w jaki sposób i dlaczego Gruszczyński znalazł się w tym miejscu i czy ktoś mu pomagał.
Rafał Pasztelański, ab, tvn24, pap
