Policja zatrzymała dwóch wychowanków poprawczaka

Policja zatrzymała dwóch wychowanków poprawczaka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Do 12 lat więzienia może grozić dwóm wychowankom zakładu poprawczego w Sadowicach k. Wrocławia, którzy podejrzewani są o jego podpalenie. W szpitalu nadal przebywa 9 osób poszkodowanych w nocnym pożarze, jedna z nich ciągle nie odzyskała przytomności.

Wrocławska policja zatrzymała dwóch wychowanków zakładu poprawczego w Sadowicach k. Wrocławia, gdzie o godz. 4.00 nad ranem w niedzielę wybuchł pożar. Policja podejrzewa, że zatrzymani wychowankowie w wieku 16 i 19 lat celowo zaprószyli ogień w budynku, w którym mieszkali.

Jak poinformował Wojciech Wybraniec z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, zatrzymano dwóch wychowanków, którzy są podejrzewani o spowodowanie pożaru. "Ogień wybuchł w strefie odizolowanej kratami od pozostałej części budynku i innych wychowanków. W części tej mieszkali obaj zatrzymani" - powiedział Wybraniec.

Można się domyślać, że w strefie odizolowanej - mówił Wybraniec - mieszkają groźniejsi wychowankowie. "W tej chwili nie wiem, z jakiego powodu zatrzymani przez nas wychowankowie przebywali w zakładzie, jakich dopuścili się przestępstw" - przyznał.

Jak powiedział Wybraniec, według wstępnej oceny prawnej wychowankowie podejrzewani są o spowodowanie pożaru "zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach".

Za taki czyn grozi kara nawet do 12 lat więzienia. "Za samo podpalenie grozi do 10 lat więzienia, ale w tym wypadku, z powodu rozmiaru zagrożenia, na zarzuty mogą wpłynąć np. skutki w postaci uszczerbku na zdrowiu poszkodowanych" - wyjaśnił Wybraniec.

Dariusz Kopa, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu powiedział z kolei PAP, że gdy na miejsce przyjechali strażacy, wychowankowie nie utrudniali co prawda gaszenia, ale niektórzy byli zabarykadowani. "Oni byli zabarykadowani, co mogłoby świadczyć o tym, że był tam wcześniej jakiś protest. Ale już w trakcie gaszenia ognia współpracowali ze strażakami" - mówił Kopa.

Rzecznik dodał, że sytuacja była na tyle poważna, że chyba żaden z nich (wychowanków domu) nie odważyłby się na jakieś samodzielne działanie niezgodne z zaleceniami policji czy straży. "Trwała ewakuacja i właściwie wychowankom pozostało się zastosować do zaleceń" - mówił Kopa.

W szpitalach przebywa wciąż 9 osób spośród poszkodowanych w pożarze. Jedna do tej pory nie odzyskała przytomności. Wybraniec powiedział, że najprawdopodobniej wśród poszkodowanych jest wychowawca z zakładu. "Taką informację uzyskałem na miejscu zdarzenia, ale nie mogę jej potwierdzić" - dodał.

Pytany o przyczyny wybuchu pożaru Wybraniec powiedział, że za wcześnie jeszcze na hipotezy. "Z powodu hospitalizacji nie mogliśmy dotąd przesłuchać wszystkich świadków. Nie można potwierdzić informacji, jakoby wychowankowie zbuntowali się po tym, jak nie dostali przepustek na święta" - zaznaczył Wybraniec.

W gaszeniu pożaru w zakładzie poprawczym w Sadowicach brało udział osiem jednostek straży pożarnej. Dwunastu wychowanków trafiło do szpitala z objawami zaczadzenia. Wszystkich 46 trzeba było wcześniej ewakuować do pobliskiej hali.

ab, pap