"To "Fakt" się wściekł, a nie krowy Leppera" - ocenił wicepremier na wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie. Wyjaśnił, że w jego gospodarstwie nie było nigdy i nie ma wściekłych krów.
"Ta sprawa pójdzie do sądu, bo to jest uderzenie we mnie" - zapowiedział Lepper.
Jego zdaniem, autor artykułu wyolbrzymia problem kilku padłych sztuk bydła ze stada.
"W stadzie 400 krów zobaczył jedną krowę, która padła i trzy cielaki urodzone martwe, na urodzonych ponad 100 cielaków" - podkreślił.
Jak tłumaczył, spośród cielaków rodzących się w hodowlach, ginie zwykle 15-20 proc., zaś w jego stadzie ok. 7 proc.
Lepper dodał, że nie starał się ukryć, że zwierzęta padły, a szczątki zostały zawiezione do zakładu utylizacji, o czym poinformowano dziennikarza "Faktu".
Jak napisał "Fakt" w gospodarstwie Leppera w Zielnowie (woj. zachodniopomorskie) padają krowy. Dziennik natknął się na martwą krowę i cielaki leżące w słońcu. Służby weterynaryjne potwierdzają kolejne przypadki śmierci bydła. "Co się dzieje ze zwierzętami? zapytaliśmy Leppera zaniepokojeni. - BSE - uciął wicepremier" - napisał wtorkowy "Fakt".
Do chwili nadania tej depeszy PAP nie udało się skontaktować z red. naczelnym "Faktu".
ab, pap