Michniewicz się wycofał, ale w Polsce za słowo wciąż grozi więzienie. Co dalej z opresyjnym prawem?

Michniewicz się wycofał, ale w Polsce za słowo wciąż grozi więzienie. Co dalej z opresyjnym prawem?

Czesław Michniewicz
Czesław Michniewicz Źródło: Newspix.pl / Łukasz Grochala
Artykuł 212 k. k. czyli tzw. więzienie za słowo, pomimo wielu zapowiedzi zmiany lub zniesienia, wciąż funkcjonuje w naszym systemie prawnym i służy do tłumienia debaty publicznej. Sięgają po niego politycy, a ostatnio chciał to zrobić trener Czesław Michniewicz. O groźbach trenera i szansach na zmianę złego prawa rozmawiamy z prawnikiem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Konradem Siemaszko.

Dariusz Grzędziński, „Wprost”: Dlaczego selekcjoner reprezentacji Polski popełnił błąd, zapowiadając wytoczenie dziennikarzowi procesu karnego?

Konrad Siemaszko, Helsińska Fundacja Praw Człowieka: Zależy jak na to spojrzeć. Być może z perspektywy celu, jaki chciał osiągnąć…

Mówimy o perspektywie komunikacyjnej, wizerunkowej.

Na pewno sięganie po instrumenty karne w odpowiedzi na krytyczny artykuł dziennikarza jest nienajlepsze wizerunkowo. Tak to można określić. Artykuł 212 kodeksu karnego to instrument krytykowany od lat – przez środowisko dziennikarskie (zgodnie, co należy podkreślić, biorąc pod uwagę podziały panujące w tym środowisku), przez organizacje społeczne (Helsińska Fundacja Praw Człowieka od lat apeluje o zmiany, robi to też m.in. Sieć Obywatelska Watchdog Polska), przez Rzecznika Praw Obywatelskich, przez organizacje międzynarodowe, jak ONZ czy OBWE. Wszyscy zgodnie podkreślają, że nie jest to właściwy instrument do ochrony dobrego imienia. Osoba, która poczuła, że jej dobre imię zostało naruszone i koniecznie chce korzystać z instrumentów prawnych, ma do dyspozycji ścieżkę cywilną, a niekoniecznie karną.

Może np. skorzystać z powództwa o ochronę dóbr osobistych.

Dokładnie tak.

A jednak opublikowane przez policję statystyki pokazują, że coraz częściej sięga się w Polsce po art. 212 k.k. i ściga się ludzi za słowo. Te liczby rosną lawinowo – w 1999 r. wszczęto 45 postępowań z art. 212 k.k., a już w roku 2020 aż 1130. Podobnie jest z liczbą stwierdzonych przestępstw z tego artykułu – 93 w 1999 r. i 828 w roku 2020. Dlaczego te statystyki rosną tak mocno i coraz częściej sięga się po art. 212 k.k.?

Widzimy tu narastający problem. W porównaniu do powództwa o ochronę dóbr osobistych ten instrument jest dość wygodny dla osoby po niego sięgającej.

Artykuł został opublikowany w 27/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.