„Czy można uprawiać seks uchem?” Ekspertka o edukacji seksualnej: Zachęcam rodziców, by sami się doszkalali

„Czy można uprawiać seks uchem?” Ekspertka o edukacji seksualnej: Zachęcam rodziców, by sami się doszkalali

Anna Jurek, edukatorka seksualna
Anna Jurek, edukatorka seksualna
W naszym społeczeństwie, w którym wciąż uczymy się szacunku do siebie samych i do siebie nawzajem, budowania relacji opartych na zaufaniu, wyznaczania granic i mówieniu „nie”, ale również „tak”. Chcemy uczyć tego dzieci, ale my sami miewamy z tym problem, nie lubimy swoich ciał, porównujemy się, często mamy nierozpoznane potrzeby, nie wiemy, co dla nas zdrowe – mówi dla „Wprost” Anna Jurek, edukatorka seksualna i filozofka, wiceprezeska Fundacji SPUNK.

Marta Byczkowska-Nowak, „Wprost”: Jak bardzo trzeba być zdeterminowanym, żeby zajmować się edukacją seksualną w Polsce?

Anna Jurek: Niech odpowiedzią będzie fakt, że działamy już ponad dziesięć lat, ale jesteśmy właśnie w końcówce procesu likwidacji fundacji. Będziemy pracować dalej, ale jako Grupa SPUNK. Praca z dziećmi i młodzieżą jest tak satysfakcjonująca, daje tak duże poczucie sensu, że znajdujemy wciąż siłę, ale nie ukrywam, że ostanie osiem lat nas mocno przeczołgało – władza, która przeszkadza zamiast pomagać, język, który dzieli i straszy, trudności formalne w prowadzeniu małych organizacji samorządowych – wszystko to sprawia, że trzeba mieć dużo swady i determinacji, by wciąż próbować wchodzić do szkół, zwracać się z tymi tematami do młodzieży, dzieci, nauczycieli.

Potrzebujemy zmiany narracji na temat edukacji seksualnej, bo przez ostatnie lata wokół tego tematu urosło tak wiele przekłamań, manipulacji i strachu, że wcale nie dziwiłam się rodzicom i dyrektorom szkół, gdy nie byli chętni do współpracy. Jesteśmy styrani inflacją, covidem, wojną, walką o codzienność, towarzyszy nam przemęczenie decyzyjne, więc rozumiem, że możemy nie mieć już siły na wewnętrzne dyskusje ze sobą, czy puścić dziecko na edukację seksualną, czy nie. Dlatego edukacja seksualna powinna na stałe wejść do szkół. Politycy straszą, media publiczne mówią o „seksualizacji”.

Nawet gdy nie do końca się z tym zgadzamy, ten komunikat się sączy. Od ciebie jako rodzica, od ciebie jako dyrektora szkoły zależy, czy sobie to urefleksyjnisz, czy nie, czy poszukasz więcej informacji na ten temat, sprawdzisz, jakie znaczenie faktycznie ma termin "seksualizacja", kim są osoby prowadzące zajęcia z edukacji seksualnej i jaką wiedzę przekazują, czy poprzestaniesz na tym komunikacie.

Czy wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół to dobry pomysł?

Oczywiście, potrzeby edukacyjne są ogromne, a w tej chwili rodzice muszą decydować czy, gdzie i kiedy posłać dziecko na zajęcia dodatkowe, jak zgrać to z grafikiem całego tygodnia, nie mówiąc już o rozterkach, o których wcześniej wspominałam. Mam nadzieję, że w nowej rzeczywistości politycznej będzie łatwiej, ale zanim sytuacja się znormalizuje minie trochę czasu.

Kobiety, które właśnie objęły teki ministerialne, to są osoby od wielu lat działające na rzecz edukacji, praw społecznych, aktywizacji obywatelskiej, dzieci i młodzieży. Myślę, że ta władza ma dużo lepsze rozeznanie w sytuacji najmłodszych i wie na przykład, że kwestia psychiatrii dziecięcej to nie jest tylko jeden z ważnych problemów do załatwienia na liście, ale że to jest problem palący.

To teraz wytłumacz się, dlaczego wy, edukatorki i edukatorzy seksualni, tak bardzo chcecie seksualizować te biedne dzieci.

Artykuł został opublikowany w 5/2024 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.