Protasiewicz dla „Wprost”: 77 tys. euro. To mój osobisty wkład w karierę Tuska. Oczekuję elementarnego szacunku

Protasiewicz dla „Wprost”: 77 tys. euro. To mój osobisty wkład w karierę Tuska. Oczekuję elementarnego szacunku

Jacek Protasiewicz
Jacek Protasiewicz Źródło:PAP / Aleksander Koźmiński
– Kierując obiema kampaniami Donalda Tuska poświęciłem dwa razy po pięć i pół miesiąca dochodów europarlamentarzysty. (...). Nie jeździłem wtedy do Parlamentu Europejskiego i w związku z tym nie pobierałem diet. Nie zarobiłem z tego tytułu ok. 77 tys. euro. To był mój osobisty wkład finansowy w karierę polityczną Tuska i pozycję PO. Nie oczekuje zwrotu tych pieniędzy, ale elementarnego szacunku, a tego jakoś też nie widzę – mówi w rozmowie z „Wprost” Jacek Protasiewicz, były członek PO i wiceprzewodniczący PE. W wywiadzie zdradza też, czy dawni koledzy z PO powinni obawiać się jego książki, mówi o swojej sytuacji finansowej i ocenia obecnego premiera.

Joanna Miziołek, Eliza Olczyk, „Wprost”: Czy pana koledzy z Platformy Obywatelskiej mają się czego bać, gdy słyszą, że zamierza pan napisać książkę?

Jacek Protasiewicz: Bać? Raczej nie, ponieważ nie znam żadnych faktów, które świadczyłby o nielegalnym działaniu, niezgodnym z prawem, czy kompromitującym członków Platformy Obywatelskiej. Ale znam sposób myślenia i działania ludzi PO od podszewki, bo kilkanaście lat byłem w tej partii. Uczestniczyłem w kilku poważnych projektach, takich jak kampania referendalna Platformy przed akcesją do Unii Europejskiej, kampania prezydencka Donalda Tuska w roku 2005, czy Platformy w roku 2011. Byłem członkiem zarządu krajowego, szefem ważnego regionu i wiceszefem kampanii parlamentarnej w 2015 roku, za czasów premier Ewy Kopacz.

Podejście ludzi Platformy Obywatelskiej do polityki i do ważnych dla Polski spraw jest mi dobrze znane.

Jaki to jest podejście?

Przykro to mówić, ale dominuje myślenie o własnej karierze, a nie o standardzie życia zwykłych Polaków.

A to nie wszyscy politycy tak mają?

Zgoda. To oczywiście nie jest nic nadzwyczajnego w polityce. Ale ja zaangażowałem się w politykę w wieku lat 18, jeszcze w liceum (to była połowa lat 80.) nie po to, by robić karierę. Wówczas za zaangażowanie w działalność opozycyjną można było zostać relegowanym z uczelni, zamkniętym w areszcie, albo wypchniętym z kraju na emigrację polityczną. Myślę, że tamte motywacje ze mnie nie wyparowały. Nie zostałem ukąszony przez politykę.

Ukąszony?

Jest takie powiedzenie o „ukąszeniu heglowskim” polskich intelektualistów po 1945 roku, którzy sprzedali się bolszewikom za cenę kariery w nowym systemie. Parokrotnie, otrzymawszy propozycję wejścia w skład rządu, odmawiałem. W związku z powyższym nie zasmakowałem tego, co bierze górę nad człowiekiem i jego wartościami, kiedy dostaje limuzynę z przyciemnionymi szybami, szofera i wszyscy kłaniają się w pas, czapkują i mówią: „jest pan wspaniały panie ministrze”, „wspaniały panie premierze”.

Władza potrafi być jak narkotyk. Można stracić głowę.

Był pan współpracownikiem premiera Tuska i nie miał pan samochodu z przyciemnionymi szybami? Nie dał panu?

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.