Tajemniczy trzeci gracz w walce o złoty pociąg. Ekspertka: To jest sprawa zero-jedynkowa

Tajemniczy trzeci gracz w walce o złoty pociąg. Ekspertka: To jest sprawa zero-jedynkowa

Joanna Lamparska
Joanna Lamparska Źródło: WPROST.pl
– Na pewno złotego pociągu jako takiego nie ma. I to jest sprawa zero-jedynkowa – mówi w podcaście „Rozmowa Wprost” Joanna Lamparska. Dziennikarka przypomina, w jaki sposób zrodziła się legenda, która do dzisiaj wywołuje żywiołowe dyskusje, a także analizuje najnowsze zgłoszenia. Podkreśla też, jak ważny jest sam proces poszukiwania i że wciąż jest jeszcze wiele skarbów do odkrycia.

Temat dotyczący złotego pociągu i jego poszukiwań odżywa za każdym razem, gdy pojawiają się kolejni śmiałkowie i z pełnym przekonaniem deklarują, że nie tylko wpadli na jego trop, ale udało im się dokładnie namierzyć jego lokalizację. O tym, w jaki sposób narodziła się ta legenda, opowiedziała w podcaście „Rozmowa Wprost” Joanna Lamparska.

Tak narodziła się legenda złotego pociągu. Słowikowski nie był pierwszy

– Jest taka opowieść, że w kwietniu 1945 r. Wrocław, czyli ówczesny Breslau, opuszcza skład, który przewozi – i tu w zależności, od tego kto tę historię opowiada – złoto, dokumenty, platynę przemysłową albo chemikalia. Ten skład opuszcza Wrocław, jedzie w kierunku południowym, ma dojechać do Wałbrzycha, ale gdzieś po drodze po prostu znika razem ze wszystkim, co wiezie. I od tamtej pory złoty pociąg jest poszukiwany – mówi dziennikarka, pisarka i autorka kanału Hi!History. Jak zaznacza, w tamtych czasach nie było możliwości, aby pociąg opuścił Wrocław, chociażby dlatego, że „nie było torów”.

– Tę opowieść przynosi nam jako pierwszy Tadeusz Słowikowski. To cudowny, starszy pan, który był górnikiem w powojennym Wałbrzychu. To bardzo ciekawa postać. Jego matka była w Auschwitz, jej tożsamość została wykorzystana po wojnie przez SS-mankę. Człowiek z taką trudną przeszłością, który pracuje jako górnik, rzekomo od niemieckich fachowców dowiaduje się o takim właśnie pociągu. Dzisiaj wiemy, że Tadeusz Słowikowski czerpał informacje również od Edwarda Zbierańskiego, pacjenta zero – tak to nazywam, bo zawsze złoty pociąg kojarzy mi się z epidemią, jakąś gorączką – relacjonuje nasza rozmówczyni.

Kolejnym ważnym punktem w historii dotyczącej poszukiwań złotego pociągu jest 2015 r., kiedy Andreas Richter i Piotr Koper rozpoczęli badania przy tzw. 65 km – tak liczy się kilometry linii kolejowej z Wrocławia w kierunku Wałbrzycha. – To natychmiast przebiło się do świadomości dziennikarzy z całego świata – mówi Joanna Lamparska, podkreślając, że sprawa zyskała rozgłos, który znacznie wykraczał poza granice Polski.

Szef grupy „Złoty pociąg 2025” z ważną decyzją. Poszukiwaczy dzieli zaledwie kilkadziesiąt metrów

Temat ponownie odżył po 10 latach, kiedy Michał Motak w kwietniu 2025 r. dokonał zgłoszenia do organów państwowych znaleziska w postaci trzech wagonów kolejowych z okresu II wojny światowej, które mają być ukryte w zamaskowanym tunelu, znajdującym się na trasie pomiędzy Świebodzicami a Wałbrzychem. Kilka dni temu radiesteta poinformował, że otrzymał kluczową zgodę od konserwatora zabytków, co daje mu zielone światło na prowadzenie dalszych działań.

– Michał Motak otrzymał pozwolenie na badania bezinwazyjne, czyli takie, które nie naruszają struktury terenu. Oznacza to, że będzie mógł wejść na teren, który wyznaczył jako miejsce potencjalnego ukrycia (złotego pociągu – red.) ze sprzętem geofizycznym – mówi Joanna Lamparska.

– To jest w ogóle bardzo ciekawa historia, bo niemalże w tym samym miejscu – to jest odległość 70, może 80 metrów – poszukuje również Piotr Koper, który przesunął się z tego 65 km, trochę bliżej Wrocławia. (…) Oni obaj są bardzo blisko siebie. Piotr Koper wykonał już badania geofizyczne i wskazał, że znajduje się tam jakaś anomalia (...). Michał Motak, jako radiesteta, twierdzi, że zrobił to za pomocą różdżek radiestezyjnych – kontynuuje nasza rozmówczyni.

Krytyczne głosy wobec radiestezji płyną ze środowiska naukowego. – Michał Motak jest przekonany na 100 proc., że coś znalazł. Natomiast, rzeczywiście, z radiestezją jest pewien problem, bo ona jest uważana za metodę nienaukową. Naukowcy absolutnie nie dopuszczają możliwości, że taką metodą można cokolwiek znaleźć – podkreśla Joanna Lamparska.

– Geolodzy z Polskiej Akademii Nauk w Krakowie mówią, że w miejscu, w którym Koper i Motak zamierzają prowadzić dalej badania, są tak kruche skały, że wykonanie tunelu byłoby po prostu nieprawdopodobnie trudnym i męczącym przedsięwzięciem – zaznacza autorka kanału Hi!History.

Tajemniczy trzeci gracz w walce o złoty pociąg. Ekspertka reaguje

Joanna Lamparska poinformowała także, że niedawno zgłosiła się do niej trzecia osoba, która twierdzi, że od wielu lat zna miejsce słynnego tunelu. Co o niej wiadomo? – Jeżeli to jest ta sama osoba, o której w swoim filmie mówi Michał Motak, (…), to ona również posługuje się radiestezją i twierdzi, że 12 lat temu, razem z innym kolegą, wskazała to miejsce – mówi dziennikarka.

Jednocześnie ekspertka przekreśla szanse na znalezienie czegoś tak spektakularnego jak złoty pociąg, ale nie oznacza to, że nie ma innych skarbów do odkrycia.

– Na pewno złotego pociągu jako takiego nie ma. I to jest sprawa zero-jedynkowa. Czy w tym miejscu, które wybrał Motak i Koper są jakieś anomalie? Być może są. Z jakiej przyczyny one się tam pojawiają? Czy z powodu układu skał, czy dlatego, że być może tam coś jest? Jeżeli to jest taki duży obiekt, 9 na 9 metrów, to sprzęt geofizyczny bez problemu, bardzo szybko go pokaże – komentuje Joanna Lamparska w „Rozmowie Wprost”.

– Nie zabijajmy złotego pociągu. On naprawdę dodaje kolorytu Dolnemu Śląskowi, przynosi wiele zysków – mówi dziennikarka. – My chyba go potrzebujemy, jeżeli on ciągle jest w przestrzeni publicznej. A po drugie: trochę nie rozumiem bardzo gwałtownych reakcji na to, że ktoś chce go znowu szukać. Bo jeżeli mamy potwora z Loch Ness, to wszyscy go hołubią, każdy go widzi co jakiś czas i się z tego cieszy. Więc cieszmy się z tego, że ten złoty pociąg gdzieś tam w głębinach naszych skał może być ukryty – kontynuuje z uśmiechem nasza rozmówczyni.

Złoty pociąg istniał naprawdę. Był wart 320 mln dolarów

Joanna Lamparska przypomina także, że złoty pociąg faktycznie istniał, ale w zupełnie innym miejscu, niż jest poszukiwany dzisiaj.

– Złoty pociąg istniał naprawdę. Wiosną 1945 r. opuścił Budapeszt i były w nim dobra węgierskich Żydów, wywiezionych do Auschwitz. I te dobra zostały wtedy oszacowane na 320 mln dolarów. Był taki pociąg. Stanął w Austrii w dniu, w którym zakończyła się wojna i tam przejęli go Amerykanie – mówi ekspertka.

Abstrahując od sprawy złotego pociągu, sam proces poszukiwania potrafi być inspirujący. Naukowcy rozpoczynają badania z pewnymi założeniami, które weryfikują w toku prowadzonych prac, a ich końcowe wnioski wcale nie muszą być zbieżne ze wstępnie określonymi celami, co jest też wartościowe z perspektywy naukowej.

– Rzeczywiście, szukając różnych rzeczy, trafia się czasami na coś zupełnie nieoczywistego, co może mieć ogromne znaczenie dla naszej wiedzy, dla nauki. To nie musi być jakiś skarb. To może być coś związanego z naturą, przyrodą, z układem geologicznym, ze skałami. Mogą to być pamiątki z dawnych czasów. Więc mnóstwo różnych rzeczy może się jeszcze po drodze przydarzyć – optymistycznie kończy Joanna Lamparska.

Czytaj też:
Tak naprawdę wygląda finał WOŚP. Tego nie pokazują kamery
Czytaj też:
„Bardzo duży błąd” Nowackiej? Poseł krytykuje MEN: „Jest za późno na dużą reformę”

Artykuł został opublikowany w 5/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Źródło: WPROST.pl