Do tragicznego w skutkach odkrycia w jednym z mieszkań przy ulicy Okrzei doszło 21 marca, w sobotę. Jeden z lokatorów bloku przyznał, że ostatni raz widział 49-letnią Sylwię 9 marca. Mieszkała z mamą, 77-letnią Lidią. – Wracała wtedy z zakupami. Lidii C. nie widziałem od wielu lat. Matka była chyba schorowana, córka wszystko załatwiała. Tylko ona wychodziła po zakupy i prosto z powrotem biegła do domu – mówił „Faktowi” mężczyzna.
W rozmowie z dziennikarzami podkreślał, że obie kobiety stroniły od kontaktu. Były „ciche i bały się wszystkiego”. Inna sąsiadka z kolei opowiada, że młodszą z nich zmieniła pandemia COVID-19. – Od tamtej pory nie rozstawała się z maseczką i rękawiczkami. Zawsze miała na głowie czapkę, nawet jak był upał. Chyba bała się zarazy i kontaktu z ludźmi – mówi. Kolejna z sąsiadek wtrąca, że obie kobiety nie wpuszczały nikogo do domu, nawet gdy któryś z sąsiadów chciał przekazać im odczyt licznika czy pocztę od listonosza.
Miały kota, ale sąsiedzi nawet o tym nie wiedzieli.
Zapach zaalarmował sąsiadów
Jak relacjonuje Fakt, od pewnego czasu na klatce unosił się fetor. Sąsiedzi twierdzili, że to przez worki ze śmieciami wystawianie za drzwi przez jedną z sąsiadek. Prawda jednak okazała się zgoła inna. – Przez te śmieci trudno było zorientować się, że to coś poważniejszego – opowiada „Faktowi” lokator, który zgłosił służbom niepokojącą sytuację. Gdy poszedł powiesić pranie na strychu, poczuł fetor wydobywający się zza drzwi mieszkania kobiet. Zaalarmował służby. – To był zapach nie do zniesienia, jakby padliną śmierdziało – opisuje.
Na miejsce przyjechała policja i straż pożarna. Ratownicy zdecydowali się wyważyć drzwi. – Strażacy nic nie powiedzieli. Tylko jeden mruknął: „Miał pan rację’” – wspomina mężczyzna.
Drastyczny widok w mieszkaniu
Jak „Faktowi” powiedziała Małgorzata Jurecka, rzeczniczka oświęcimskiej policji, służby po wejściu do mieszkania trafiły na zwłoki dwóch kobiet „w znacznym stadium rozkładu”. – Z przeprowadzonych wstępnych ustaleń wynika, że zwłoki mogą należeć do dwóch kobiet: 77-letniej matki oraz jej 49-letniej córki. W mieszkaniu znajdowało się również truchło kota – mówiła rzeczniczka.
Mimo że śledczy wykluczyli wstępnie udział osób trzecich, sąsiedzi w rozmowach między sobą snują hipotezy, co mogło doprowadzić do śmierci kobiet. – Słyszałam jak służby, które weszły do tego mieszkania, mówiły coś o sznurku, o strzykawce oklejonej taśmą. Może to samobójstwo? Może najpierw zmarła matka, a córka nie wytrzymała? – spekuluje jedna z sąsiadek.
– Obok zwłok obu kobiet leżał też martwy kot. Truchło tego zwierzęcia było troskliwie przykryte – opisywały osoby, które miały znać kulisy dramatu.
Dziennikarze „Faktu” dowiedzieli się nieoficjalnie, że służby okleiły drzwi i okna niebieską taśmą, zabezpieczono też strzykawki. Zlecono przeprowadzenie sekcji zwłok. – Nie wykluczamy żadnej z hipotez, w grę wchodzi zarówno zgon naturalny, jak i rozszerzone samobójstwa – przekazała reporterom Oliwia Bożek-Michalec, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Czytaj też:
Szok w sieci po śmierci znanej influencerki. Tak brzmiały jej ostatnie słowaCzytaj też:
Magdalena Majtyka nie żyje. Na jaw wychodzą nowe fakty
