W czwartek, około godziny 10:40 w powiecie sanockim doszło do tragicznego w skutkach zdarzenia – niedźwiedź zaatakował 58-letnią kobietę. Poszkodowana zmarła ze względu na poniesione rozległe obrażenia.
Jak wskazuje Tomasz Zając z Tatrzańskiego Parku Narodowego, atak był najprawdopodobniej reakcją obronną zwierzęcia. – Niedźwiedź brunatny, mimo że jest największym drapieżnikiem Europy, nie poluje na człowieka, nie zbliża się do niego i raczej się go boi. Nie dąży do kontaktu z ludźmi – wyjaśnił ekspert cytowany przez Wirtualną Polskę.
Dodał, że mogło dojść do sytuacji, w której kobieta natknęła się na niedźwiedzicę z młodymi, a jeśli samica prowadziła młode, mogła zareagować instynktownie i zaatakować, chcąc je bronić.
Sprowokowane zwierzę może zaatakować
Do zdarzenia doszło na trudno dostępnym terenie. Tomasz Zając nie wyklucza, że kobieta mogła szukać zrzutów poroża jeleni i przez przypadek natknąć się na niedźwiedzicę. – Nie wiemy, czy był to teren chroniony, czy rejon parku, ani czy kobieta powinna się tam znajdować – zaznaczył ekspert.
Do niebezpiecznych spotkań z niedźwiedziami może dochodzić zarówno w parkach narodowych, jak i w zwykłych lasach.
– Kiedy niedźwiedź jest zaskoczony i czuje się zagrożony, może dojść do ataku. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, który doprowadził do bardzo tragicznego zdarzenia – ocenił Tomasz Zając. Równie niebezpieczne mogą być sytuacje, w których zwierzę zostaje sprowokowane – na przykład przez szczekającego psa.
Istotnym problemem jest również dokarmianie dzikich zwierząt i przyzwyczajanie ich do obecności człowieka. – Jeśli niedźwiedź zaczyna kojarzyć człowieka z łatwym dostępem do pożywienia, może go poszukiwać w pobliżu ludzi, co zwiększa ryzyko ataku – ostrzegł Tomasz Zając.
Ataki niedźwiedzi na ludzi. To ekstremalna rzadkość
Niedźwiedzie zazwyczaj unikają kontaktu z ludźmi. W polskich Tatrach w ciągu ostatnich lat nie odnotowano tak tragicznego incydentu.
W miejscach, gdzie żyją niedźwiedzie, stosuje się specjalne procedury – część zwierząt jest monitorowana przy użyciu obroży, a w razie potrzeby odstraszana, na przykład z użyciem gumowych pocisków.
Sprawą tragicznego zdarzenia w powiecie sanockim zajmuje się obecnie prokuratura.
Czytaj też:
Co z końmi z Morskiego Oka? „Złamanych obietnic ciąg dalszy”Czytaj też:
W Tatrach zawrzało. Turyści ruszyli masowo w jedno miejsce
