Przy okazji przypadającego w poniedziałek 24 sierpnia Dnia Niepodległości Ukrainy Mykoła Riabczuk w rozmowie z PAP odniósł się do pogarszających się relacji polsko-ukraińskich.
Ukraiński pisarz apeluje ws. ataków na Ukraińców
Ukraiński eseista i krytyk literacki uważa, że narastająca fala niechęci wobec Ukraińców jest poważnym problemem. – Przerażają mnie ataki na innych Ukraińców. Padają oni ofiarami przemocy często tylko dlatego, że komuś nie podoba się to, że mówią w miejscach publicznych po ukraińsku. Postrzegam to jako cichą faszyzację części społeczeństwa. Najgorsze jednak jest to, że ci ludzie mają na to przyzwolenie. Myślę o środowiskach prawicowych – mówił.
– To dziesięciolecia poniżeń Ukraińców spowodowały eksplozję nienawiści wobec Polaków na Wołyniu. Historia się powtarza. Niestety polskie społeczeństwo nie jest w stanie zrozumieć tego, że Wołyń nie wziął się z niczego. Na szczęście w odróżnieniu od II Rzeczpospolitej obecna Polska jest demokracją i państwem prawa, więc prześladowaniem Ukraińców nie zajmuje się państwo tak, jak przed II wojną światową – dodał.
Jednocześnie zaznaczył, że polskie państwo reaguje na przestępstwa na tle narodowościowym. Jego zdaniem problemem są jednak sprzeczne sygnały płynące ze świata polityki. – Z jednej strony jest rząd, który stara się to powstrzymać. Z drugiej strony jest PiS, Rozwój Plus i obie Konfederacje, które eksploatują tę niechęć do Ukraińców, bo stała się ona ich paliwem wyborczym. Dlatego liderzy tego obozu nie chcą potępić ataków na Ukraińców – stwierdził.
Pytany o propozycje deportowania z Polski Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie podejmują legalnej pracy, Mykoła Riabczuk zaznaczył, że „nie będzie bronił Ukraińców, którzy, choć wyjechali do Polski, to nie pracują tam legalnie”. Szczerze mówiąc, zasługują na deportacje. Skoro uciekli, niech wracają, choćby siłą – komentował.
Relacje polsko-ukraińskie. Mocny apel w sprawie Wołynia
Pisarz przyznał, że jednym z najtrudniejszych tematów w relacjach polsko-ukraińskich pozostają kwestie historyczne, w tym przede wszystkim działalność UPA. – Uważam, że ukraiński rząd niepotrzebnie dostarcza argumentów polskiej skrajnej prawicy. Proponuję zamrozić debatę historyczną o UPA przynajmniej do zakończenia wojny z Rosją. W tych warunkach nie da się normalnie dyskutować o trudnej historii – powiedział w rozmowie z PAP.
– Nie zamiatajmy niczego pod dywan, ale wrzućmy kwestię UPA do zamrażarki. Bardzo chciałbym, aby doszło w tej kwestii do porozumienia z Polską – zaznaczył.
Jak dodał, „dla Ukraińców pamięć o UPA jest związana przede wszystkim z walką z ZSRR, podczas gdy dla Polaków kluczowe pozostają zbrodnie na ludności cywilnej”. – Na razie się nie dogadamy. Zagranie antyukraińską czy antypolską kartą może przynieść krótkotrwałe zwycięstwo taktyczne, np. w postaci zwycięstwa wyborczego, ale w wymiarze strategicznym przegra zarówno Polska jak i Ukraina – podsumował.
Czytaj też:
Ukraiński klub sięgnie po mistrzostwo Polski? Wśród kibiców wrze. „Nigdy nie będzie nasz” Czytaj też:
Ukraińskie niemowlę trafiło do szpitala. Padły skandaliczne słowa
