Reforma kodeksu karnego z 2023 r. przyniosła jedne z największych zmian w polskim prawie karnym w ostatnich latach. Zaostrzono kary, wydłużono maksymalny pobyt w więzieniu z 15 do 30 lat, a wprowadzono także dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia.
Zmiany objęły również zasady przedawnienia i kary za część przestępstw seksualnych. W najcięższych przypadkach nowe przepisy pozwoliły też na surowsze traktowanie nieletnich.
Reforma Ziobry wciąż działa. Eksperci komentują
Obecnie odwrócenie tych zmian okazuje się politycznie bardzo trudne. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przygotowała projekt tzw. ustawy naprawczej już w 2024 r. Zakładał on cofnięcie części najbardziej kontrowersyjnych zmian. Do pełnej reformy jednak nie doszło.
– Politycznie gros zmian wprowadzonych za czasów Zbigniewa Ziobry jest nieodwracalna. Jakakolwiek próba złagodzenia sankcji spotka się z natychmiastowym zarzutem opozycji, że chce się traktować przestępców zbyt łagodnie – ocenił w rozmowie z „DGP” dr Mateusz Woiński, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego Akademii Leona Koźmińskiego.
– Uważam też, że w przyszłości, kiedy przyjdzie już na to moment, zamiast robić krok w tył powinniśmy zrobić krok w przód i uchwalić nowy kodeks karny, bo ten obecny jest już naprawdę trudny w lekturze – dodał.
Dr hab. Szymon Tarapata z UJ zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem. – Za czasów pierwszych rządów PiS wprowadzono występek o charakterze chuligańskim. Wszyscy się z tej zmiany śmiali, bo faktycznie wyglądała ona komicznie. Nikt do dziś tego nie zmienił. Śmiano się z tzw. sądów 24-godzinnych, czyli trybu przyspieszonego i on również istnieje do dziś. Dlaczego? Bo nie ma woli, żeby to „ruszać”. Politycy wolą wchodzić w rolę szeryfów i pokazywać, że będą karać surowo – podkreślił ekspert.
Reforma Ziobry zostanie na lata? Padła gorzka diagnoza
Pojawiają się też pomysły, które mają przyspieszyć pracę sądów. Jednym z nich jest częstsze korzystanie z tzw. trybów konsensualnych. Dzięki nim część spraw mogłaby kończyć się szybciej, a osoby pokrzywdzone wcześniej dostawałyby zadośćuczynienie.
Problem w tym, że takie rozwiązania przez lata były ograniczane. W 2014 r. wnioski o skazanie bez rozprawy dotyczyły prawie 49 proc. spraw trafiających do sądów. W ostatnim roku było ich już tylko około 24 proc.
Eksperci mają też zastrzeżenia do tego, jak ustawodawca określa rolę sędziów. W kodeksie znalazły się bardzo szczegółowe listy okoliczności, które mogą zaostrzyć albo złagodzić karę. – Mamy sztywny katalog, bo zakładamy, że sądy są nieracjonalne i nie potrafią niczego same ocenić. A w praktyce sędziowie po prostu w uzasadnieniu piszą krótko, że dane okoliczności w sprawie nie zaszły – tłumaczą.
Dużo emocji budzi również tymczasowe aresztowanie. Dr hab. Szymon Tarapata podkreślił, że doświadczenie pokazuje, że największy wpływ na liczbę stosowanych aresztów ma liczba składanych wniosków: skuteczność takich wniosków wynosi 92–93 proc. – Obecny stan prawny podsumowuję gorzką konstatacją: mamy do czynienia z utrwaleniem choroby, ale nauczyliśmy się z nią jakoś żyć – komentował Mateusz Woiński.
Czytaj też:
Były minister rządu PiS odcina się od Ziobry. „Wiele nam nie przyniósł” Czytaj też:
Krytyka sędziego od listu żelaznego dla Romanowskiego. Prezes Iustitii o „rozkładaniu rąk”
