Celem rosyjskiego ataku była lokomotywa z wagonami i cysternami. Jak przekazał wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, do uderzenia doszło po ukraińskiej stronie granicy, zaledwie 6–7 km od Polski.
– Ale to już jest bardzo blisko, więc tym bardziej nasza czujność musi być pełna – podkreślił na konferencji prasowej.
Szef MON wskazał, że rosyjskie ataki ponownie objęły okolice przejść granicznych.
Polskie lotnictwo poderwano dwukrotnie. Mieszkańcy dostali alerty
Kosiniak-Kamysz poinformował, że w związku z rosyjskimi atakami polskie statki powietrzne poderwano dwukrotnie. Mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia ponownie otrzymali alerty bezpieczeństwa. Według relacji ministra nad Ukrainą przez noc i poranek operowały setki dronów. Strona ukraińska zniszczyła ponad 30 dronów odrzutowych.
Szef MON zaznaczył, że ostatnie dni były szczególnie trudne dla Ukrainy i wymagające dla polskiej obrony powietrznej. Zapewnił, że wszystkie systemy pozostają w pełnej gotowości, i podziękował żołnierzom za służbę.
– Sprawa jest naprawdę poważna – ostrzegł Władysław Kosiniak-Kamysz, zwracając się także do polityków bagatelizujących wojnę.
Atak na firmę z polskim kapitałem. Są ofiary
Rosyjskie drony zaatakowały również obwód wołyński, graniczący z Polską. W Maniewiczach, około 100 km od polskiej granicy, uderzyły w obiekt spółki Ahrofrukt LTD z polskim kapitałem.
W ataku na ten obiekt zginęła jedna osoba, a osiem zostało rannych.
270 tys. odbiorców bez prądu na Wołyniu
Na Wołyniu bez energii elektrycznej pozostaje 270 tys. odbiorców. Obiekty infrastruktury krytycznej korzystają z rezerwowych źródeł zasilania.
Wznowiono też działanie stacjonarnych punktów niezłomności. To miejsca, w których podczas długotrwałych przerw w dostawach prądu mieszkańcy mogą się ogrzać, naładować urządzenia i skorzystać z łączności.
Czytaj też:
Szef światowej Polonii wychwalał Trumpa. Przy pytaniach o Putina gubił wątek Czytaj też:
Kongresmenka z USA uderzyła w Sikorskiego. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała
