Za ustawą głosowało 384 posłów, przeciw było 56, od głosu wstrzymało się 12. Wymagana do uchwalenia ustawy większość 2/3 głosów wynosiła 302.
Zdaniem Tuska, głosowanie w Sejmie, to dobra zapowiedź na środę - kiedy w Senacie odbędzie się głosowanie nad ustawą ratyfikującą. "Moją radość chowam jeszcze trochę, bo w środę w Senacie też nas czeka poważna debata" - przyznał.
Szef rządu poinformował, że pojawi się w Senacie w środę o godz. 9. "Jeśli będzie taka potrzeba, będę starał się przekonać wątpiących senatorów do sensu ratyfikowania Traktatu" - powiedział Tusk, pytany, czy planuje oświadczenie w Senacie.
Premier powiedział, że decyzja Sejmu, to "wielki kamień z serca dla Europy". Jak dodał, gdyby nie udało się ratyfikować Traktatu w Sejmie, mogłoby to wzmóc nastroje "antytraktatowe" w Europie.
"Głosowanie miało znaczenie nie tylko polskie, ale i europejskie. Niewykluczone, że dzisiaj Polska pokazała, że Traktat ma szansę przejść (w całej Unii - PAP). To naprawdę ważny dzień" - podkreślił premier.
Zdaniem premiera, wielki udział w decyzji Sejmu ma prezydent Lech Kaczyński. "Nie mam tu poczucia, że monopol na triumf był w moich rękach. Bez prezydenta nie udałoby się" - przyznał.
Tusk powiedział też, że nowelizacja ustawy o współpracy rządu z parlamentem w sprawach członkostwa Polski w UE, może być "de facto" uchwalona po wejściu Traktatu w życie - czyli pod koniec 2008 r.
Pytany o słowa prezydenta, który powiedział, że ratyfikuje Traktat dopiero po przyjęciu nowelizacji, Tusk powiedział: "Mam nadzieję, że będę mógł powiedzieć, że swoją robotę wykonałem możliwie dobrze. Na podpis pana prezydenta nie mam wpływu, ale intuicja mi podpowiada, że prezydent podpisze (ratyfikację)".
Dopytywany, kiedy prezydent może złożyć swój podpis, premier powiedział: "Nie chciałbym psuć tego procesu, bo on od pewnego czasu biegnie w dobrą stronę. Pan prezydent musi postępować, tak jak postępuje, jestem dla niego pełen uznania".
"Umówiliśmy się z prezydentem, że będziemy konsekwentnie bronili tego, co ustaliliśmy i to będzie zrealizowane. Jestem przekonany, że prezydent włożył dużo energii, żeby przekonywać klub PiS. Ja włożyłem (wiele energii), żeby bardzo ważna misja prezydenta w Bukareszcie (na szczycie NATO 2-4 kwietnia) miała maksymalne szanse powodzenia, a to w dużej mierze zależy od tego, jak wygląda proces ratyfikacji Traktatu w Polsce" - powiedział Tusk.
"Dla prezydenta fakt, że w środę - daj Boże - (ratyfikację) przegłosuje także Senat, to jest wielki atut w rozmowach (w Bukareszcie)" - dodał premier.
Tusk, pytany, czy decyzja Sejmu, to kapitulacja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, powiedział: "Absolutnie nikt tutaj nie skapitulował i proszę mnie nie prowokować, bo nic innego nie powiem".Miało być tak, jak było - tak wyniki wtorkowego głosowania nad ustawą ratyfikacyjną w Sejmie skomentował prezes PiS Jarosław Kaczyński. Stwierdził też, że "bardzo mu odpowiadał dzisiejszy język Donalda Tuska".
J.Kaczyński: trzeba być optymistą
J.Kaczyński, pytany czy według niego ustawa ratyfikacyjna uzyska wymaganą większość w Senacie, odpowiedział, że "Senat to jest zupełnie inna kwestia". Jak dodał, "tam mogą być kłopoty".
W ocenie prezesa PiS, który przyznał, że ponad jedna trzecia jego klubu głosowała w Sejmie przeciwko Traktatowi, wtorkowe głosowanie nie tworzy zagrożenia "jakimś poważniejszym kryzysem" w partii. J.Kaczyński dodał, że w PiS są ludzie "bardziej" i "mniej" otwarci na UE.
Prezes PiS powiedział, że żadne konsekwencje wobec posłów, którzy nie poparli Traktatu nie będą wyciągnięte, ponieważ w głosowaniu nie była zarządzona dyscyplina.
Prezes PiS chwalił też wtorkowe sejmowe wystąpienie premiera. "Dzisiejszy język Donalda Tuska bardzo mi odpowiadał, czy to jest zapowiedź w ogóle zmiany języka politycznego przez PO, bo tam był problem, a nie w nas, tego nie wiem" - powiedział. "Ale zawsze trzeba być optymistą" - dodał.
"Gdyby (premier) mówił zawsze tak, jak teraz mówi, byłoby dużo lepiej w Polsce niż jest" - ocenił J.Kaczyński. Prezes PiS był pytany, czy podobnie jak prezydent, jest zadowolony z wtorkowej deklaracji premiera w sprawie realizacji trzeciego z elementów jego sobotniego porozumienia z Lechem Kaczyńskim. Chodzi o nowelizację ustawy o współpracy rządu z parlamentem w sprawach członkostwa Polski w UE.
"Wolałbym, aby premier był troszeczkę bardziej konkretny, ale proszę zwrócić uwagę, że ostateczna decyzja należy do prezydenta, który nie ma obowiązku ratyfikować (Traktatu-PAP)" - powiedział Jarosław Kaczyński.
Prezes PiS podkreślał, że jest "nacisk międzynarodowy" związany z "kwestią terminu", ponieważ - jak mówił J.Kaczyński - "wszyscy chcą", by Traktat zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2009 roku. "Krótko mówiąc, mam nadzieję, że Donald Tusk rozumie, że musi to zrobić" - powiedział.
ab, pap