Przedłużono postępowanie wobec Janickiej

Przedłużono postępowanie wobec Janickiej

Dodano:   /  Zmieniono: 6
Do 30 lipca przedłużono postępowanie wyjaśniające wobec prok. Elżbiety Janickiej, która miała hamować zatrzymanie b. ministra sportu Tomasza Lipca. Zeznał tak w środę sejmowej komisji śledczej ds. nacisków rzecznik dyscyplinarny przy prokuratorze generalnym Mieczysław Tabor.

Podczas środowego posiedzenia komisji poseł PiS Jacek Kurski ujawnił, że 20 lutego tego roku Tabor bezskutecznie wnosił o odmowę wszczęcia formalnego postępowania dyscyplinarnego wobec Janickiej. Tabor zaprzeczył, by bezprawnie naciskano na niego, aby to postępowanie przedłużał, bo - jak podkreślał - decyzje podejmuje przełożony.

Komisja przyjęła jednogłośnie wniosek PO, by wezwać na świadka oskarżonego o korupcję b. ministra sportu w rządzie PiS Tomasza Lipca (jego proces rusza 29 lipca). Oddalono zaś wniosek PiS, by wezwać ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

Pierwszym środowym świadkiem była prok. Aneta Rafałko, b. rzecznik dyscyplinarny przy prokuratorze generalnym. Ujawniła, że Ćwiąkalski odwołał ją w styczniu 2008 r. - tego samego dnia, gdy przedstawiła propozycję niewszczynania postępowania dyscyplinarnego wobec b. szefowej warszawskiej prokuratury okręgowej Elżbiety Janickiej.

Według mediów, w październiku ub. r. stołeczni prokuratorzy opisali w notatce, jak Janicka miała hamować działania zmierzające do zatrzymania Lipca - by nie stało się to przed wyborami. Według ich notatki, Janicka miała im powiedzieć: "Jeśli dojdzie do zatrzymania Lipca, to was puknę". Janicka - która zaprzecza takiemu kontekstowi swej wypowiedzi - ma m.in. za to sprawę dyscyplinarną.

Rafałko postępowanie wyjaśniające wszczęła na wniosek ówczesnej szefowej Prokuratury Apelacyjnej Marzeny Kowalskiej w październiku 2007 r. Zasłoniła się tajemnicą służbową, pytana o wątek sporu personalnego między Janicką i Kowalską.

Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk pytał Rafałko o doniesienia mediów, że nie uznała za wiarygodne zeznań obciążających Janicką i stwierdziła brak przesłanek do wszczęcia postępowania. "W tym wypadku, potwierdzam" - powiedziała Rafałko. "Była to tylko moja propozycja" - dodała. "Było to 16 stycznia, tego dnia zostałam odwołana" - ujawniła. Decyzję Ćwiąkalskiego z datą 16 stycznia wręczono jej zaś 17 stycznia. Decyzja nie zawierała powodów; Rafałko przyznała, że nie musiało ich być. Dodała, że na funkcję rzecznika powołał ją w maju 2006 r. ówczesny minister Zbigniew Ziobro.

Rafałko nie odpowiedziała na pytanie Mularczyka, czy postępowanie nadal się toczy - po tym, jak na funkcji rzecznika dyscyplinarnego zastąpił ją Tabor. Mularczyk pytał, czy postępowanie takie może "trwać w nieskończoność". Przewodniczący komisji Andrzej Czuma (PO) uchylił to pytanie. Rafałko mówiła, że "postępowanie powinno być przeprowadzone sprawnie".

Rafałko przyznała, że z akt sprawy wynikają "rozbieżne" wizje sprawy. Pytał o to Sebastian Karpiniuk z PO, dociekając, czy właśnie z tego może wynikać długi bieg "dyscyplinarki". Jak przyznała Rafałko, mimo iż było dużo materiału źródłowego, postępowanie "nie było specjalnie skomplikowane". "Nie można tego wykluczyć" - tak odparła na pytanie, czy po jej odejściu w sprawie Janickiej mogły się pojawić "nowe okoliczności".

Mularczyk indagował, czy notatkę prokuratorów o rzekomych naciskach Janickiej. by nie zatrzymywać Lipca, sporządzono przed wyborami w 2007 r., czy po. "Była tam data" - podała Rafałko, ale nie zdradziła, jaka. Pytana przez posła, czy ta data była faktycznie datą powstania notatki, odparła, że tego nie da się zweryfikować. Na koniec Rafałko - pytana przez Karpiniuka, czy miała wątpliwości co do daty notatki - odparła: "Z przyjemnością odpowiem na to na posiedzeniu zamkniętym".

Rafałko zeznała, że "nie widziała", ale "słyszała" o wytycznych prokuratora krajowego Dariusza Barskiego do prokuratur terenowych, że ich szefowie mają obowiązek informowania prokuratora krajowego o planowaniu zatrzymania, w ciągu 14 dni przed podjęciem decyzji. Podkreśliła, że wytyczne dotyczyły wydziałów śledczych i "spraw o dużym kalibrze i spraw medialnych".

Drugim świadkiem był Tabor, który na początku - zasłaniając się tajemnicą służbową - nie chciał nawet powiedzieć, czy sprawa Janickiej wciąż się toczy. Potem, pytany przez posłów PiS, przyznał, że postępowanie wyjaśniające przedłużano już trzy razy, ostatnio do końca lipca. Dodał, że były rozbieżne zeznania świadków w całej sprawie i że przesłuchiwał świadków, których wcześniej nie przesłuchiwała Rafałko.

Kurski ujawnił, że Tabor przedstawił 20 lutego odmowę wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec Janickiej. Przewodniczący komisji Andrzej Czuma bezskutecznie przestrzegał Kurskiego, że może ujawnić tajemnicę postępowania i że czyni to na własną odpowiedzialność. Poseł ocenił, że Tabor był "naciskany" przez zastępcę prokuratora generalnego Andrzeja Pogorzelskiego i "zmuszany do kontynuowania" postępowania wyjaśniającego w sprawie Janickiej. Pogorzelski ma zeznawać przed komisją w czwartek.

"Nie czuję się w najmniejszym stopniu naciskany" - odparł Tabor. Dodał, że rzecznik nie jest niezawisły i podlega przełożonym, którzy decydują, jak postępowanie ma być skończone.

17 lipca Rafałko i Tabor mają zeznawać na zamkniętym posiedzeniu komisji.

Przesłuchania Lipca oraz b. wiceszefa Centralnego Ośrodka Sportu Tadeusza Mamińskiego (podejrzanego o korupcję) chciał poseł PO Sebastian Karpiniuk (PO). Za jego wnioskiem głosowała cała komisja. Na razie nie wyznaczono terminu tych przesłuchań. Tylko dwaj posłowie PiS głosowali za wnioskiem Mularczyka, by wezwać Ćwiąkalskiego i urzędnika jego resortu - by wyjaśnili powody odwołania Rafałko.

Mularczyk ponownie pytał Czumę, co zamierza zrobić w sprawie cofnięcia przez SKW dostępu do tajnych akt jego asystentowi Piotrowi Bączkowi. "Niech pan weźmie pana asystenta Bączka za rękę i pójdzie z nim do służb specjalnych sprawdzić, czy coś napsocił" -  odparł Czuma. Kurski ironizował, że dostęp do tajnych akt ma nadal asystent odwołanego członka komisji Jana Widackiego Jerzy Kucharenko (b. oficer SB i UOP); nie ma zaś go asystent PiS. "To nierówność" - mówił. Komisja zgodziła się, że Kucharenko na razie nie będzie miał dostępu do akt, ale nowy członek komisji z Lewicy może go ustanowić jako asystenta.

Mularczyk powiedział też: "Tak się dziwnie złożyło, że z samochodu Bączka odpadło koło". "A który to rocznik auta?" - dopytywał Karpiniuk. Czuma odparł, że komisja nie będzie się tym zajmować, a Bączek może powiadomić policję. "Zapiszę w księdze martyrologii pana asystenta Bączka kolejny rozdział" - ironizował Czuma. "Protestuję przeciw temu kpiącemu tonowi" - oświadczył Kurski.

pap, keb
 6

Czytaj także