Proces "śląskiej mafii paliwowej" od 21 października

Proces "śląskiej mafii paliwowej" od 21 października

Dodano:   /  Zmieniono: 
21 października ma się rozpocząć proces tzw. śląskiej mafii paliwowej - ustalił Sąd Okręgowy w Katowicach na posiedzeniu organizacyjnym. Będzie to jedna z największych tego rodzaju spraw w kraju. Oskarżeni odpowiedzą za oszustwa na łączną kwotę blisko pół miliarda złotych.

O wyznaczeniu terminu rozprawy, na której prokurator ma odczytać akt oskarżenia, poinformowała rzeczniczka katowickiego sądu Hanna Szydziak.

"Rozprawy będą się odbywały w każdy wtorek - oczywiście z wyjątkiem świąt. Tak będzie aż do odwołania" - powiedziała sędzia.

Pod koniec sierpnia główny oskarżony Henryk M., zwany śląskim baronem paliwowym, wyszedł z aresztu, w którym spędził blisko pięć lat. Od sporządzenia aktu oskarżenia minęło już półtora roku. Liczące setki tomów akta sprawy długo krążyły między sądami. O tym, gdzie proces będzie się toczył zdecydował ostatecznie Sąd Najwyższy.

Śledztwo w sprawie śląskiej afery paliwowej to jedna z największych tego rodzaju spraw w Polsce. W ciągu sześciu lat oskarżeni mieli oszukać Skarb Państwa na prawie 500 mln zł. Prokuratorskie postępowanie zostało zamknięte w  kwietniu ubiegłego roku, oskarżono wówczas 21 osób.

Obrońcy wielokrotnie krytykowali niemoc wymiaru sprawiedliwości, która nie  pozwalała przez wiele miesięcy rozpocząć procesu. Adwokat głównego oskarżonego zaskarżył w Strasburgu przewlekłość postępowania. Podkreślił, że jego klient przyznał się do zarzutów i to dzięki jego wyjaśnieniom prokuratura poczyniła w  śledztwie wiele ustaleń. W ocenie obrony, niezrozumiałe jest, że mimo zgromadzenia materiału dowodowego Henryk M. tak długo był aresztowany.

Według aktu oskarżenia grupa przestępcza kierowana przez Henryka M. stworzyła mechanizm nielegalnego obrotu paliwami oraz fikcyjnego obrotu nimi i fałszowania faktur. Jej członkom zarzucono też wyłudzenia podatkowe i pranie brudnych pieniędzy.

Oskarżonym w tej sprawie - m.in. o pranie brudnych pieniędzy i powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych - jest też detektyw Krzysztof Rutkowski, który w maju ubiegłego roku opuścił areszt po 10 miesiącach za  poręczeniem majątkowym 80 tys. zł; potem kwota ta wzrosła do 300 tys. zł.

Detektyw miał m.in. uczestniczyć w praniu pieniędzy, polecając pracownikom swego biura wystawienie faktur na 2,5 mln zł za fikcyjne usługi na rzecz firmy Henryka M. Nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów; grozi mu, podobnie jak wielu innym oskarżonym, 15 lat więzienia.

ND, PAP