3 lutego ma ruszyć proces w sprawie Nangar Khel

3 lutego ma ruszyć proces w sprawie Nangar Khel

3 lutego ma ruszyć proces siedmiu żołnierzy oskarżonych o zabicie cywili w afgańskiej wiosce Nangar Khel. Będzie to pierwsza w historii polskiego wojska sprawa za złamanie konwencji haskiej i zabójstwo cywili nie biorących udziału w działaniach wojennych.

"Pierwsze rozprawy zaplanowano na 3, 4 i 5 lutego" - powiedział rzecznik Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia ppłk Rafał Korkus.

Wobec grożącej podsądnym kary dożywocia, sprawę osądzi pięcioosobowy skład sędziowski: dwóch sędziów zawodowych i trzech ławników. Nie da się oszacować, jak długo proces może potrwać.

Korkus poinformował, że "na chwilę obecną" proces ma być jawny, choć trzeba się liczyć z wyłączeniami jawności na czas prezentacji dowodów objętych tajemnicą państwową.

Rzecznik dodał, że wobec faktu iż sąd nie ma tak dużej sali, która mogłaby pomieścić wszystkich chcących uczestniczyć w procesie, najprawdopodobniej zostaną wprowadzone karty wstępu na rozprawy (m.in. dla mediów).

3 grudnia Sąd Najwyższy uchylił październikową decyzję Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie o zwrocie sprawy do prokuratury. Tym samym SN uwzględnił zażalenie Naczelnej Prokuratury Wojskowej na tę decyzję. WSO uzasadniał decyzję o zwrocie sprawy "istotnymi brakami postępowania", które miały polegać m.in. na niepełnej opinii o obrażeniach u pokrzywdzonych i  niedokładnych oględzinach miejsca, z którego prowadzono ostrzał. Zdaniem WSO, także opinia biegłych co do broni i amunicji była niejasna. SN uznał jednak, że analiza zebranego materiału dowodowego nie potwierdza istnienia istotnych braków śledztwa. Według SN zebrane dowody są na tyle kompletne, że sąd I instancji może rozpoznać sprawę.

Wskutek ostrzału wioski przez polskich żołnierzy w sierpniu 2007 r. na  miejscu zginęło sześć osób (w tym troje dzieci), dwie zmarły w szpitalu.

Prokuratura wojskowa oskarżyła sześciu żołnierzy o zabójstwo ludności cywilnej -  za co grozi dożywocie, a jednego - o ostrzelanie niebronionego obiektu, za co grozi od 5 do 15 lat więzienia. Wszyscy oskarżeni, którzy byli przez pewien czas aresztowani, przebywają na wolności.

Konwencja haska stwierdza, iż ludność cywilna na terenach objętych działaniami wojennymi jest chroniona jej przepisami "w takim zakresie, w jakim nie uczestniczy w walkach". Złamanie konwencji jest zbrodnią wojenną, ściganą zarówno przez prawo międzynarodowe, jak i polskie.

W śledztwie ustalono, że żołnierze plutonu szturmowego ostrzelali Nangar Khel z wielkokalibrowego karabinu maszynowego, a następnie ostrzelali ją granatami moździerzowymi, mimo iż mieszkańcy wioski ani nikt w okolicy nie stanowił zagrożenia. W ocenie śledczych, żołnierze wiedzieli, że ogień trafi w  zabudowania - centrum i skraj wioski, widzieli poruszających się tam ludzi i  bawiące się dzieci. Zdaniem prokuratury, ich działanie miało cechy "wstrzeliwania się w wytypowany cel".

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Obrona twierdzi, że jedną z przyczyn tragedii były wady broni i pocisków; prokuratura zaprzecza.

Do odrębnego postępowania wyłączono kilkanaście wątków związanych ze sprawą żołnierzy z Nangar Khel. Chodzi m.in. o znieważenie zwłok, poniżanie żołnierzy przez dowódcę, narażenie na utratę życia dwóch szeregowych, utrudnianie postępowania, użycie przemocy wobec świadków oraz pełnienie przez jednego z  żołnierzy służby w Legii Cudzoziemskiej.

ND, PAP

Czytaj także

 0