Engelking przed komisją śledczą ds. nacisków

Engelking przed komisją śledczą ds. nacisków

Dodano:   /  Zmieniono: 18
Były zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking zeznał we wtorek przed sejmową komisją śledczą, że nie był świadkiem nielegalnych nacisków na prokuratorów, ani na funkcjonariuszy służb specjalnych. Posiedzenie komisji śledczej ds. nacisków trwało ponad 6 godzin. Ma być kontynuowane w innym terminie.

Obrady komisji miały burzliwy przebieg; co chwila przerywały je kłótnie posłów.

Parlamentarzyści PiS zarzucali innym przedstawicielom komisji, że łamią prawo świadka do swobodnej odpowiedzi na pytania. Z kolei posłowie PO i PSL mieli pretensje do Engelkinga, że odpowiada im w lekceważący sposób.

Engelking powiedział, że w sierpniu 2007 r. razem z b. prokuratorem krajowym Dariuszem Barskim zorganizował multimedialną konferencję prasową, dotyczącą przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa, ponieważ pojawiły się w mediach i w wypowiedziach polityków "bezpodstawne oskarżenia" dotyczące prac prokuratury.

Wymienił listę kilkudziesięciu artykułów prasowych i wypowiedzi polityków, które - jego zdaniem - były niesprawiedliwe i nieprawdziwie opisywały sprawę przecieku.

Engelking zeznał, że konferencja prasowa z sierpnia 2007 r. nie miała wskazywać źródła przecieku ws. akcji CBA w resorcie rolnictwa, ale udowadniać fakt składania fałszywych zeznań m.in. przez byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka.

Zdaniem Engelkinga, ujawnienie materiału dowodowego na konferencji nie zaszkodziło prowadzonemu postępowaniu. Engelking powiedział, że z tego co wie, żaden z prokuratorów - referentów sprawy przeciekowej "nie był przeciwny przeprowadzeniu konferencji".

Jego zdaniem Beata Marczak - szefowa prokuratorskiego zespołu zajmującego się sprawą przecieku - "dostrzegała sens przeprowadzenia" konferencji. Engelking zaznaczył, że nie chciała ona jedynie, aby konferencja odbyła się przed ewentualną decyzją sądu o aresztowaniu Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla.

Szef komisji Sebastian Karpiniuk (PO) powiedział, że mogły wystąpić rozbieżności w zeznaniach Engelkinga, z tym co zeznali przed prokuraturą członkowie zespołu badający sprawę przecieku. Zacytował fragmenty ich zeznań, z których wynikało, że nie byli pytani o zgodę na przeprowadzenie konferencji.

Engelking zareagował na to zapowiedzią, że złoży wniosek, żeby komisja zawiadomiła o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa polegającego na nieprawdziwym oskarżeniu go o składanie fałszywych zeznań, "mataczenie i rozbieżności w zeznaniach".

Ostatecznie Engelking wycofał wniosek i poprosił o "pytania bez komentarza i pouczeń".

Sytuacja wzbudziła żywe reakcje posłów. "To, co się dzieje, to skandal. Panowie zachowujecie się, jakbyście byli funkcjonariuszami SB, albo gestapo" - mówił poseł PiS Arkadiusz Mularczyk.

Engelking zeznał, że przed konferencją prasową z sierpnia 2007 r., ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro posiadał "ogólną wiedzę" co ma na niej być przedstawione. Jak podkreślił, kiedy informował ministra o konferencji, ten "nie udzielał wskazówek" dotyczących jej przebiegu.

Świadek potwierdził, że zgodę na pokazanie materiałów na konferencji wydała w trybie ustnym szefowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Elżbieta Janicka. "Miała również wydać zgodę pisemną" - dodał.

Engelking przyznał również, że na kilka dni przed konferencją dostał nagrodę pieniężną od ministra sprawiedliwości "za zaangażowanie w pracę". "Nie dostrzegam związku między nagrodą, a przeprowadzeniem konferencji" - zaznaczył.

Engelking podkreślił, że w postępowaniu dotyczącym przecieku decyzje o kierunku postępowania podejmował zespół prokuratorów, a nie on i Barski. Engelking przyznał, że zespół prokuratorski skupił się na "wyjaśnianiu wersji, która była najbardziej wiarygodna", czyli tej, według której źródłem przecieku był Janusz Kaczmarek.

Świadek podkreślił, że Ziobro nigdy nie wydawał poleceń w związku z prowadzonymi czynnościami w postępowaniu dotyczącym przecieku, był tylko ogólnie informowany przez niego i Barskiego.

Egelking zaprzeczył we wtorek medialnym doniesieniom o uszkodzeniu komputera, który zdał po zakończeniu pełnienia funkcji zastępcy prokuratora generalnego. "Oddałem komputer w stu procentach sprawny" - zapewnił.

Na jednym ze służbowych komputerów Engelking posiadał nagranie z dyktafonu b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, które latem 2007 r. Ziobro przedstawił dziennikarzom. Miał to być dowód, że Andrzej Lepper (b. minister rolnictwa) kłamie, twierdząc iż to Ziobro poinformował go o przygotowywanej przez CBA akcji w resorcie rolnictwa.

Engelking we wtorek potwierdził, że na jego laptopie było nagranie, ale w momencie, gdy je przenosił razem z innymi materiałami na swój komputer, nie zdawał sobie sprawy, że jest tam także zapis rozmowy Ziobro-Lepper. "Byłem zaskoczony faktem, że ta rozmowa była wśród rozmów zgrana na mój komputer" - podkreślił.

Engelking pytany przez posłów, czy przed wtorkowym posiedzeniem komisji śledczej rozmawiał z politykami PiS powiedział, że nie spotkał się ostatnio z posłami tej partii zasiadającymi w komisji (Jacek Kurski, Arkadiusz Mularczyk). Dodał, że w poniedziałek rozmawiał z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą, który - relacjonował - powiedział mu, "żeby się nie przejmował" i zeznał "co myśli o sprawie". Engelking dodał, że rozmawiał z Ziobrą także 3-4 dni wcześniej.

Komisja postanowiła przedstawić marszałkowi Sejmu informację o przebiegu wtorkowego posiedzenia komisji. Posłowie zdecydowali również o wezwaniu b. prezesa PZU Jaromira Netzla i o zwrócenie się do ministra obrony narodowej, aby ten przedstawił informację o wykorzystaniu wojskowych helikopterów w śledztwie dotyczącym przecieków.

Były zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking w sierpniu 2007 r. zorganizował multimedialną konferencję prasową dotyczącą przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. Podczas konferencji Engelking zaprezentował materiały operacyjne i dowodził, że szef MSWiA Janusz Kaczmarek spotkał się w lipcu w hotelu Marriott z Ryszardem Krauze.

Prokuratura badała, czy źródłem przecieku był właśnie Kaczmarek. W 2007 powstał prokuratorski zespół, który zajmował się sprawą.

Przeciek miał dotyczyć operacji CBA, która polegała na kontrolowanym wręczeniu łapówki dwóm osobom oskarżonym o powoływanie się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa. Oferowali oni podstawionemu agentowi załatwienie odrolnienia ziemi na Mazurach.

Operacja zakończyła się nie tak, jak planowało CBA, bo - jak przyjęła prokuratura - ówczesny minister rolnictwa Andrzej Lepper został uprzedzony o akcji.

Według wersji prokuratury z 2007 r. Krauze po spotkaniu z Kaczmarkiem miał przekazać informacje na temat akcji CBA posłowi Samoobrony Lechowi Woszczerowiczowi, ten zaś miałby ostrzec Leppera.

ab, pap, keb

 18

Czytaj także