TK: prezydent decyduje o udziale w szczycie UE; stanowisko ustala rząd

TK: prezydent decyduje o udziale w szczycie UE; stanowisko ustala rząd

Dodano:   /  Zmieniono: 
K.Pacula/Wprost 
Prezydent może samodzielnie decydować o udziale w posiedzeniach Rady Europejskiej, jednak to Rada Ministrów ustala stanowisko Polski, które prezentuje premier - orzekł TK. Zdaniem prawników to salomonowe rozstrzygnięcie.

Strona rządowa wskazuje, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego potwierdza, iż to Rada Ministrów prowadzi politykę zagraniczną i do jej kompetencji należy ustalanie stanowiska Polski na unijny szczyt, dlatego jest to - jak ocenił szef Rządowego Centrum Legislacji Marek Berek - "remis ze wskazaniem na rząd".

Z kolei strona prezydencka jest zadowolona z tego, że TK uznał, iż prezydent samodzielnie decyduje, na które posiedzenia Rady Europejskiej pojedzie, oraz że  podkreślił konieczność współdziałania w tej sprawie między prezydentem a rządem. "To jest ta naczelna zasada konstytucji" - mówił szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki.

Trybunał Konstytucyjny uznał, że spór między prezydentem a premierem w sprawie reprezentowania Polski na unijnych szczytach jest "sporem realnym". W  uzasadnieniu do orzeczenia w sprawie sporu kompetencyjnego zwrócił uwagę, że  obowiązująca konstytucja weszła w życie przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, a potem "ustawodawca nie dokonał stosowanych zmian" w ustawie zasadniczej, związanych z członkostwem w Unii.

Rozstrzygając spór TK uznał, że prezydent jako najwyższy przedstawiciel RP może podjąć decyzję o swoim udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej, o ile uzna to za celowe dla realizacji swoich, określonych w konstytucji zadań. Jednak to Rada Ministrów ustala stanowisko Polski, które na unijnym szczycie przedstawia premier. Ponadto wyrok Trybunału stanowi, że udział prezydenta w  konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej wymaga współdziałania z premierem i  właściwym ministrem.

TK orzekł, że ustalenie stanowiska Polski na każde posiedzenie Rady Europejskiej należy do wyłącznej właściwości Rady Ministrów. Zaznaczył przy tym, że prezydent ma prawo zgłaszać uwagi do stanowiska, a współdziałanie prezydenta i premiera oznacza w szczególności "rzetelne informowanie" prezydenta przez premiera lub szefa MSZ o porządku planowanego posiedzenia Rady Europejskiej.

Trybunał stwierdził, że prezydent nie prowadzi samodzielnie polityki zagranicznej. Stwierdził, że im bardziej przedmiot obrad Rady Europejskiej wiąże się z polityką wewnętrzną, którą prowadzi i za którą politycznie odpowiada Rada Ministrów, "tym mniej zasadne jest uczestnictwo w posiedzeniach Rady Europejskiej innych niż Rada Ministrów organów państwa".

TK podkreślił, że w związku z tym, iż wystąpienie w ramach UE zagrożeń dla  integralności terytorialnej państw członkowskich jest mało nierealne, "istotnie zawężona" jest potrzeba udziału prezydenta w posiedzeniach Rady Europejskiej motywowanego staniem na straży nienaruszalności i niepodzielności terytorium RP.

TK rozstrzygał spór kompetencyjny na wniosek premiera Donalda Tusk. Do  orzeczenia dwoje sędziów Trybunału złożyło zdania odrębne.

Rzecznik rządu Paweł Graś uważa, że orzeczenie potwierdza, iż to Rada Ministrów i premier odpowiadają za wytyczanie kierunków polskiej polityki zagranicznej. "Istotą tego orzeczenia jest wyraźnie stwierdzenie kto kreuje polską politykę zagraniczną, kto przygotowuje stanowisko i kto je prezentuje" -  powiedział dziennikarzom w Sejmie Graś. "Oczywiście nikt nie zabrania prezydentowi udziału w tego rodzaju szczytach" - zastrzegł rzecznik.

Z kolei Kownacki ocenił, że decyzja TK przyczyni się do tego, by "było więcej współdziałania, a mniej rozpychania się łokciami" w polityce zagranicznej.

W opinii szefa Kancelarii Prezydenta, bardzo dobrze też, że TK tak mocno podkreślił zasadę współdziałania między prezydentem a rządem. "Całkowicie się zgadzam, że zarówno prezydent, jak i Rada Ministrów są zobowiązani do  współdziałania i to jest ta naczelna zasada konstytucji w tym zakresie" - mówił Kownacki.

Dodał, że stwierdzenie przez TK, iż stanowisko Polski na szczyt UE jest opracowywane przez Radę Ministrów nie budzi kontrowersji strony prezydenckiej, bo taka była praktyka. Zaznaczył przy tym, że do tego stanowiska prezydent może zgłaszać swoje uwagi.

Politycy PO uważają, że Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął spór kompetencyjny, orzekając, iż to rząd ustala stanowisko Polski na Radzie Europejskiej. "To najważniejsza część orzeczenia" - podkreślił szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Krzysztof Lisek.

Odnosząc się do decyzji TK - że prezydent jako najwyższy przedstawiciel RP może podjąć decyzję o swoim udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej -  Lisek ocenił, że w tej kwestii Trybunał "schował głowę w piasek".

Z kolei wiceszef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Kowal (PiS) ocenił, że Trybunał Konstytucyjny zachęca do współpracy prezydenta i rządu. "Rząd prowadzi politykę zagraniczną w sensie bieżącym, podlegają mu służby, MSZ, inne organy, ale reprezentacja państwa, prowadzenie polityki zagranicznej w  sensie strategicznym, kwestie kluczowe dla polskiej racji stanu są domeną prezydenta, lub, tam gdzie jest to konieczne, jest współdziałanie" - oświadczył Kowal.

Również Tadeusz Iwiński (Lewica) ocenił, że TK wezwał głowę państwa i Prezesa Rady Ministrów do współdziałania.

Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski przewiduje, że orzeczenie nie zmieni charakteru współpracy między premierem i prezydentem. "Nie ulega wątpliwości, że  w konstytucji jest napisane tak, jak orzekł Trybunał. Konstytucja zakłada współdziałanie władz. Co mógł zrobić TK? Przecież nie mógł zabronić prezydentowi wyjazdów zagranicznych, bo jest wolnym obywatelem, wolnego kraju, może sobie jechać gdzie chce" - powiedział.

Konstytucjonaliści określają orzeczenie jako salomonowe. "Każdy dostał po  troszeczku" - powiedział prof. Piotr Winczorek. Argumentował, że wyrok jest "dobrze zakotwiczony w konstytucji, bo istotnie prezydent może przebywać tam, gdzie uważa za właściwe". "Ale jeżeli pojawi się na posiedzeniu Rady Europejskiej, to nie może w istocie rzeczy niczego innego mówić niż to, co ma do  powiedzenia premier" - dodał konstytucjonalista.

Takiego samego zdania jest dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego. "W tej chwili dla obu stron powinno być jasne - co dla konstytucjonalistów było bezdyskusyjne - że głównym podmiotem odpowiedzialnym za politykę zagraniczną jest Rada Ministrów, natomiast nikt nie może zabronić prezydentowi uczestnictwa w szczytach europejskich (...) ale wówczas jest zobowiązany reprezentować stanowisko, które zostało określone przez Radę Ministrów" - zaznaczył ekspert.

ND, PAP