"Przekazałem łapówkę Lipcowi"

"Przekazałem łapówkę Lipcowi"

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Były szef Centralnego Ośrodka Sportu Tadeusz M. potwierdził na procesie b. ministra sportu Tomasza Lipca i innych oskarżonych o korupcję, że przekazał Lipcowi 170 tys. zł łapówki za przetarg na ochronę stołecznych obiektów sportowych. Powtórzył też przed sądem, że słyszał o funduszu PiS, na który miały trafiać pieniądze z przetargów na budowę stadionu narodowego.

Tadeusz M. sam stoi pod wieloma zarzutami korupcji w COS. W czerwcu 2007 br. na dziedzińcu resortu sportu zatrzymało go CBA. Niedługo później ówczesny premier Jarosław Kaczyński przyjął dymisję ministra Lipca.

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie Tadeusz M., 54-letni inżynier, zeznawał jako świadek. Od sądowej oceny wiarygodności jego słów w dużym stopniu będzie zależał los oskarżonych w procesie. Tadeusz M. będzie zeznawał jeszcze co najmniej na dwóch kolejnych rozprawach - obrona ma do niego wiele pytań.

Zeznając w czwartek Tadeusz M. ani razu nie skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy odpowiedzi na pytanie, która mogłaby narazić go na odpowiedzialność karną - a opowiadał o tym, jak przekazywał łapówki z dwóch przetargów. Dwukrotnie miał je zostawiać w służbowym samochodzie Lipca, który ten mu na krótką chwilę "wypożyczał" - we wcześniejszych wyjaśnieniach Lipiec zaprzeczał, by kiedykolwiek dochodziło do takich sytuacji.

Pieniądze - przekazane w dwóch transzach 170 tys. zł - miały pochodzić od właściciela firmy ochroniarskiej Sylwestra Z., za rozstrzygnięcie przetargu na ochronę stołecznych obiektów sportowych. "Z. sądził, że to łapówka za ustawienie przetargu, ale de facto przetarg nie był ustawiony" - powiedział świadek.

Świadek przyznał zarazem, że "do dziś ma kłopoty z komornikiem", które ciągną się za nim od czasów, gdy szefował COS. Chodzi o udziały w spółce cywilnej na kwotę 20 tys. zł, których - jak oświadczył - nie zapłaci i są mu one potrącane przez komornika.

Opiekunka do dziecka za pieniądze podatników

Tadeusz M. podtrzymał swe słowa ze śledztwa, że na prośbę Lipca zatrudnił w COS opiekunkę dzieci ministra; dał też kilku innym polecanym osobom bez wymaganych kwalifikacji pracę na kierowniczych stanowiskach, które w istocie nie były do niczego potrzebne. "Dlaczego więc uczestniczył pan w korupcji?" - pytał adwokat Lipca, mec. Krzysztof Stępiński. "To był taki wybór - albo to robisz albo nie pracujesz" - odparł Tadeusz M.

Większość winy co do korupcji świadek zrzucał jednak na innego oskarżonego w procesie - Arkadiusza Ż., którego uznał za "szarą eminencję" w kierowanym przez Lipca przed objęciem ministerialnych funkcji Warszawskim Ośrodku Sportu i Rekreacji. Ż. miał być według świadka tym, który ciągle interesował się, ile można "wyciągnąć" z kolejnych przetargów.

"I ja, i minister Lipiec podkreślaliśmy nieprawdopodobne chamstwo w relacjach międzyludzkich, jakie Ż. prezentował. Mówił: +mam na ciebie wszystkie kwity, ja cię załatwię+. Wiem, że to bolało pana Lipca. Na dowolną naradę wchodził jak do siebie. Jak oficer polityczny z czasów komuny" - zeznawał świadek. Lipiec - słysząc skargi na Ż. - pozbył się go z resortu sportu.

Arkadiusz Ż. w przerwie procesu powiedział, że zamierza pozwać Tadeusza M. za te oskarżenia, które uznaje za fałszywe.

Tadeusz M. powtórzył przed sądem to, co mówił już w śledztwie ws. korupcji w COS na temat generowania pieniędzy z łapówek przy przetargach na budowę Stadionu Narodowego. Prokuratura kilka miesięcy temu, nie znalazłszy dowodów, umorzyła śledztwo w tej sprawie. W czwartek pytany przez adwokatów M. przyznał, że zeznawał na ten temat i oświadczył, że miało wtedy chodzić o przetargi na reklamy, wywóz gruzu, ochronę i ubezpieczenie inwestycji.

"Chodziło o planowane zamierzenia inwestycji. Według mojej wiedzy, pieniądze miały być przeznaczone na przekazanie firmom w jakiś sposób zależnych od jednej z partii politycznych - od PiS. Firma, która ma przekazać pieniądze, przekazuje je na podstawie umów i faktur na usługi firmom wskazanym przez doradcę Lipca, Jacka Różyckiego. To wszystko było w sferze projektów" - podkreślił Tadeusz M. Nie pytano go, skąd o tym wie.

Adwokaci pytali Tadeusza M. o osobę Tomasza M., oficera ABW oddelegowanego do resortu sportu. Świadek powiedział, że poznał go z nim oskarżony Arkadiusz Ż. "Od razu dostałem polecenie zatrudnienia go na zlecenie w celu przeprowadzenia +super-ekstra kontroli+ w COS w Zakopanem" - powiedział. "Z czasem oceniłem, że jego kompetencje jako prawnika nie odpowiadają oczekiwanym standardom, okazał się niekompetentny" - dodał świadek.

Lipca oskarżono, że jako minister uzależnił od łapówki powołanie Tadeusza M. na wiceszefa COS i że przyjął od niego co najmniej 100 tys. zł. Jest też oskarżony, że w 2006 r. przekroczył uprawnienia ministra, bo polecił Tadeuszowi M. fikcyjne zatrudnienie pewnego człowieka jako swego kierowcy, za co płacił mu więcej niż zarabia kierowca.

Z kolei jeszcze jako szef warszawskiego OSiR, Lipiec w latach 2004-05 miał zażądać 170 tys. zł łapówki za realizację umowy na remont lodowiska na Stegnach i otrzymał tę kwotę. I jako szef OSiR, i jako minister miał też polecić podwładnym fikcyjne zatrudnienie opiekunki swego dziecka, za co wypłacono nienależne pieniądze w łącznej kwocie 34 tys. zł.

Ponadto w latach 2006-07 jako minister miał polecić, by zatrudnić w COS pewną osobę w dziale obsługi stadionu X-lecia, choć miał on być zlikwidowany. Lipiec nie przyznał się do żadnego z postawionych zarzutów. Uważa, że próbowano go skompromitować, by jego miejsce w rządzie PiS mogła zająć Elżbieta Jakubiak, chcąca tej funkcji po przyznaniu Polsce organizacji Euro 2012.

pap, keb

 2

Czytaj także