PO wycofa się z parytetów?

PO wycofa się z parytetów?

Dodano:   /  Zmieniono: 7
fot. WPROST
PO najprawdopodobniej zrezygnuje ze składania w Sejmie własnego projektu ws. parytetów. Klub ciągle nie może uzgodnić jednolitego stanowiska, część posłów Platformy uważa, że ustawowe ustalanie liczby kobiet na listach wyborczych jest nie do przyjęcia.
Wszystko wskazuje na to, że - zamiast gotowego już własnego projektu - Platforma zgłosi poprawkę do złożonego w Sejmie projektu obywatelskiego. Wprowadza on 50 proc. parytet na listach wyborczych, poprawka obniży tę kwotę do 30 proc.

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, autorka projektu Platformy, przyznaje, że zdania w sprawie parytetów są w klubie PO "mocno podzielone". "Dla naszego prawego skrzydła parytety to propozycja nie do przyjęcia. Możliwe, że mój projekt będzie wniesiony w formie poprawki do projektu obywatelskiego. We wtorek musimy ostatecznie zdecydować o stanowisku klubowym. Sądzę, że władze klubu zdecydują się właśnie na wariant poprawki" - powiedziała  Kozłowska-Rajewicz.

Projekt oprotestowują nawet niektóre koleżanki klubowe Kozłowskiej-Rajewicz. Magdalena Kochan (PO) pyta, co zrobić, jeśli na jakąś listę PO nie znajdzie tyle kobiet, aby spełnić wymogi 30-procentowego parytetu. Kochan wielokrotnie podkreślała, że nie chodzi przecież o to, żeby robić listy "z łapanki", a udział kobiet w życiu społecznym powinien być zwiększany przede wszystkim poprzez politykę prorodzinną, przydomowe żłobki, rozluźnienie "sztywnego gorsetu" kodeksu pracy.

"Nie popieram parytetów w żadnej postaci" - mówi wprost Jarosław Gowin. Wiceszef PO Waldy Dzikowski podkreśla z kolei, że parytety utrwalają ordynację proporcjonalną, a PO dąży do wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych, w których nie głosuje się na listy, ale na konkretnych ludzi. Dzikowski zgadza się też z Kochan, że kobiety do aktywności społecznej zachęcą najefektywniej "prorodzinne" zmiany w prawie, a nie parytety. Inny wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak przyznał przed kilkoma dniami, że ma do parytetów "ambiwalentny" stosunek.

Obywatelski projekt ustawy o parytetach przygotowały organizatorki Kongresu Kobiet. Na 18 stycznia zaplanowano jego pierwsze czytanie w Sejmie. Projekt ten, zapewniający kobietom i mężczyznom równy udział na listach wyborczych, zmienia ordynacje wyborcze do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Projekt nie dotyczy wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, które zakładają ordynację większościową.

PO przygotowała własny projekt dotyczący parytetów, pracowała nad nim właśnie Kozłowska-Rajewicz. Zapisała w projekcie, że przynajmniej 30 proc. miejsc na listach wyborczych ma przypaść kobietom. "30 procent to najwyższa realna kwota, jaka może przejść przez ten Sejm, a jednocześnie najniższa, która powoduje realną zmianę. Kwota 30 procent oznacza średnio 2-3 kobiety więcej na liście wyborczej. Dzisiaj poziomu 30 proc. udziału kobiet na listach nie osiąga się na 90 procentach list wyborczych" - przekonuje posłanka.

Kozłowska-Rajewicz chce też zaproponować, aby za niespełnienie wymogu 30-proc. parytetu obowiązywała sankcja w postaci odmowy rejestracji listy. "To nie oznacza, że ktoś zbuduje listę i w ogóle nie będzie mógł jej zarejestrować. Ale lista, na której nie będzie wystarczającej liczby kobiet będzie musiała zostać skrócona. Czyli jeżeli ktoś ma tylko trzy kobiety, które są gotowe wystartować z danej listy, to lista nie będzie mogła być dłuższa niż 9-osobowa" - tłumaczy posłanka.

Nie ma jeszcze rozstrzygnięcia, od kiedy miałby obowiązywać parytet - jeśli Sejm zdecyduje o jego wprowadzeniu. "Właściwie cała dyskusja toczy się wokół wyborów samorządowych, bo one są zaraz. Część posłów skłania się do tego, żeby nie ryzykować i wprowadzić parytety dopiero od najbliższych wyborów parlamentarnych. Potem już sukcesywnie każde kolejne wybory byłyby objęte parytetami" - mówi Kozłowska-Rajewicz.

PAP, mm

 7

Czytaj także