Krzysztof Kolberger nie żyje

Krzysztof Kolberger nie żyje

Dodano:   /  Zmieniono: 67
Krzysztof Kolberger nie żyje (fot. Forum)
Jeden z najwybitniejszych aktorów Krzysztof Kolberger nie żyje. Miał 60 lat. Od wielu lat walczył z chorobą nowotworową. Najbardziej pamiętany z ról w "Dziadach" i "Weselu", odczytał też testament Jana Pawła II w czasie żałoby po śmierci papieża, co uznał za jedno ze swoich najważniejszych zadań aktorskich.
Artysta od wielu lat zmagał się z chorobą nowotworową. W wywiadach prasowych powtarzał, że sposobem na walkę z chorobą są spotkania z ludźmi i aktywność zawodowa. - Pracuję, spotykam się z ludźmi. W ten sposób zapominam o  chorobie. Odpoczywam psychicznie. Ludzie uciekają od choroby, śmierci. To  normalne. Ale trzeba się nauczyć z nimi żyć. Nie wolno się izolować. Chorzy na raka muszą się czuć potrzebni. Nie traktujmy tej choroby jak wyroku śmierci, lecz jak wyzwanie. Trzeba się zaprzeć, nie załamywać - mówił w jednym z wywiadów.

"Zostałem skojarzony romantycznie"

Kolberger urodził się 13 sierpnia 1950 r. w Gdańsku. W 1972 r. ukończył studia na Wydziale Aktorskim PWST w  Warszawie i zadebiutował rolą Kubusia w "Hyde Parku" Adama Kreczmara w  reż. Zbigniewa Bogdańskiego na scenie Teatru Śląskiego w Katowicach. - Na początku drogi zawodowej nie śmiałem szukać. Brałem, co mi życie przynosiło - czyli, co proponowali reżyserzy. Pewnie dysponowałem takimi warunkami, jak to się mówi u nas, psychofizycznymi, które predysponowały mnie do  ról bohaterów romantycznych. Tak zostałem skojarzony od początku. To mi się oczywiście podobało - opowiadał.

W 1973 r. przeniósł się do Warszawy i został zaangażowany do  Teatru Narodowego, kierowanego przez Adama Hanuszkiewicza. W teatrze tym występował do 1982 r., zagrał m.in. w przedstawieniach reżyserowanych przez Hanuszkiewicza "Wacława dziejach" Stefana Garczyńskiego (1973, jako Wacław), "Dziadach" Adama Mickiewicza (1978, jako Konrad) i "Braciach Karamazow" Fiodora Dostojewskiego (1979, jako Iwan). Jego dalsza kariera teatralna w stolicy obejmowała m.in. występy na scenach teatrów: Współczesnego (1982-1987) i Ateneum (1988-2000). Następnie ponownie związał się z Teatrem Narodowym. Zagrał tam m.in. Stańczyka w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego w reż. Jerzego Grzegorzewskiego (2000), gen. Wincentego Krasińskiego w "Nocy listopadowej" Wyspiańskiego w reż. Jerzego Grzegorzewskiego (2000) i Edmunda Langley'a w "Ryszardzie II" Szekspira w reż. Andrzeja Seweryna (2004). Ostatni raz wystąpił na tej scenie w listopadzie 2010 roku w  spektaklu "Wiele hałasu o nic" Williama Shakespeare'a.

Teatr, kino, telewizja

Stworzył wiele ról w spektaklach Teatru Telewizji. Zagrał m.in. Laertesa w "Hamlecie" Szekspira w reż. Gustawa Holoubka (1974), Maćka Chełmickiego w "Popiele i diamencie" Jerzego Andrzejewskiego w reż. Zygmunta Huebnera (1974), Orgona w spektaklu "Tartuffe czyli obłudnik" Moliera w reż. Andrzeja Seweryna (2002). Zajmował się także reżyserią teatralną. W Teatrze Wielkim w Warszawie wyreżyserował np. "Krakowiaków i górali" Wojciecha Bogusławskiego (1991), w Teatrze Wielkim w Poznaniu - "Nędzę uszczęśliwioną" Macieja Kamieńskiego (1997.

Jedną ze swoich pierwszych ról filmowych Krzysztof Kolberger zagrał w "Mazepie" Gustawa Holoubka z 1975 r. Wśród kolejnych były m.in. role w "Kontrakcie" Krzysztofa Zanussiego (1980), "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny" Janusza Majewskiego (1982), "Jeśli się odnajdziemy" Romana Załuskiego (1982), "Na straży swej stać będę" Kazimierza Kutza (1983), "Przyspieszeniu" Zbigniewa Rebzdy (1984) i "Dziewczętach z Nowolipek" Barbary Sass (1985). Zagrał też m.in. w filmach: "Kornblumenblau" Leszka Wosiewicza (1988), "Kuchnia polska" Jacka Bromskiego (1991), "Dzieje mistrza Twardowskiego" Krzysztofa Gradowskiego (1995), "Pan Tadeusz" Andrzeja Wajdy (1999, jako Adam Mickiewicz), "Katyń" Andrzeja Wajdy (2007) i "Senność" Magdaleny Piekorz (2008).

Wystąpił w wielu serialach telewizyjnych, m.in. w "Najdłuższej wojnie nowoczesnej Europy" (1979-1981, reż. Jerzy Sztwiertnia), "Modrzejewskiej" (1989, reż. Jan Łomnicki), "Ekstradycji" (1995, reż. Wojciech Wójcik), "W pustyni i w  puszczy" (2001, reż. Gavin Hood) i "Sforze" (2002, reż. Wojciech Wójcik).

Interpretator poezji

Kolberger był znanym interpretatorem poezji - m.in. Czesława Miłosza, Cypriana Kamila Norwida, Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza i Karola Wojtyły. "Poezja bez przerwy mi towarzyszy" - podkreślał artysta. Pomimo wielu ról teatralnych i filmowych, za jedno ze swoich najważniejszych zadań aktorskich uważał odczytanie testamentu Jana Pawła II w czasie żałoby po śmierci papieża. Czytał też wielokrotnie "Tryptyk Rzymski" Karola Wojtyły oraz  użyczył głosu ojcu świętemu w filmie "Jan Paweł II z Jonem Voightem.

Wielokrotnie odznaczony, m.in. w 2005 roku Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, w 2007 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, w 2008 roku Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".(PAP)

Zanussi: będę go pamiętał jako człowieka

- Współpracowałem z nim jako aktorem przy kilku projektach, ale bardziej niż jako aktora będę pamiętać go jako człowieka. Jego wielka batalia, jaką prowadził przez tyle lat ze swoją chorobą, i sposób, w jaki odnosił się do ludzi, sam będąc człowiekiem potrzebującym pomocy - to było imponujące i za to go będziemy pamiętali - wspomina zmarłego reżyser Krzysztof Zanussi.

Owsiak: każdy zna jego głos

- To bardzo smutna wiadomość. Krzysztof był z nami; pamiętam, gdy parę lat temu robiliśmy onkologiczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, był jego ikoną. Był człowiekiem, który zawsze mówił: walczę, walczę z chorobą, walczę z  chorobą nieuleczalną - podobnie jak Kamil Durczok - wspomina twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

- Krzysztof Kolberger - to był aktor, na którym się wychowałem, którego obserwowałem, którego śledziłem. Jego głos kojarzy chyba każdy w  Polsce - związane jest z nim coś bardzo ciepłego. Ale przegrał i to jest też powód, żebyśmy my grali -  żebyśmy mówili, że warto, żeby sprzęt był w szpitalach, żeby dzieciaki były diagnozowane; żeby nie odkrywać naszych chorób kiedy jesteśmy dorośli, bo wtedy mamy mniejsze szanse niż  gdybyśmy byli diagnozowani, kiedy jesteśmy dziećmi - mówi Jerzy Owsiak. - Był z nami; był człowiekiem, który się angażował we wszystkie akcje i wspierał najróżniejsze idee związane z ratowaniem życia i sprawami podobnymi do tych, którymi zajmuje się WOŚP - dodaje.

Łukaszewicz: zdyscyplinowany w walce o życie

- Występowaliśmy razem ostatnio 18 listopada 2010 roku w Filharmonii Narodowej w Gdańsku na wieczorze poetyckim. Krzysztof mówił wiersz "W malinowym chruśniaku". To  przepiękny erotyk i pochwała życia. Mówił to głosem, w którym chwilami brakowało oddechu, ale tym samym stawało się to dla nas, słuchających go wtedy, dramatycznym uwielbieniem życia - mówi aktor Olgierd Łuaszewicz.

- Był szalenie zdyscyplinowany w tej walce o życie. Wiedzieliśmy, że za kulisami ma kuchenkę mikrofalową, w której były podgrzewane porcje jedzenia dla niego. Był niezwykle bohaterski w swoim przywiązaniu do życia, kochał swój zawód i  to, co pokazał wtedy w Filharmonii, było wspaniałe - wspomina aktor.

Szczepkowska: heroicznie uczestniczył w życiu

- Jeszcze nie mogę uwierzyć. Rzadko można widzieć kogoś, kto mimo choroby tak heroicznie uczestniczył w normalnym życiu. Jego postępująca słabość była widoczna, a  mimo to bywał wszędzie, zawsze uśmiechnięty, tak bardzo ciepły i  towarzyski. Im bardziej cierpiał tym częściej bywał z nami. Dlatego myślałam, że Krzysztof nigdy nie  odejdzie - mówi Joanna Szczepkowska.

Cygan: w jego wykonaniu proza stawała się poezją

- Krzysztof był człowiekiem niezwykle czystym duchowo. Zarówno w płaszczyźnie osobistej, jak i w tym, co udało nam się zrobić wspólnego na scenie. Współpracowaliśmy przy "Mesjaszu" Haendla. Krzysztof był narratorem. Urzekał i porywał melodią mówienia. Miał niezwykły talent czytania poezji, ale i proza w jego wykonaniu stawała się poezją. To, co dawał ludziom poprzez swoją interpretację, to był prawdziwy skarb - mówi o zmarłym Jacek Cygan, autor tekstów piosenek i poeta.

- Pamiętam, gdy Krzysztof zachorował, to odbyła się w kościele na  Sadybie msza św. w jego intencji. Stałem obok Anny Marii Jopek i tak niezwykle mocno ściskaliśmy kciuki. Chcieliśmy, żeby mu się udało. I  potem mieliśmy świadomość widząc go w kolejnych latach na scenie i w  życiu, że mu się udało. Dlatego ta dzisiejsza wiadomość jest dla mnie tym bardziej bolesna - dodaje Cygan.

Kutz: umarł ktoś bardzo prawy

- Krzysztof Kolberger wyróżniał się przez ostatnie lata jego choroby jakimś niesłychanym heroizmem w stosunku do własnego losu, jakąś taką dziwną, silną męskością. Był - moim zdaniem - człowiekiem bardzo prawym i bardzo uporządkowanym wewnętrznie. Posiadał bardzo głęboką duchowość i taką swoją - intymną, bo on tego publicznie nie demonstrował - filozofię życia, pełną harmonii, z dala od spraw tego świata. Patrzyłem na niego z wielkim podziwem i szacunkiem. Moim zdaniem umarł ktoś bardzo prawy - mówi reżyser Kazimierz Kutz.

zew, PAP

+
 67

Czytaj także