"Patriotyzm Tuska - narty i wino"

"Patriotyzm Tuska - narty i wino"

Dodano:   /  Zmieniono: 229
Marek Migalski (fot. Wikipedia)
- Tusk i jego chłopcy są świetni, jeśli chodzi o dbałość o ich polityczny tyłek, ale kiedy gra idzie o wizerunek Polski, to kolesie są ślamazarni, mają wszystko gdzieś i wolą popijać wino na alpejskich stokach - tak czas reakcji premiera na raport MAK krytykuje Marek Migalski z Polska Jest Najważniejsza.
Migalski na blogu podkreśla, że na świecie powszechna jest opinia, że katastrofę smoleńską spowodowali niedouczeni polscy piloci, naciskani przez pijanego w sztok dowódcę, którego sugestiami zamęczał "Pierwszy Pasażer". Kto narzucił tę narrację - pyta europoseł? - Rosjanie. Ale polski rząd i polski premier walnie w tym pomogli - oskarża Migalski.

"Premier wolał narty"

Polityk PJN zaznacza, że premier na kilka tygodni przed ogłoszeniem raportu MAK znał jego główne założenia. Jak przypomina Migalski, Donald Tusk mówił wtedy, że raport jest "nie do przyjęcia". - I co? Wiedząc, kiedy ów skandaliczny raport ma być ogłoszony – pojechał na urlop! - atakuje premiera europoseł.

Migalski twierdzi, że polski rząd znał raport na kilka dni przed jego ogłoszeniem. Wtedy jeszcze, pisze Migalski, rzecznik rządu nie widział powodu, by premier wrócił do Polski z Dolomitów. Polityk PJN krytykuje zbyt późny - jego zdaniem - powrót Tuska do kraju i wygłoszenie reakcji Polski na raport. - Przedstawienie (szefowej MAK Tatiany - red.) Anodiny zakończyło się w środę w południe, premier wrócił z urlopu w czwartek rano, a głos zabrał o godzinie 15. Przez cały ten czas w świecie obowiązywała jedynie wersja rosyjska, bez jakiejkolwiek polskiej odpowiedzi. Premier polskiego rządu wolał przez całą środę szusować na nartach a wieczorem popijać włoskie winko, niźli walczyć o dobre imię swojego kraju. Tak zachowuje się patriota!? - grzmi Migalski.

"Dobro kraju mają w tyle"

- Okazało się, że Tusk i jego chłopcy są świetni, sprawni, zapobiegliwi i przenikliwi jeśli chodzi o dbałość o ich polityczny tyłek, ale kiedy gra idzie o wizerunek Polski, to kolesie są ślamazarni, mają wszystko gdzieś i wolą popijać wino na alpejskich stokach i opalać się w promieniach włoskiego słoneczka - oburza się polityk PJN.

Politycy rządu - zdaniem Migalskiego - zatrudniają specjalistów od wizerunku, "są czuli i zapobiegliwi", ale tylko wtedy, "gdy gra idzie o dobro Platformy Obywatelskiej". - Ale w tyle mają dobro całego kraju, jego wizerunek i interesy – wtedy wolą narty i wino. Oto miara ich profesjonalizmu. Oto egzemplifikacja ich patriotyzmu - konstatuje Marek Migalski.

zew

 229

Czytaj także