Wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich z SLD sceptycznie podchodzi do pełnych zrozumienia dla protestujących na galerii sejmowej pielęgniarek wypowiedzi polityków PiS. - Pamiętamy, jak było białe miasteczko. I to, że gdy grupa pielęgniarek weszła do kancelarii premiera (Jarosława Kaczyńskiego - przyp. red.), to tam zamiast negocjować, jakieś potężne wojenne urządzenia do zagłuszania ustawiono - zauważył Wenderlich w rozmowie z TOK FM.
Zdaniem Wenderlicha obecne wypowiedzi polityków PiS pod adresem pielęgniarek to "fałszywe są tony ludzi z tej lekko barbarzyńskiej partii". Wicemarszałek Sejmu zauważa też, że - w odróżnieniu od PiS-u - PO nie myśli o "urządzeniach do zagłuszania, ale nie kwapi się też do rozmów". Fakt iż z pielęgniarkami spotka się żona prezydenta, Anna Komorowska, Wenderlich nazywa "gestem moralnym". - Jeśli tylko takie metody rozwiązywania sporu pozostają, będzie to moim bólem. Nieważne, czy przez "u", czy przez "ó" - ironizował Wenderlich.
TOK FM, arb
TOK FM, arb
