Olejnik: nie spodziewałam się takich podziałów. Jestem rozgoryczona

Olejnik: nie spodziewałam się takich podziałów. Jestem rozgoryczona

Dodano:   /  Zmieniono: 135
Monika Olejnik (fot. Wprost) / Źródło: Wprost
Nie spodziewałam się, że Polska pęknie. Nie zdawałam sobie sprawy, jak szybko ból po tragedii można zamienić w nienawiść - mówi Monika Olejnik. Dziennikarka dodaje, że "nie spodziewała się jednak tak głębokich podziałów". - Jestem tym strasznie rozgoryczona - stwierdza.
Olejnik wspomina pierwsze dni po katastrofie. – Pamiętam łzy i cierpienie polityków. I ich słowa o zgodzie, która odtąd miała zapanować. Nie oczekiwałam od nich mówienia jednym głosem – mówi. Opowiada też o rozmowie, którą odbyła z Radosławem Sikorskim. Określa ją jako wstrząsającą. – Opowiadał, jak zawiadomił Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska o katastrofie. Łamiącym się głosem mówił, że premier płakał. Wszyscy byli wstrząśnięci, wszyscy byli w szoku – dodaje.

Olejnik mówi, że "tego dnia i przez następne dni jej rozmówcy płakali". – I mnie zdarzyło się płakać. Nie mogłam się pogodzić z tym, że doszło do takiego dramatu. Że odeszło na zawsze tyle znanych mi – bardziej lub mniej – osób – stwierdza i dodaje: – Zginęli moi goście, z którymi miałam się spotkać w niedzielę w Radiu Zet: Aleksander Szczygło i Jerzy Szmajdziński. Zawsze, co niedzielę, przychodzili do mojej audycji „Siódmy dzień tygodnia". To wszystko było straszne. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć w to, co się wydarzyło. 

Dziennikarka mówi też, że nie przyszło jej do głowy, że "z tej żałoby będziemy tak długo wychodzić". – Właściwie była to antyżałoba, a nie żałoba. Tyle ciężkich i ostrych słów padło pod adresem rządzących ze strony prezesa Kaczyńskiego. Wiem, że przeżył dramat, stracił brata bliźniaka – ocenia dziennikarka. – Ale w Smoleńsku zginęli nie tylko jego bliscy. Tam zginęło 96 osób, wielu ludzi straciło braci, siostry, matki, ojców, dzieci, małżonków – dodaje.

Według Olejnik "najgorsze było to, co działo się na Krakowskim Przedmieściu, gdzie zbierali się przeciwnicy i obrońcy krzyża przed Pałacem Prezydenckim". – Doszło do tego, że w Polsce opluwa się krzyż, robi się krzyż z puszek po piwie. A z drugiej strony wyrzuca się księży, którzy chcą ten krzyż przenieść w godne miejsce. To był największy wstyd Polski. Dla mnie osobiście cezurą tego, co się stało, było rozgoryczenie Joachima Brudzińskiego, kiedy w „Kropce nad i" mówił, że prezydent leżał w ruskiej trumnie – kończy Olejnik.

"Fakt", ps

 135

Czytaj także