Wybory ważne, choć głosy kupowano

Wybory ważne, choć głosy kupowano

Dodano:   /  Zmieniono: 11
(fot. Wikipedia)
Sąd Okręgowy w Świdnicy oddaliłprotest wyborczy jednego z kandydatów na prezydenta Wałbrzycha Mirosława Lubińskiego (niezrzeszony), który domagał się powtórzenia II tury wyborów w tym mieście. Sąd uznał tym samym wybory samorządowe w Wałbrzychu za ważne.

Według Lubińskiego - który w II turze wyborów przegrał z  kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim 325 głosami - podczas wyborów samorządowych w Wałbrzychu doszło do korupcji wyborczej - kupowania głosów na rzecz PO. Ponadto - jak mówił - nie tylko proceder kupowania głosów jest powodem zgłoszenia jego protestu wyborczego, ale również "podejrzenia o  możliwościach fałszowania kart wyborczych". Lubiński podkreślał, że  "głosów nieważnych w Wałbrzychu było najwięcej w skali kraju". "Podejrzewamy, że również tutaj mogły być fałszerstwa, dlatego wnosimy, aby karty wyborcze zostały zanalizowane przez grafologa" - mówił.

"Nie zgłaszano nieprawidłowości"

W uzasadnieniu orzeczenia sędzia Małgorzata Wurm-Klag podkreśliła, że  zdaniem sądu zarówno przebieg głosowania, jak i liczenie głosów były podczas wyborów samorządowych w Wałbrzychu prawidłowe, a wyniki z  komisji wyborczych pokrywają się z rzeczywistością. Ponadto sędzia zauważyła, że podczas wyborów nie zgłaszano żadnych nieprawidłowości i nie było zastrzeżeń do prac komisji. Przyznała, że co prawda toczy się w świdnickiej prokuraturze śledztwo dotyczące korupcji wyborczej w Wałbrzychu (do tej pory postawiono zarzuty 11 osobom, podejrzanym o kupowanie głosów), ale żadnemu z członków komisji wyborczej nie postawiono zarzutów.

- Żaden też z członków komisji nie usłyszał zarzutu, że dopisywał krzyżyki na kartach wyborczych podczas II tury wyborów w Wałbrzychu -  mówiła sędzia. W dalszej części uzasadnienia orzeczenia, odnosząc się do śledztwa prokuratury, sędzia zauważyła, że "zarzut przekupstwa postawiono 11 osobom opierając się na tym, że udzielili korzyści majątkowej nieustalonym osobom". - Tymczasem nikomu nie postawiono zarzutu sprzedajności - powiedziała.

Śmiech na sali

Wcześniej Maciej Ejsmont, który domagał się odrzucenia protestu wyborczego twierdził, że nie wystarczy stwierdzić, iż ktoś korumpował wyborców, trzeba mieć pewność, że wyborca zagłosował tak, jak go do tego namawiano. Ejsmont pytał też, "czy symboliczny materiał dowodowy" może stanowić podstawę do orzeczenia, że doszło "do kupowania i sfałszowania wyborów". Według sędzi Wurm-Klag postępowanie dowodowe, nie potwierdza, aby  skala zjawiska była tak wielka, jak to twierdzili niektórzy świadkowie na sali sądowej. Zdaniem sądu możemy mówić "raczej o znikomej skali, która nie miała wpływu na wynik wyborów".

W trackie odczytywania wyroku zgromadzona na sali publiczność wychodziła oburzona z okrzykiem "skandal", niektórzy śmiali się z  lekceważeniem. Natomiast tuż po ogłoszeniu wyroku Alicja Rosiak z  Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej zapytała przewodniczącą składu sędziowskiego, jak sąd w tak "błyskawicznym tempie" zdołał napisać trzy strony uzasadnienia wyroku. Już poza salą sądową Rosiak powiedziała, że  jej zdaniem wyrok został przygotowany wcześniej.

Wyrok w godzinę

Również sam Lubiński przyznał, że jest zaskoczony nie tylko orzeczeniem sądu, ale i błyskawicznym tempem - sąd po zamknięciu przewodu sądowego w niespełna godzinę ogłosił wyrok. Lubiński powiedział też dziennikarzom, że rozumie teraz decyzję sądu o zakazie rejestrowania procesu przez dziennikarzy. = To są rzeczy istotne dla  demokracji i należałoby pokazać całej Polsce przebieg tego procesu, a  nie skrywać w małej salce sądowej tak ważne decyzje - powiedział.

Lubiński stwierdził też, że sądu nie zastanowił wysoki odsetek głosów nieważnych oddanych w II turze. Według niego był to najwyższy odsetek w  całej Polsce i wynosił 2,36 proc. - Tymczasem głosowanie w II turze był o  wiele prostsze, ponieważ była tylko jedna karta do głosowania i dwóch kandydatów na prezydenta - mówił. Lubiński nie potrafił powiedzieć, czy będzie składał apelację, ponieważ - jak ocenił - "uzasadnienie jest tak kuriozalne, że musi je  przeczytać ponownie".

"Kupowałem głosy"

Podczas środowej rozprawy sąd przesłuchał siedmiu świadków, z których tylko dwaj mają postawione przez prokuraturę zarzuty dotyczące kupowania głosów. Pozostali świadkowie to lokalni dziennikarze, którzy robili materiały o korupcji wyborczej lub przypadkowi wyborcy. Jedne ze świadków 38-letni Robert S. zeznał, że brał udział w  procederze kupowania głosów w I i II turze wyborów samorządowych w  Wałbrzychu. Tłumaczył, że zaproponowano mu kupowanie głosów na rzecz kandydatów komitetu wyborczego Platformy Obywatelskiej i na samego Piotra Kruczkowskiego, obecnego prezydenta miasta. Jak mówił, oprócz pieniędzy otrzymanych za kupowanie głosów, obiecano mu również po  wyborach załatwienie pracy.

- Pieniądze na kupowanie głosów w I turze otrzymaliśmy od pracownika Wałbrzyskiego Związku Wodociągów i Kanalizacji (świadek mówił o Marku W., któremu prokuratura postawiła już zarzuty - red.). Dostałem 2 tys. zł. Głosy były kupowane za 10, 20 bądź 50 zł, czasami wystarczyło kupić wino za 6 zł - opowiadał przed sądem.

"Kupiliśmy około tysiąca głosów"

Tłumaczył, że proceder kupowania głosów miał dwa schematy. Pierwszy polegał na tym, że wskazywano wyborcy, na kogo ma oddać głos, drugi zaś  na wynoszeniu kart wyborczych z lokali. - Kartę wypełniałem osobiście i  później inna osoba wrzucała ją do urny wyborczej - mówił S. W ten sposób miał pewność, na kogo został oddany głos. S. mówił też wyborcom, że w komisji mają swoich ludzi, więc będzie wiadomo, czy wyborca wywiązał się ze zobowiązania i zagłosował jak trzeba. Według niego w II turze wyborów do głosowania na Piotra Kruczkowskiego (PO) namawiało 10 osób. - Ktoś z tych osób oszacował, że  nasza grupa mogła kupić łącznie około tysiąca głosów - powiedział świadek.

"Był telefon, że mamy się sprężyć"

S. przyznał, że podchodzili i namawiali tylko takich ludzi, którzy byli biednie ubrani. On sam, jak twierdził, namawiał przed 10-12 lokalami wyborczymi w całym mieście. Jak opowiadał, przed II turą wyborów dostał na kupowanie głosów tysiąc zł i kolejny tysiąc ok. godz. 13, gdy okazało się, że Kruczkowski przegrywa. - Był prowadzony jakiś sondaż i z niego wynikało, że Kruczkowski przegrywa. Dostałem telefon, że mamy się sprężyć - mówił S.

Protestowali już inni

Oprócz Lubińskiego protest wyborczy złożył też inny kandydat na  prezydenta Wałbrzycha Patryk Wild. Obaj wskazywali, że przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi doszło w Wałbrzychu do kupowania głosów na rzecz PO. Początkowo sąd zawiesił rozpatrywanie protestu wyborczego Lubińskiego do czasu rozstrzygnięcia protestu Wilda, który wcześniej złożył wniosek do sądu.

Na początku roku świdnicki sąd odrzucił protest Wilda, uznając tym samym ważność wyborów w Wałbrzychu. Jednak pod koniec marca wrocławski Sąd Apelacyjny nakazał świdnickiemu sądowi ponowne zajęcie się protestem Wilda. SA nakazał m.in. przesłuchanie pięciu świadków zgłoszonych przez Wilda, którzy potwierdzają proceder kupowania głosów oraz sprawdzenie, ile postępowań było prowadzonych w tej sprawie przez policję i  prokuraturę.

Po decyzji Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, świdnicki sąd zdecydował się odwiesić protest Lubińskiego i rozpocząć jego rozpatrywanie, zanim zostanie ponownie rozpatrzony protest Wilda. Ponowne rozpatrywanie protestu Wilda zostało wyznaczone na 28 kwietnia. PAP nie udało się wyjaśnić, skąd taka decyzja i dlaczego ostatecznie odwieszono protest Lubińskiego.

Zarzuty dla PO

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy prowadzi śledztwo dotyczące korupcji wyborczej w Wałbrzychu od 10 grudnia na podstawie materiałów przekazanych jej przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i stawia kolejne zarzuty. Na początku marca zarzuty usłyszał Wojciech W., mąż działaczki PO, członkini zarządu powiatu wałbrzyskiego. Według prokuratury Wojciech W. wspólnie i w porozumieniu z inną osobą dał pieniądze 15 nieustalonym mieszkańcom Wałbrzycha w zamian za oddanie głosów na cztery osoby z  listy wyborczej w ubiegłorocznych wyborach samorządowych. W sumie miał wręczyć 300 zł. Mężczyzna nie przyznaje się do stawianych zarzutów.

W połowie lutego zarzuty usłyszał m.in. Stefanos Ewangielu, który zaraz potem zrezygnował z szefowania Wałbrzyskiemu Związkowi Wodociągów i  Kanalizacji. Wcześniej Ewangielu zawiesił członkostwo w PO po tym, jak na jaw wyszły nieprawidłowości podczas II tury wyborów samorządowych w  Wałbrzychu. Po postawianiu mu zarzutów zarząd dolnośląskiej PO rozwiązał struktury partii w Wałbrzychu.

W sumie prokuratura postawiła zarzuty 11 osobom. Dziewięć jest podejrzanych o wręczenie pieniędzy osobom uprawnionym do głosowania, aby  skłonić je do oddania głosu na określonych kandydatów. Natomiast dwie podejrzane są o przyjęcie łapówki za głosowanie na określonych kandydatów. Za tego typu przestępstwo grozi kara do 5 lat więzienia.

zew, PAP

 11

Czytaj także