Resort zdrowia zapewnia: pacjentom nie zabraknie leków

Resort zdrowia zapewnia: pacjentom nie zabraknie leków

Minister zdrowia zapewnia, że 20 kwietnia do szpitali trafią brakujące leki (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Z informacji uzyskanych bezpośrednio od ministra zdrowia, wynika, że 20 kwietnia do szpitali trafi pierwszy transport brakujących leków stosowanych w chemioterapii - poinformowała rzecznik praw pacjenta Krystyna Kozłowska.

Kozłowska powiedziała, że od 13 kwietnia do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło 15 sygnałów od pacjentów, którzy poinformowali o problemach w dostępie do konkretnych leków stosowanych w  chemioterapii. Zgłoszenia dotyczyły Warszawy (pięć sygnałów), Gdańska (trzy zgłoszenia), Rzeszowa (dwa zgłoszenia) oraz po jednym zgłoszeniu z  Dąbrowy Górniczej, Bielska-Białej, Szczecina, Lublina i Wrocławia.

- Otrzymuję już pierwsze odpowiedzi od świadczeniodawców, m.in. od  jednego ze stołecznych szpitali, który potwierdził istnienie problemu oraz poinformował mnie o podjętych działaniach tj. sprowadzeniu w ramach importu docelowego 60 ampułek Etoposidu, co zabezpieczy kontynuację leczenia pacjentów na okres od 2 do 3 miesięcy. Podobną informację otrzymałam też od szpitala w Rzeszowie. Pragnę zapewnić, że zgłoszenie każdego pacjenta jest przez nas szczegółowo analizowane i podejmowane są konkretne działania, co przedstawiłam powyżej - podkreśliła rzecznik praw pacjenta.

"Szpitale mogą zgłaszać wnioski o import brakujących leków"

Rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Agnieszka Gołąbek powiedziała, że z informacji przekazanych do resortu przez firmę, która ma  problemy z produkcją leków, wynika, że w drodze do Polski jest partia brakujących medykamentów. - Szpitale przez cały czas mogą zgłaszać do  resortu wnioski o import docelowy brakujących leków - dodała.

Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz ocenił, że import docelowy nie rozwiąże jednak problemu deficytowych leków stosowanych w  chemioterapii. - Konieczne jest znalezienie innych producentów -  powiedział. - Ceny leków z importu docelowego będą droższe od tych, które są zapisane w umowach o chemioterapię. Obecnie z przyczyn formalnych –  bo przecież nie jest to kwestia pieniędzy - NFZ nie może zapłacić za nie szpitalom wyższej ceny - podkreślił.

- Po przekazaniu przez Ministerstwo Zdrowia informacji o lekach, których brakuje, będzie możliwość zmiany statusu leków z katalogu, a tym samym pokrywania kosztów wynikających z importu docelowego. Nie mamy także informacji o wydawanych przez ministerstwo zgodach na import docelowy. O takie dane prosiliśmy już wcześniej. Docierają do nas tylko informacje z mediów i od niektórych świadczeniodawców - dodał.

Instytut Matki i Dziecka szuka leków w hurtowniach

Rzecznik warszawskiego Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów, płk Piotr Dąbrowiecki, powiedział, że obecnie wszyscy pacjenci otrzymują chemioterapię. Dodał, że występują przejściowe problemy w dostępie do niektórych cytostatyków. Także w warszawskim szpitalu bródnowskim poinformowano, że  wszyscy pacjenci otrzymują chemioterapię. Z kolei Centrum Onkologii nie  udzieliło informacji w tej sprawie.

Jak powiedziała Dorota Kleszczewska ze stołecznego Instytutu Matki i  Dziecka, obecnie mali pacjenci mają zapewniony dostęp do chemioterapii. Podkreśliła jednak, że cały czas Instytut poszukuje leków w hurtowniach.

We wrocławskich szpitalach onkologicznych i tych z oddziałami onkologicznymi nie ma problemów z lekami. Jak powiedziała PAP Marzena Kasperska, rzeczniczka prasowa 4. Szpitala Wojskowego z Polikliniką we  Wrocławiu, leki onkologiczne są i nie ma z nimi problemów w szpitalu. - Mieliśmy niewielkie zapasy takich leków, które pozwalają nam utrzymać płynność przynajmniej do końca miesiąca - zapewniła.

"Niepodawanie leków to wyrok"

Problem z lekami miał natomiast Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w  Legnicy. 17 kwietnia musiał odesłać dwie pacjentki, które zgłosiły się do szpitala na chemioterapię. - Faktycznie brakowało nam pewnego składnika, bo nie było go w hurtowni. Dlatego też odesłaliśmy pacjentki do szpitala w Lubinie, gdzie chemia zostanie im podana - powiedziała Marlena Mokrzanowska, rzeczniczka prasowa szpitala. Dodała, że dwa dni zwłoki z podaniem chemii nie będzie miało wpływu na  stan zdrowia pacjentek. Natomiast brakujące szpitalowi leki onkologiczne już zostały zamówione. Dlatego też - jej zdaniem - kolejni pacjenci nie  będą mieli problemów z ich otrzymaniem.

Dyrektor Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni, w którym znajduje się gdyńskie Centrum Onkologii, Irena Erecińska-Siwy poinformowała, że  "chociaż szpitalowi brakuje trzech leków stosowanych w chemioterapii, to  żadnego chorego nie odesłał bez kuracji do domu". - Tam, gdzie jest to  możliwe, to lekarze - za zgodą pacjenta - zamieniają schematy leczenia i  leki stosowane w chemioterapii i je podają - dodała. - Oczywiście nie  powinno się tego robić, bo to nie jest wtedy optymalna kuracja, ale tu nie ma żartów, bo niepodawanie leków to jest wyrok – powiedziała.

Jak dotąd żadnego chorego nie odesłano też z Centrum Onkologii -  Instytutu im. Skłodowskiej-Curie w Gliwicach. - Leczenie jest prowadzone terminowo, jak na razie nie mamy takich sytuacji abyśmy musieli przerwać leczenie, niemniej ta ilość leków, którą mamy, jest zabezpieczona na  krótką przyszłość - powiedział dyrektor Centrum prof. Bogusław Maciejewski. Dodał, że leków wystarczy na ok. 2 do 4 miesięcy. Nie ma obecnie problemu z leczeniem pacjentów cytostatykami w  Białostockim Centrum Onkologii. Dyrektor placówki Marzena Juczewska powiedziała, że szpital ma zapas tych leków na kilka miesięcy. Szpital ogłaszał przetarg na te leki w styczniu, w marcu go  rozstrzygnął.

is, PAP

Czytaj także

 0