"Brygada szybowa po zakończeniu pracy na innym poziomie kopalni przystąpiła do kontroli rurociągu sprężonego powietrza w szybie na głębokości 327 m. Doszło tam do gwałtownego rozszczelnienia rurociągu. Pracująca w kopalni komisja wyjaśnia, co mogło być tego przyczyną" - powiedział Bronisław Lalurny, ze służby bhp kopalni.
Rurociąg znajduje się w 936-metrowym szybie wydobywczym o średnicy 7,2 m. Służy do zasilania urządzeń przyszybowych i maszyn wyciągowych; ma pół metra średnicy. Sprężone powietrze przepływa przez niego pod ciśnieniem ok. 5 atmosfer, czyli bardzo silnym strumieniem.
Według Bronisława Lalurnego, pracownicy brygady szybowej byli odpowiednio zabezpieczeni - mieli m.in. tzw. szelki bezpieczeństwa chroniące ich przed ewentualnym upadkiem w głąb szybu. Jego zdaniem, nic nie wskazuje na to, by w trakcie kontroli rurociągu doszło do złamania przepisów.
Dokładne przyczyny i okoliczności wypadku wyjaśnia Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku oraz Urząd Górniczy Badań Kontrolnych Urządzeń Elektromechanicznych.
Zmarły górnik to 33. w tym roku ofiara pracy w kopalniach węgla kamiennego. W całym ubiegłym roku w górnictwie węgla zginęło 24 górników.
Kopalnia "Borynia", gdzie doszło do wypadku, należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA, do której należy również kopalnia "Jas-Mos", gdzie w lutym doszło do najtragiczniejszego w tym roku górniczego wypadku. Wybuch pyłu węglowego zabił tam 10 górników.
Poprzedni śmiertelny wypadek w górnictwie miał miejsce kilka dni temu w kopalni "Rydułtowy". Na czterech elektryków górniczych najechały wówczas wagony podziemnej kolejki. Jeden pracownik zginął, a trzech odniosło poważne obrażenia. Przyczyną wypadku był niesprawny hamulec kołowrotu, na który nawinięta była lina napędzająca wagoniki. Ustalono też, że doszło do ewidentnego złamania przepisów.
em, pap