"Taki wniosek został w środę zarejestrowany w prokuraturze. Sprawą zajmie się wydział śledczy" - powiedział prokurator Bogdan Łabuzek z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Sprawę udziałów Szarawarskiego - wówczas wiceministra gospodarki - w spółce Kamport ujawniła w grudniu ubiegłego roku "Rzeczpospolita". Wiceminister przyznał wtedy, że posiada udziały - choć niektórym osobom pełniącym funkcje publiczne zabrania tego prawo - ale wykazywał je w oświadczeniach majątkowych.
Nie pozbywał się ich, nie chcąc - jak mówił - sprzedawać poniżej wartości. Po ujawnieniu sprawy wiceminister zadeklarował, że sprzedał udziały, których wartość we wcześniejszych rozmowach wyceniał na ok. 2 mln zł.
Autor zawiadomienia do prokuratury twierdzi, że Szarawarski jest nadal udziałowcem Kamportu.
W środę Szarawarski potwierdził w rozmowie z PAP, że sprzedał swoje udziały 9 stycznia, co potwierdza akt notarialny. Przyznał, że obecnie trwa powtórna wycena spółki, ale nie wpłynie to na sam fakt sprzedaży, a jedynie na ostateczną cenę udziałów. Poprzednia wycena pochodziła z maja 2002.
Według zamieszczonych na stronach internetowych Sejmu oświadczeń majątkowych, w październiku 2001 wiceminister zadeklarował, że miał 53 udziały w Kamporcie o wartości nominalnej 26.500 zł oraz 5 udziałów wartości 500 zł w spółce Air Tour Poland. W kolejnym oświadczeniu, z 30 kwietnia 2002, wiceminister napisał, że miał 56 udziałów w Kamporcie.
Autor zawiadomienia o przestępstwie zarzuca wiceministrowi m.in., że jego oświadczenia majątkowe są sprzeczne, że nie podano w nich, jaki procent kapitału firmy stanowią jego udziały, jaka jest ich rzeczywista wartość. Autor powołuje się również na informacje "Rzeczpospolitej", różniące się od treści oświadczeń.
"To doniesienie jest bezprzedmiotowe. Nie po raz pierwszy ten człowiek szkaluje mnie. Pisał na mnie fałszywe donosy już rok temu. Zgłosiłem to do sądu partyjnego, został usunięty z SLD. To człowiek niezrównoważony" - skomentował doniesienie Szarawarski.
Twierdzi, że w jego oświadczeniach nie ma sprzeczności - liczba udziałów różni się w związku ze zmianą wysokości kapitału spółki. Sprawę nazwał "odgrzanym kotletem" popartym nieprawdą, jakoby wciąż nie sprzedał udziałów. Według niego, wniosek do prokuratury to element gry przed sobotnim zjazdem SLD na Śląsku.
W grudniu Szarawarski zrezygnował z funkcji przewodniczącego śląskiego SLD, decydując się na pracę w rządzie. Na początku 2003, po połączeniu resortów gospodarki i pracy, przestał być wiceministrem gospodarki, ale niebawem został sekretarzem stanu w resorcie skarbu.
Według nieoficjalnych informacji od osób związanych z SLD, na zaplanowanym na sobotę zjeździe śląskiego Sojuszu Szarawarski będzie ubiegał się o ponowny wybór na szefa partii w regionie, nawet jeżeli miałoby to oznaczać rezygnację z pracy w rządzie. Szarawarski potwierdził, że rozważa kandydowanie, choć nie podjął jeszcze "decyzji na 100 proc.". Zapewnił, że w przypadku kandydowania i wyboru na przewodniczącego, zrezygnuje z pracy w rządzie.
Jeżeli Szarawarski wystartuje, jego kontrkandydatem będzie prawdopodobnie poseł Zbyszek Zaborowski (pełnił już tę funkcję przed Szarawarskim), a także być może Wiesław Jędrusik z Będzina.
Autor doniesienia do prokuratury Tadeusz Muszyński to właściciel sporej sosnowieckiej firmy produkującej podzielniki ciepła do kaloryferów. Jak powiedział, nie prowadził interesów z wiceministrem, a intencją jego wniosku jest to, "abyśmy żyli w kraju, w którym jest ład i porządek".
em, pap