Edukacja aseksualna

Edukacja aseksualna

Choć znają pozycje Kamasutry, nie wiedzą, co to owulacja. Młodzież uczy się o seksie z pornografii.

Piotr, 15-letni uczeń gimnazjum, swój pierwszy raz chciał przeżyć jak w filmie, ale nie romantycznym, tylko erotycznym. Dlatego do ramy łóżka w sypialni rodziców przyczepił kajdanki z futerkiem w panterkę. Razem z partnerką, która inicjację seksualną miała już za sobą, zapalili skręta z dopalacza kupionego w internecie i połknęli tabletkę. Ona mówiła, że to na „chcicę”. Nie pomogło. Piotr spanikował, seksu uprawiać już nie chciał. Przykuty kajdankami do łóżka, nagi, bez wzwodu, płakał jak dziecko, gdy dziewczyna robiła mu zdjęcia telefonem, śmiejąc się z niego i szydząc. To dlatego Piotr próbował się otruć. Dziś chodzi na terapię do psychologa.

PRZEMOC? NIE WIERZĘ

Pełnoletni już Marcin chciał być sprytny. Wiedział, że jest ostatnim prawiczkiem w licealnej klasie. Słuchał przechwałek kolegów i był pewien, że jeśli zawiedzie podczas pierwszego razu, cała klasa będzie miała używanie. Dlatego zanim zaplanował seks ze swoją dziewczyną, obejrzał w sieci dla instruktażu klika filmów porno. Niewiele się nauczył, więc skorzystał z usług prostytutki, z nadzieją, że ta podszkoli go w sztuce miłości. Nie pomogło. Przeciwnie, Marcin ma traumę i już nie chce uprawiać seksu. To dlatego pociął nadgarstki żyletką. Dziś chodzi na terapię do psychologa. Michał Pozdał, seksuolog z SWPS pracujący z młodzieżą, codziennie dostaje e-maile i telefony od uczniów. – Zgłaszają się coraz młodsi, z coraz poważniejszymi problemami – opowiada. – Zdarza się, że już u 14-latków występuje uzależnienie od pornografii. Nastoletnie dziewczyny często nie wiedzą, co to jest przemoc seksualna, molestowanie czy gwałt, choć padły jego ofiarą.

Tak jak 16-letnia Kasia, która trafiła do edukatora seksualnego na Przystanku Woodstock. Problem był taki: od jakiegoś czasu (współżyć zaczęła już rok wcześniej) nie ma ochoty na seks. Nie wiedziała dlaczego, winiła siebie. W dodatku chłopak nalegał, groził, że ją rzuci. Dopiero podczas rozmowy przyznała, że kilka miesięcy wcześniej ów chłopak do łóżka zaprosił też swoich dwóch kolegów. Nie, oni z nią nie spali, ale dotykali, obserwowali. Protestowała, ale koledzy wytłumaczyli, że to normalne. Że normalne kobiety tak lubią. Na potwierdzenie swoich słów puścili Kasi film porno, na którym kobieta współżyje z trzema partnerami. Bo wystarczy obejrzeć pornosa, żeby wiedzieć, że właśnie tak robią dorośli ludzie. A oni przecież są dorośli. Kasia obejrzała i uwierzyła. Za to nie chciała wierzyć edukatorowi, gdy ten wytłumaczył jej, że padła ofiarą seksualnej przemocy.

Z tegorocznego raportu akcji Wakacyjny Telefon Zaufania, po raz dziewiąty przeprowadzonej przez Grupę Edukatorów Seksualnych „Ponton”, wynika, że dla młodzieży w wieku 14-18 lat pornografia stała się głównym, a nierzadko jedynym źródłem wiedzy o seksie. Dlaczego jest to niepokojące? – Młodzi ludzie często nie są w stanie odróżnić kreowanej przez przemysł pornograficzny fikcji od rzeczywistości. Porównują się z aktorami, popadają w kompleksy na tle swojego wyglądu. Chłopcy mają kompleksy na tle rozmiaru i kształtu swojego penisa, dziewczynki wstydzą się kształtu swoich piersi czy tego, że mają owłosienie łonowe, bo aktorki filmów porno przecież go nie mają. Są przekonani, że już pierwszy stosunek może trwać godzinami, a dziewczyna powinna mieć wiele orgazmów z rzędu – mówi edukatorka seksualna Aleksandra Józefowska z grupy Ponton.

PORNO TO NORMALKA

„Mam 16 lat i chcę zapytać, czy to normalne, że w moim miejscu intymnym rosną włosy, na filmie w internecie widziałam, że kobiety nie są tak owłosione. Wstydzę się tego”, „Jak zadowolić chłopaka? On często ogląda erotykę i chciałabym, żeby się nie rozczarował, kiedy pójdzie do łóżka ze mną”, „Widziałem nieraz seks na filmie i ogarnął mnie lęk przed pierwszym razem, mam obawy, że nie będę potrafił temu sprostać i na zawsze pozostanę prawiczkiem” – takich zwierzeń wysłuchują edukatorzy z Pontonu.

Ich zdaniem młode dziewczyny, nieświadomie ulegając wzorcom kreowanym przez pornografię, coraz częściej starają się wejść w rolę kuszącej uwodzicielki, wampa, lolitki, aby zrobić wrażenie na chłopcach. Często przy tym bagatelizują i odrzucają własne potrzeby i emocje. Łatwo to zaobserwować, śledząc młodzieżowe grupy założone na Face booku lub Instagramie. Na takich stronach, jak „Gorące gimnazjalistki” czy „Pokaż cycki albo giń”, nastolatki zamieszczają swoje roznegliżowane zdjęcia, przyjmują kuszące, erotyczne pozy. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje przez GfK Polonia wynika, że co dziewiąty nastolatek w Polsce wysyłał za pośrednictwem telefonu lub internetu swoje nagie lub prawie nagie zdjęcia. Jedna trzecia przyznała, że takie zdjęcia dostaje. Blisko 60 proc. badanych potwierdziło, że wśród rówieśników rozpowszechnione jest zjawisko zwane seksting, czyli przesyłanie zdjęć o charakterze erotycznym.

– Dziewczyny powielają wzorce z kultury masowej. Chcą być sexy, jak modelka z billboardu. Rozchylone usta, ciało wygięte w łuk, wyeksponowany biust i pośladki. Bo przecież już nawet reklama oleju samochodowego czy blachodachówki czerpie garściami z kadrów filmów erotycznych, traktując ciała kobiet przedmiotowo – ocenia edukatorka Józefowska. – Porno to normalka. Tylko dorośli robią z tego wielkie halo. Robią z nas zboczeńców i grzeszników, a przecież my już nie jesteśmy dziećmi – komentuje 16-letnia Julia, uczennica warszawskiego liceum. I opowiada o nowej modzie na młodzieżowych prywatkach. – Film porno na domówce puszcza się na kilku monitorach. Na telewizorze w salonie, na komputerze w innym pokoju, gdzieś w kuchni na telefonie. To normalka. Kto chce, ogląda, kto chce, tańczy lub rozmawia. Zwykła impreza, nic wielkiego – kwituje. Na pytanie o edukację seksualną, rozmowy z rodzicami o seksie lub zajęcia szkolne z wychowania do życia w rodzinie wybucha śmiechem. – To pierdoły. Ponad połowa klasy uprawia seks, a nauczyciel historii, który prowadzi zajęcia WDŻ, jara cegłę, jak usłyszy słowo wagina. Jak mamy traktować go poważnie? – pyta retorycznie.

– To nie tak, że młodzież o seksie nic nie wie. Przeciwnie. Wie więcej niż przeciętny rodzic, i to jest niebezpieczne – uważa seksuolog Pozdał. Bo, jak tłumaczy, choć nastolatek zna pozycje Kamasutry i angielskie słowa określające seksualne triki, wykazuje elementarny brak wiedzy na poziomie podstawowym. Wiele dziewcząt, kończąc liceum, nie wie, co to owulacja, a choć współżyją od lat, nie mają pojęcia, dlaczego właściwie miesiączkują. Pytają, czy można zajść w ciążę, dotykając klamki szkolnej toalety. Wielu licealistów nie wie, co znaczy ejakulacja, i nie umie wytłumaczyć, jak to się dzieje, że ich penis czasem jest twardy, a czasami miękki.

WODA Z OCTEM

Zdaniem seksuologów konieczna jest natychmiastowa poprawa jakości edukacji seksualnej, nieudolnie na ogół przekazywanej w szkołach na lekcjach wychowania do życia w rodzinie. – Jakość tych zajęć wciąż pozostawia wiele do życzenia. Dostajemy sygnały, że w wielu szkołach takie zajęcia się nie odbywają lub są prowadzone przez katechetę, nauczyciela muzyki lub panią bibliotekarkę. Młodzi ludzie dzielą się z nami absurdalnymi treściami przekazywanymi im przez prowadzących – tłumaczy Aleksandra Józefowska. Jako przykład wskazuje na raport sprzed kilku lat „Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w Polsce”. W nim możemy przeczytać komentarze nastolatków: „Lekcje WDŻ prowadzi u nas ksiądz. Pokazywał, gdzie w kobiecie dochodzi do zapłodnienia. Jego zdaniem w jajniku, nie w jajowodzie”; „WDŻ mieliśmy z 60-letnią panią pedagog, która nam tylko na jednej lekcji wprowadziła temat seksu i opowiadała o jakichś niestworzonych rzeczach, np. że jedną z metod antykoncepcji jest położenie się przez dziewczynę w wodzie z octem, która wypłucze i zabije plemniki”; „Katechetka opowiadała, że każdy seks powinien prowadzić do prokreacji, a żona powinna oddawać się mężowi w ciszy i z pokorą. A każda kobieta, która z seksu czerpie przyjemność, będzie się smażyć w piekle”. – Jeszcze nigdy edukacja seksualna wśród młodzieży nie była tak potrzebna – alarmuje pedagog i seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. To dlatego, że dziś jak nigdy wcześniej młodzież ma nieograniczony dostęp do erotycznych i pornograficznych treści w internecie. Doktor Google odpowiada na wszystkie pytania młodzieży, zastępując w tej roli rodziców i szkołę. Do tego młodzi ulegają wpływom powszechnej seksualizacji, promowanej przez media i lansowanej przez celebrytów.

Izdebski dalej przestrzega: – Jeszcze nigdy w Polsce nie było tak złej atmosfery wokół edukacji seksualnej, jak obecnie. Edukacja seksualna jest upolityczniona, bo zależy między innymi od preferencji politycznych decydentów samorządów lokalnych, wobec których dyrektorzy szkół często wykazują konformizm. Nie ma ogólnokrajowej zgody co do obszaru i zakresu edukacji – wylicza. Z jego badań nad wychowaniem do życia w rodzinie wynika, że tylko połowa badanych miała pozytywny stosunek do tego przedmiotu, chętnie uczestniczyła w zajęciach i była nimi zainteresowana. Jedynie 31 proc. badanych było zadowolonych ze sposobu ich realizacji.

– To nie jest tak, że wszyscy nauczyciele są do bani. Mamy świetnie przygotowanych psychologów szkolnych i edukatorów seksualnych – gwarantuje seksuolog Pozdał. Ale dodaje, że nauczyciele często boją się wyjść z inicjatywą i poprowadzić rzetelne zajęcia. Wiedzą, że są bacznie obserwowani przez dyrekcję, a ta z kolei nierzadko ulega wpływom i naciskom księży prowadzących religię. Z doświadczenia Pozdała wynika, że nie raz dyrekcja odwołała zajęcia z edukacji seksualnej, bo ksiądz nie zgadzał się z postulatami wykładowcy. Dlatego nauczyciele, choć chętni, często wolą pokornie realizować zdawkowy program, niż narażać skórę. A na tym najbardziej cierpi młodzież, która z dylematami okresu dojrzewania jest pozostawiona sama sobie.

NIEZDROWA ATMOSFERA

– Nie umiem z córką rozmawiać o seksie, chociaż wydaje mi się, że do tematu podchodzę liberalnie – zwierza się mama 15-letniej Dominiki. – W dzisiejszych czasach seks odgrywa inną rolę niż w czasach mojej młodości. Dla młodzieży seks nie ma szczególnej wartości emocjonalnej, psychicznej. Jest przyjemny i normalny tak samo jak wyjście do kina czy zjedzenie ciastka. Dla nastolatków jest już częścią życia, żadnym tabu. Masz chłopaka, to uprawiasz seks. Nie masz, nie uprawiasz, do czasu aż znajdziesz nowego. Tak robisz, bo chcesz mieć fajne życie. Gadanie o intymności, zaufaniu, szacunku do ciała czy partnerstwie to farmazony. Podejście rodziców, nawet tych najbardziej otwartych, nie działa, bo dziś jest po prostu nieaktualne – zauważa. I dodaje, że rodzice na próżno szukaliby wsparcia w szkole. Sama była przerażona, opowiada, gdy córka jej wyznała, że straciła dziewictwo w wieku 14 lat z kolegą z klasy. Ale przyjęła to spokojnie, bo nie chciała zawieść zaufania córki. – Gdy poszłam po poradę do szkolnej psycholog, mówiąc, że córka podjęła decyzję o współżyciu świadomie i dobrowolnie, ta chciała natychmiast powiadomić policję o przestępstwie. O zgrozo, po policję chciał też dzwonić mój lekarz ginekolog, do którego próbowałam wysłać córkę na badania. To absurd – zżyma się matka nastolatki.

Z raportu Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton” „Skąd wiesz? Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach” wynika, że 45 proc. młodzieży, która wzięła udział w ankiecie, nigdy nie rozmawiało z rodzicami o seksie. Pozostali twierdzą, że rozmowy były na ogół niesatysfakcjonujące. 65 proc. rodziców nigdy nie poruszyło tematu pierwszego razu, a więcej, bo 73 proc., nie wspomniało nic o przemocy seksualnej. Seksuolog Izdebski nie chce jednak wywoływać w rodzicach poczucia winy. – Rozumiem, że rodzic może nie czuć się komfortowo ze względu na brak wiedzy lub pewnej swobody psychologicznej w mówieniu o seksualności z dzieckiem. Ale powinien bezwzględnie wymagać od szkoły rzetelnej edukacji seksualnej na dobrym poziomie – kwituje.

***

W Europie również trwa ożywiona dyskusja na temat seksualnej edukacji młodzieży. To za sprawą podręcznika „Sex & Lovers: A Practical Guide”, czyli „Seks i kochankowie. Praktyczny poradnik” autorstwa Ann-Marlene Henning i Tiny Bremer-Olszewski, który od tygodnia jest w sprzedaży w Anglii i Danii. Wcześniej ukazał się w Niemczech i szybko stał się bestsellerem. Już sprzedano ponad 200 tys. egzemplarzy. Idea autorów była prosta: pokolenie wychowane na pornografii potrzebuje nowej jakości w edukacji seksualnej. Nie warto owijać w bawełnę, bo młodzież szybko wyczuje pruderię. Dlatego nawet 15-latki, bo do nich również kierowany jest poradnik, mogą przeczytać o takich sprawach, jak smak nasienia, masturbacja, seks oralny i analny. A także obejrzeć ilustracje: zdjęcia prawdziwych par, również homoseksualnych, uprawiających prawdziwy seks. Tytułem już interesują się wydawcy w Polsce, choć trudno sobie wyobrazić, że książka zostanie u nas ciepło przyjęta.

Prof. Izdebski czeka na ten podręcznik. – Edukacja seksualna jest dziś w Polsce trudnym wyzwaniem, co nie znaczy, że państwo i szkoła nie mają obowiązku zmierzyć się z tą sytuacją. Nauka o seksualności musi być postępowa, aby przekazywana treść nie okazała się dla młodzieży infantylna. Z drugiej strony na tyle wyważona, żeby nie wywołać oburzenia wśród tych, którzy wyznają bardziej konserwatywne wartości. Należy znaleźć złoty środek. Tylko tak uda się ustawić seksualność we właściwym miejscu hierarchii wartości młodzieży – postuluje seksuolog. Jego zdaniem w Polsce atmosfera wokół seksualnej edukacji jest niezdrowa. – Burzliwa debata wokół tak zwanej ideologii gender, zaangażowanie przywódców Kościoła oraz upolitycznienie edukacji seksualnej – to wszystko powoduje, że ludzie po prostu zaczynają się bać rozmawiać o seksie. A na tym ucierpi młodzież – martwi się seksuolog. �

Okładka tygodnika WPROST: 42/2014
Więcej możesz przeczytać w 42/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0