Honor i marketing

Honor i marketing

Trzeba walczyć z kłamstwami na temat naszej historii, ale pokazywać też, że Polacy w ostatniej wojnie odnosili wielkie sukcesy. Sposobem na obalenie krzywdzących stereotypów są dobre filmy historyczne, błyskotliwe klipy w internecie czy międzynarodowe rekonstrukcje.

Mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili niczego złego” – stwierdził James Comey, szef FBI. Po tej wypowiedzi wybuchła afera, bo tak bezczelnej próby zrównywania Polaków ze sprawcami Holocaustu dawno nie było. Protestował nawet Amerykański Komitet Żydowski. Comey najpierw odmówił przeprosin, potem wyraził żal w prywatnym liście do ambasadora RP, bo podobno Biały Dom zablokował oficjalne wyrazy skruchy. – Nie będziemy bierni w przypadku prób fałszowania historii, ignorancji czy przypisywania nam win, których nie popełniliśmy – zapowiedział szef MSZ Grzegorz Schetyna. Zadeklarował, że Polska w dziedzinie polityki historycznej przejdzie wreszcie do ofensywy.

FAŁSZ PŁYNĄCY Z EKRANÓW

Wpadki i jawne inwektywy na temat postawy Polaków pokazują, że z postrzeganiem naszej historii jest gorzej, niż myślimy. Świat wie o niej niewiele, a obraz Polski i Polaków jest mocno zniekształcony. W dodatku oglądając nasze filmy, można dostrzec, że mamy ze sobą problem. Owszem powstają ciekawe produkcje, jak choćby „Nil” czy „Czas honoru”, które mają przekaz patriotyczny, ale to filmy dla nas. Z tych, które przebiły się do świata, wyziera okrutny obraz Polski. „Pokłosie” to film o wiejskich zombi, którzy w końcu krzyżują na drzwiach od stodoły głównego bohatera, chcącego poznać prawdę o tym, kto we wsi mordował Żydów. Ta scena dowodzi, że film powstał w dużej mierze dla widza zachodniego, bo w Polsce mało kto uwierzyłby, że taka sytuacja mogła się wydarzyć (i to jeszcze pod koniec lat 90.).

Za sprawą Oscara dla „Idy” właśnie ten obraz będzie kształtował postrzeganie postaw Polaków wobec Holocaustu. Reżyserowi Pawłowi Pawlikowskiemu postulat wstawienia na początku filmu napisów, które informowałyby o tym, że Polska była pod okupacją niemiecką, i o karze śmierci, jaka obowiązywała za ukrywanie Żydów, wydał się śmieszny i świadczący o kompleksach. Tymczasem wprowadzanie takich napisów to norma. Np. we francuskim filmie „Zamknięty krąg” opowiadającym o gangu Ormian z 2009 r. (główną rolę grał Jean Reno) napisy początkowe informują o tym, że ormiańscy emigranci we Francji nie przodują w statystykach przestępczości.

Inny polski film, jaki przedostał się do międzynarodowego obiegu, to znakomity „W ciemności” Agnieszki Holland. Tyle że główny bohater to wyjątek od reguły, drobny szmondak, szantażysta, który zbuntował się przeciw swojej polskiej naturze i stał się szlachetnym człowiekiem. Dlatego musi się bać innych Polaków, włącznie z panią ze sklepu, która się domyśla, że ukrywa żydowskich zbiegów, i wyłudza od niego pieniądze. Kiedy w 2009 r. Arkadiusz Gołębiewski i Maciej Pawlicki nakręcili fabularyzowany dokument „Historia Kowalskich” o bohaterskiej rodzinie z Ciepielowa koło Radomia, którą okupanci spalili wraz z przechowywanymi Żydami, spotkali się z różnymi reakcjami ze strony kolegów z branży. Dość powiedzieć, że ich dzieło nie zostało nawet zakwalifikowane do przeglądu filmów o tematyce żydowskiej. W całej okupowanej Polsce ukrywano co najmniej 100 tys. Żydów (w samej Warszawie ok. 20 tys.), ponad połowa Sprawiedliwych w Yad Vashem to Polacy. To nasza rodaczka Irena Sendler uratowała dwa razy więcej Żydów niż Oscar Schindler, ale znany jest ten ostatni. Takich bohaterów było więcej; wystarczy wspomnieć PPS-owca Henryka Sławika, który uratował ok. 30 tys. uchodźców, w tym 5 tys. Żydów. Do tej listy należałoby dopisać bardzo wielu księży, zakonnic i zwykłych Polaków, którzy czynem sprzeciwili się woli Hitlera, by zniszczyć naród żydowski. Aż dziw, że nie powstał o nich film fabularny, jedynie pojedyncze dokumenty.

Trudno oczekiwać, że twórcy z zagranicy sami oddadzą Polakom sprawiedliwość. Jest odwrotnie; to naszym kosztem inni pudrują swoje plamy na honorze. Film „Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym pokazano polskich partyzantów jako antysemitów, nie był wypadkiem przy pracy; Niemcy od lat budują mit rycerskiego Wehrmachtu i zwykłych obywateli, którzy nie wiedzieli o Holocauście. Zresztą sam termin „polskie obozy koncentracyjne” został wymyślony przez Alfreda Benzingera, byłego nazistę, po wojnie szefa tajnego wydziału antyterrorystycznego „Agencja 114”. To nie żaden skrót myślowy, tylko sprytny pomysł, jak tu podzielić się odpowiedzialnością za ludobójstwo na Żydach.

ZAPOTRZEBOWANIE NA DOBRY FILM FABULARNY

Postaci i wydarzeń, które są gotowym scenariuszem, mamy wiele. Oto kilka z nich:

WITOLD PILECKI – film o rotmistrzu to sprawa wagi państwowej. Jeden z najodważniejszych ludzi ruchu oporu w drugiej wojnie. Przeniknął do obozu w Oświęcimiu i stworzył tam komórki ruchu oporu. To on opracował pierwsze raporty o ludobójstwie w Auschwitz. Zrobienie takiego obrazu postulują właściwie wszystkie środowiska, ale na razie brakuje nawet dobrego dokumentu o nim (powstaje dzięki zbiórce w sieci).

ZNISZCZENIE V2. To dzięki polskim wywiadowcom alianci dowiedzieli się, że w ośrodku badawczym w Peenemünde produkowano V2, i że udało się go zbombardować (w lipcu 1944 r. Polacy dostarczyli nawet Brytyjczykom fragmenty pocisku V2).

AKCJA N. Przez trzy lata polskie podziemie prowadziło Akcję N, która szerzyła dezinformację i siała defetyzm wśród żołnierzy i ludności niemieckiej. Hitlerowcy naprawdę myśleli, że walczą z wielkim ruchem antyfaszystowskim w łonie swojego narodu. Rozrzucono ponad milion ulotek i pism, ich język dostosowywano nawet do regionów Niemiec, w jakich prowadzono akcję.

KRYSTYNA SKAR- BEK. Pierwowzór Vesper Lynd, dziewczyny Bonda. Doczekała się już filmu dokumentalnego (zrobili go Brytyjczycy). Jako agentka SOE działała na Węgrzech, Bliskim Wschodzie i we Francji. Jej wyczyny są nieprawdopodobne, m.in. wydobyła z Gestapo działacza ruchu oporu, wchodząc do więzienia i szantażując oficera.

JERZY IWANOW-SZAJNOWICZ. W Grecji jest bohaterem narodowym. Działał tam jako agent brytyjskiego wywiadu. Jego siatka uszkodziła silniki ok. 400 samolotów w zakładach Malziniotti w Atenach. Sam zaminowywał statki w porcie. Po trzeciej wpadce rozstrzelany przez Gestapo. „Niech żyje Polska, niech żyje Grecja” – to jego ostatnie słowa. W 1971 r. powstał o nim polski film „Agent nr 1”; dziś przydałby się nowy.

MIECZYSŁAW SŁOWIKOWSKI. Agent działający podczas wojny w Algierii, w oparciu o jego informacje Amerykanie i Brytyjczycy przygotowali udany desant na Północną Afrykę. Był też świetnym biznesmenem, zyski z jego fabryki płatków owsianych finansowały wywiad.

PROMUJMY NASZĄ WIZJĘ HISTORII

Niemcy mają swoją politykę historyczną, podobnie jak inne kraje, nie tylko zachodnie. Czesi oddali piękny hołd swoim lotnikom walczącym w bitwie o Anglię, robiąc o nich film fabularny. Myśmy tego nie zrobili, choć spośród cudzoziemców walczących nad angielskim niebem Polaków było najwięcej, a Dywizjon 303 był najefektywniejszy w zestrzeliwaniu samolotów Luftwaffe. Nawet Ukraina ma swoją narrację wyrażającą się w haśle „OUN-UPA-Hołodomor”. Tymczasem u nas prowadzenie takiej polityki było długo kwestionowane jako niemoralne i krępujące wolność badań historycznych.

Problem z promocją naszej wizji historii ma dodatkowy wymiar. Wśród tych, którzy walczą jednak ze stereotypem Polaków-kolaborantów Hitlera, częste jest przekonanie, że należy dołączyć do narodów-ofiar i wtedy dadzą nam spokój. Tymczasem redukowanie Polaków do ofiar drugiej wojny uwłacza pamięci naszych przodków. Mieli oni wpływ na jej rezultat nie tylko jako żołnierze i lotnicy, ale wnieśli też ogromny wkład intelektualny. O tym, że to nasi szyfranci złamali kod Enigmy jeszcze przed wojną, dość powszechnie wiadomo, ale rzadko wspomina się o tym, że mieliśmy znakomity wywiad. 44 proc. informacji trafiających do wywiadu brytyjskiego z Europy i Północnej Afryki dostarczanych było przez Polaków – mówi o tym dzieło „Polsko-brytyjska współpraca wywiadowcza podczas II wojny światowej”, efekt pracy historyków z obu krajów. W połowie 1943 r. nasze służby dysponowały 30 siatkami agentów w całej Europie, także w państwach neutralnych. Prof. Jan Ciechanowski, znany polski historyk emigracyjny, twierdzi, że skoro mieliśmy najlepszych agentów spośród państw sprzymierzonych, to powinniśmy stworzyć Muzeum Polskiego Wywiadu.

SIŁA INTERNETOWYCH KLIPÓW

Co rusz powinniśmy się dokładać do międzynarodowych produkcji, które pokażą naszą rolę w dobrym świetle. Na każdy temat powinniśmy mieć dobry dokument przeznaczony dla widza zagranicznego z anglojęzyczną narracją. Ale jest jeszcze jedna przestrzeń, która w dzisiejszych czasach stała się ogromnie ważna: internet. Historyczne batalie trzeba prowadzić z pomocą krótkich filmów z kategorii marketingu wirusowego. Kilkuminutowy materiał w szybki, chwytliwy sposób opowiadający o problemie może zdziałać więcej niż wielkie kosztowne produkcje. Przykładem może być słynny spot „What the Finns should know about Portugal”. Był odpowiedzią na pogardliwe wypowiedzi fińskich polityków o Portugalii i pomocy temu krajowi w czasie kryzysu w 2008 r. Autorzy opisywali wkład Portugalczyków w światową cywilizację i dowcipnie wypominali, że organizowali zbiórki odzieży i pożywienia dla Finów po wojnie. Film był hitem w sieci w obu krajach.

Sam wraz z menedżerami PKN Orlen stworzyłem „From Poland with Love” – klip, który powstał po nagonce Camerona na polskich emigrantów. Obejrzało go w sieci ponad 2 mln internautów. Potyczki w sieci toczą także internauci z Rosji i Ukrainy. Najbardziej znanym filmikiem jest „Eta ja – russkij okupant”, w którym Rosjanie przedstawiają się jako ofiary amerykańskiej agresji na Ukrainie. Taki krótki film może zdziałać więcej niż wszystkie płaczliwe listy czy sprostowania. Specjalna komórka w MSZ powinna zlecać robienie takich klipów, a nawet memów.

MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA

Ważne są też rekonstrukcje historyczne: nie ma lepszej nauki historii niż zabawa nią. Historycy nie traktują jednak poważnie przebierańców w zbrojach i mundurach, a szkoda. Gdyby równolegle z odtwarzanymi bitwami urządzano duże konferencje naukowe, to te imprezy miałyby inny wymiar. Organizator największej rekonstrukcji w Polsce – Henryk Kacprzyk, wójt gminy Grunwald, z uśmiechem wspomina polityków, którzy przed dwoma dekadami pielgrzymowali do niego, by nie organizował kolejnych bitew. Miały one zniechęcać Niemców do pojednania z Polakami i promować „szkodliwy triumfalizm”. Okazało się, że jest przeciwnie; Niemcom, zwłaszcza młodym, rekonstrukcja Bitwy pod Grunwaldem bardzo się podoba. Takich międzynarodowych imprez jest u nas wiele: w tym roku ponad 200 rekonstruktorów z Polski, Rosji i Niemiec odtwarzało Bitwę o Poznań z 1945 r. Trudno o bardziej autentyczne miejsce, w którym ludzie z trzech krajów mogą otwarcie rozmawiać o historii.

To nie jest prawda, że w ogóle nie prowadzimy polityki historycznej – tu i ówdzie mamy sukcesy. Muzeum Powstania Warszawskiego w 2014 r. wyprodukowało znakomity film dokumentalny w oparciu o stare kroniki z Powstania, który zdobywa uznanie na całym świecie. Bezprecedensowym wydarzeniem w historii stosunków polsko-niemieckich było zorganizowanie przez MPW w Berlinie w lipcu zeszłego roku głośnej wystawy o powstaniu z 1944 r. Muzeum Historii Polski z kolei zrobiło wystawę o Janie Karskim, która pojawiła się w ponad 20 krajach świata. Podjęło też walkę ze stereotypem, że wolność w Europie Wschodniej zaczęła się wraz ze zburzeniem muru berlińskiego; w 2011 r. z zainteresowaniem w zachodnich mediach spotkała się wystawa MHP w Brukseli „Polskie drogi do wolności”, podkreślająca nasze pierwszeństwo w odchodzeniu od komunizmu. Sęk w tym, że z promocją historii jest tak jak z wieloma innymi rzeczami – każda instytucja działa na własną rękę, nie stawia się wielkich celów. Po aferze z wypowiedzią Comeya widać, że nie można już sobie pozwolić na zaniechanie w tej dziedzinie. „Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość” – to groźne orwellowskie memento z powieści „Rok 1984” powinno być dla nas przestrogą. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

KOLEJNE SKANDALICZNE WYPOWIEDZI O POLAKACH

lat Polska słusz- Od nie się domaga, aby nie używano terminu „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do miejsc masowej zagłady zbudowanych na rozkaz Hitlera. Powinno się pisać „niemieckie obozy koncentracyjne ulokowane w okupowanej Polsce”. Można dodać „nazistowskie”, ale nie powinno się omijać słowa wskazującego na Niemców jako na sprawców, bo dziś pojęcie nazizmu się rozmywa. Pomimo udanej kampanii „Rzeczpospolitej” przeciw „polskim obozom koncentracyjnym” ciągle ktoś używa tego sformułowania – ostatnio np. niemiecki tygodnik „Die Welt”. Sam Barack Obama trzy lata temu palnął o „polskich obozach śmierci”. Jeszcze wszyscy nie ochłonęli po skandalu, jakim była wypowiedź Comeya, a odezwał się Sergio Romano, były ambasador Włoch w Moskwie, który zasugerował, że gdybyśmy wpuścili Armię Czerwoną na swoje terytorium to nie doszłoby do Paktu Ribbentrop-Mołotow. W ubiegły piątek pojawiła się dodatkowo informacja o grze planszowej „Apples to Apples", gdzie na jednej z kart napisano, że film „Lista Schindlera" opowiada historię „katolickiego przedsiębiorcy, który uratował 1 tys. Żydów z nazistowskiej Polski".

Okładka tygodnika WPROST: 18/2015
Więcej możesz przeczytać w 18/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0