Banki zapłaciły za niefrasobliwość

Banki zapłaciły za niefrasobliwość

W Polsce Senat złagodził odpowiedzialność banków za udzielanie kredytów frankowych. A w USA instytucje finansowe właśnie kończą wypłatę odszkodowań za kredyty hipoteczne, które wywołały kryzys. Kosztowało je to już 100 mld dolarów.

To jeden z przykładów na to, że najpierw warto wyleczyć pacjenta winnego spowodowania wypadku, aby zapłacił z nawiązką za kurację, a także zrekompensował wywołaną katastrofę. Amerykańskie instytucje finansowe dostały od podatników setki miliardów dolarów, które ocaliły nie tylko ich byt, ale także stabilność amerykańskiego i globalnego systemu finansowego. Banki z nawiązką spłaciły udzieloną im pomoc. Administracja i władze regulacyjne nie puściły płazem spekulacji ryzykownymi papierami hipotecznymi, a także praktyk beztroskiego udzielania kredytów na zakup domów w czasie nieruchomościowej hossy. Ponieważ jednak nie zabija się kury znoszącej złote jaja, zaczęły wyciągać konsekwencje finansowe dopiero w momencie, gdy banki przynosiły krociowe zyski. Wielkie instytucje finansowe rozliczono w pierwszej kolejności. Teraz administracja zabrała się za średnie i mniejsze banki, chcąc pozamykać wszystkie sprawy przed wyborami w 2016 r. M&T Bank jest ostatnią nstytucją, która kilka dni temu poinformowała, że ma problemy związane z praktykami udzielania kredytów hipotecznych sięgającymi połowy minionej dekady.

Banki obciążają przede wszystkim dwa grzechy główne, które omal nie przewróciły globalnego systemu finansowego. Pierwszym było masowe udzielanie w latach 2004-2007 kredytów hipotecznych na zakup nieruchomości niemal każdemu, kto chciał kupić dom na rozgrzanym do czerwoności rynku. Z tego grzechu wynikał kolejny: pożyczki o podwyższonym ryzyku (subprime), które masowo przyznawano tuż przed pęknięciem bańki spekulacyjnej oraz pakowano w skomplikowane instrumenty finansowe i sprzedawano jako względnie bezpieczne, choć z wewnętrznej korespondencji wielu instytucji finansowych wynika, że zdawano sobie sprawę z ciążącego na nich ryzyka.

RZĄD UDZIAŁOWCEM BANKÓW

W momencie kryzysu finansowego całą uwagę poświęcono jednak ratowaniu systemu, który się rozsypywał na oczach świata. Upadł bank inwestycyjny Lehman Brothers, na granicy upadku znalazły się AIG i Washington Mutual, bank Merrill Lynch, aby uniknąć losu Lehmana, został przejęty przez Bank of America, a giełdy w USA po prostu tąpnęły. W 2008 r. Kongres w błyskawicznym tempie uchwalił Emergency Economic Stabilization Act. Ustawę podpisał kończący swoją drugą kadencję prezydent George W. Bush. W jej ramach powołano Troubled Asset Relief Program (TARP), który wprowadzała już w życie administracja Baracka Obamy. Obejmował on wiele działań – od skupowania i ubezpieczania kredytów hipotecznych i aktywów po dokapitalizowanie instytucji zagrożonych upadkiem. Banki uznane za „zbyt duże, aby mogły upaść” zasilone pieniędzmi podatnika nie tylko przeżyły, ale także zaczęły przynosić rekordowe zyski. W szczytowym okresie funkcjonowania TARP Departament Skarbu posiadał znaczne udziały w największych instytucjach finansowych. Na przykład w Citigroup zainwestowano 45 mld dolarów, ubezpieczając 306 mld dolarów w aktywach. W Bank of America – odpowiednio 45 mld dolarów i 118 mld dolarów. W ubezpieczeniowym gigancie AIG rząd kupił uprzywilejowane akcje warte 40 mld dol., w JP Morgan i Wells Fargo zainwestował po 25 mld dol. I tak dalej, i tym podobnie. Udziały te rząd stopniowo zbywał na giełdach, gdy sytuacja na rynku się ustabilizowała.

Trudno nie mówić o sukcesie. Program TARP de facto zamknięto w grudniu 2014 r., kiedy Departament Skarbu pozbył się ostatnich udziałów w Ally Financial. Bilans programu, w którym oprócz spółek finansowych uczestniczyły także dwa koncerny samochodowe – General Motors oraz Chrysler – był dodatni. Zainwestowano weń 426,4 mld dolarów. Rząd otrzymał z powrotem 441,7 mld. Uniknięto przy tym katastrofalnych konsekwencji upadku wielkich instytucji finansowych czy efektu domina po bankructwie firm motoryzacyjnych z Detroit.

CZAS ROZLICZEŃ

Na spłaceniu TARP się nie skończyło, bo federalny Departament Sprawiedliwości oraz prokuratury poszczególnych stanów z Nowym Jorkiem na czele nie odpuściły finansowym kolosom ich grzechów z okresu sprzed pęknięcia nieruchomościowej bańki. W 2012 r. prezydent Barack Obama powołał specjalny zespół, łączący przedstawicieli różnych agencji rządowych, który zajął się rozliczeniem banków przede wszystkim za sposób, w jaki obracały kredytami o podwyższonym ryzyku na rynku wtórnym.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pierwszy był JPMorgan Chase, który w listopadzie 2013 r. wynegocjował zamknięcie większości wszczętych już spraw za 13 mld dolarów. Sprawa posłużyła jako wzór przy negocjacjach władz z innymi instytucjami finansowymi. O pieniądze upomniały się zarówno instytucje federalne – przede wszystkim Departament Sprawiedliwości i Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, które inicjowały kolejne sprawy, ale także prokuratury poszczególnych stanów i lokalne instytucje regulacyjne. Wobec zalewu spraw i dochodzeń większość spraw rozstrzygano na drodze ugody po negocjacjach. W trudnej sytuacji znalazł się przede wszystkim Bank of America, który w 2008 r. przejął upadającego hipotecznego giganta Countrywide Financial Corp. On także został zalany pozwami ze strony agencji regulacyjnych i indywidualnych inwestorów, związanymi również z inną przejętą instytucją – bankiem inwestycyjnym Merrill Lynch & Co. Aby zamknąć sprawę sprzedaży papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi wysokiego ryzyka, Bank of America zgodził się ostatecznie zapłacić 17 mld dolarów. Musiał przy tym przyznać się publicznie do wprowadzania w błąd klientów w sprawie jakości zabezpieczonych hipotecznie papierówwartościowych. Z tej sumy 10 mld dolarów BoA musiał zapłacić w gotówce, a 7 mld to koszty różnego rodzaju programów pomocowych dla klientów banku, którzy nie mogli sobie poradzić ze spłacaniem kredytów zaciągniętych w okresie nieruchomościowej hossy. Citigroup Inc. w podobnej sprawie zgodził się zapłacić ponad 7 mld dolarów.

– Ugody z wielkimi instytucjami stworzyły modelowy wzór rozwiązywania spraw – uważa Eric Wasserstrom, analityk rynku kapitałowego w domu maklerskim SunTrust Robinson Humphrey. Inne wielkie banki uwikłane w operacje ryzykownymi papierami hipotecznymi lub udzielające masowo kredytów subprime – Wells Fargo & Co., Credit Suisse Group czy Goldman Sachs Group Inc. także wynegocjowały ugody.

BANKOWE SZTUCZKI

Zawierane ugody nie wszystkim się podobały. Protestowały organizacje występujące w imieniu konsumentów, czyli przede wszystkim właścicieli domów kupionych zbyt drogo i wartych teraz mniej niż ciążące na nieruchomościach obciążenia hipoteczne. Takie instytucje jak Better Markets i U.S. Public Interest Research Group przypomniały o podatkowych manewrach stosowanych przez banki, pozwalających na odpisanie przynajmniej części kar i sztuczne pompowanie kosztów programów pomocowych dla właścicieli domów. Tym niemniej jeszcze rok temu agencja ratingowa Standard & Poor’s szacowała wysokość wszystkich kar i zobowiązań finansowych narzuconych na duże banki za przyczynienie się do kryzysu finansowego na grubo ponad 100 mld dolarów, zastrzegając, że są to jedynie orientacyjne szacunki. Ale z drugiej strony S&P zastrzegał, że sumy te nie wpłyną na sytuację finansową banków i ich wiarygodność, ponieważ te po pierwsze odłożyły pieniądze na spodziewane odszkodowania, a po drugie – znów osiągają świetne wyniki finansowe.

Władze regulacyjne nie ograniczyły się jedynie do banków. Dostało się też agencjom ratingowym, oceniającym ryzyko kredytowe poszczególnych instrumentów finansowych. To właśnie wspomniany wyżej Standard & Poor’s zapłacił ponad miliard dolarów za oddalenie zarzutów w sprawie, jaką odegrał w okresie poprzedzającym kryzys finansowy. Władze twierdziły, że utrzymywanie zbyt wysokich ratingów dla skomplikowanych instrumentów finansowych zabezpieczonych ryzykownymi kredytami przyczyniło się do narastania spekulacyjnej bańki na rynku nieruchomości.

Po rozliczeniu wielkich przyszła pora na mniejszych. Konsekwencji nie uniknęły regionalne banki: PNC Financial Services Group Inc., Regions Financial Corp. czy Fifth Third Bancorp, które nie znalazły się na liście 20 największych instytucji finansowych „za dużych, aby mogły upaść”. W tych przypadkach kończyło się najczęściej na konsekwencjach cywilnych, bez konieczności przyznawania się do złamania prawa. Takich banków jak M&T, które znalazły się pod lupą, jest więc w USA więcej. Administracja Baracka Obamy wie, że musi się spieszyć z zamknięciem spraw przed wyborami w listopadzie 2016 r. Jeśli za rok wyścig do Białego Domu wygra republikanin, nowe władze regulacyjne mogą już dużo łagodniej rozliczać banki za błędy przeszłości. – Można się spodziewać, że znacznie więcej regionalnych banków zacznie teraz odkładać pieniądze na odszkodowania – ostrzega Frank Schiraldi, dyrektor domu maklerskiego Sandler O’Neill. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 37/2015
Więcej możesz przeczytać w 37/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Sąsiad Komorowskich   IP
    25 X podziękujemy PO za to, że nic nie robi dla polskiego narodu!!! Rząd PO wspiera kapitał zagraniczny (banki) kosztem polskich rodzin!!! Hańba!!!
    • TOMY BALBOA   IP
      W POLSCE WŁADZA MA W D...........E OBYWATELA. LICZY SIĘ TYLKO DARMOWA KASA DLA SIEBIE I KLANÓW PARTYJNO-URZĘDNICZYCH . BANKSTERZY KAŻĄ LUDZIOM PŁACIĆ LICHWĘ LICHWĘ OSZUKUJĄ - FRANKOWICZÓW A PAŃSTWO NIC NIE ROBI USTAWA FRANKOWA TO BUBEL ZROBIONY PRZED KAMPANIĄ ALE 25 PAŹDZIERNIKA POGONIMY TĄ BANDĘ PO