Internet obywatelski

Internet obywatelski

Społeczeństwo obywatelskie w Polsce rośnie w siłę dzięki sieci. Internet pozwala kontrolować władzę, walczyć z bankami czy rozwijać naukę.

Kiedy w 2014 r. grupa studentów Politechniki Wrocławskiej w ramach międzynarodowego konkursu Inspiration Mars zaprojektowała załogową misję na Marsa, radość mieszała się ze smutkiem. Polscy studenci zakwalifikowali się do finału konkursu, ale nie byli w stanie dostać się do San Jose. Pieniędzy szukali na polskiej platformie crowdfundingowej PolakPotrafi.pl. Ich apel chwycił za serca polskich internautów, bo studenci założyli sobie za cel zebranie 4 tys. zł. Ta kwota miała pozwolić na wysłanie do finałowego etapu konkursu jednej osoby. Reprezentanta całej grupy. Odzew przeszedł ich najśmielsze oczekiwania. Na podróż zrzuciło się ponad tysiąc osób, które łącznie przekazały ponad 90 tys. zł. – Czuliśmy ekscytację. Pierwsze, o czym pomyślałem, to fakt, że będziemy potrzebowali nowej grafiki obrazującej procent zebranych pieniędzy.

Błyskawicznie pojawiły się media, rozdzwoniły się telefony. Trochę to było na wariackich papierach – wspomina Szymon Gryś, jeden ze studentów biorących udział w konkursie. Tak działa polskie społeczeństwo obywatelskie w internecie. Sieć pozwala organizować się na większą skalę. – Wydaje mi się, że znaczna część społeczeństwa obywatelskiego wykracza poza tradycyjne stowarzyszenia – przyznaje Alek Tarkowski, socjolog internetu oraz dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska. – Dużo mówimy o hejcie w sieci, a nie patrzymy na pozytywne aspekty związane z internetem. Nawet fora wędkarzy czy serwisy kucharskie to przestrzenie, w których kwitnie życie społeczne – mówi.

KAWIARNIA DLA NIEPEŁNOSPRAWNYCH

– Crowdfunding jest genialnym narzędziem do organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Nie musimy zawsze polegać na państwie, jego pieniądzach i jego organizacji – tłumaczy Jakub Sobczak, założyciel PolakPotrafi.pl. To jeden z największych portali tego typu w Polsce. Oczywiście nie ma tu mowy o rozmachu rodem z zachodniego Kickstartera, przez który przepływają miliardy dolarów, ale liczby mimo wszystko robią wrażenie. Od początku funkcjonowania serwisu użytkownicy wpłacili już ponad 9 mln zł, a udało się zrealizować niemal 1900 projektów. – Wiele kwestii można więc załatwić samodzielnie. W pewnym sensie to taka demokracja pieniądza. Jakaś grupa może coś zorganizować. Jeśli się podoba, można się dorzucić. Jeśli nie – to nie trzeba płacić – przekonuje Sobczak. Dzięki wsparciu od użytkowników platformy w Poznaniu powstała Dobra Kawiarnia. Są w niej zatrudniane osoby niepełnosprawne umysłowo. Przy 20 tys. zł pomocy stworzono miejsce, w którym osoby potrzebujące stałej opieki mogą pracować. Dzięki pracy nie czują się wykluczone społecznie. Są także projekty wykraczające poza Polskę. Obecnie trwa zbiórka na budowę szkoły w Nepalu. Wpłacono już ponad 38 tys. z wymaganych 100 na pierwszy etap budowy. Nie każdy od razu zostanie obsypany darowiznami. – Odwołujemy się do wielu nieznanych nam osób z prośbą o pieniądze na realizację projektu. Dlatego musimy zbudować zaufanie – tłumaczy Sobczak. Zbiórki nie dotyczą abstrakcyjnych celów. Nikt nas nie zaczepi na ulicy i nie poprosi o pieniądze dla „głodnych dzieci”. Każdy projekt jest szczegółowo rozpisany. Wiadomo, kto organizuje projekt, dlaczego to robi i jak chce spożytkować pieniądze. Warto także działać w grupie – jedna osoba, która bierze na swoje barki całe przedsięwzięcie, nie budzi zaufania.

Projekt nie ma także szans bez społeczności skupionej dookoła niego. Jej budowa może trwać dłużej niż sam okres zbiórki i powinna ją poprzedzić. – Świetnie zrobił to Paweł Sroczyński z Fundacji Cohabitat. W całym kraju spotykał się z mniejszymi lub większymi grupami i opowiadał o swojej pasji – budowaniu domów pasywnych, z gliny, słomy. Na każdym spotkaniu poznawał kilkadziesiąt osób, którym przekazał wiedzę, a później były jego potencjalnymi wspierającymi. Budowanie społeczności to czasochłonny proces, ale później możemy otrzymać od niej „zwrot” w zainteresowaniu i często finansowaniu pomysłu – wyjaśnia Sobczak.

PATRZĄ NA RĘCE WŁADZY

Internetowe społeczeństwo obywatelskie to nie tylko przedsięwzięcia. To także kontrola władzy. Sieć Obywatelska Watchdog Polska powstała w 2003 r. Impuls dała Fundacja Batorego, która w 2000 r. zorganizowała program walki z korupcją. – Wielu ludzi lokalnie chciałoby coś w tej sprawie robić, ale brakowało im wiedzy. Fundacja uruchomiła szkolenia. Po trzech latach ich absolwenci zawiązali stowarzyszenie – mówi Katarzyna Batko-Tołuć, wiceprezes związana z Siecią Obywatelską od początku jej istnienia. Społeczność działająca w jej ramach stoi na straży prawa do informacji, które jest jednym z praw człowieka i warunkiem istnienia dobrego państwa. Sieć uczy, że obywatele mają prawo się dopytywać, jak działają władze i instytucje publiczne, oraz wiedzieć, jak skutecznie wpływać na ich decyzje. Szczególny nacisk kładzie się na samorząd terytorialny. Organizacja brała udział w kilkuset sprawach sądowych i udzieliła ok. 7 tys. porad. Ale początki były trudne.

– Przez wiele lat szukaliśmy sposobów patrzenia władzom na ręce. Okazało się, że pojedyncze rozsiane po Polsce osoby były bezsilne. Potrzebna była wiedza. Zaczęliśmy ją dostarczać i kształcić kadry – przyznaje Batko-Tołuć. Punktem przełomowym był jednak rozwój internetu, który bardzo ułatwił pracę z prozaicznego powodu: tak jest po prostu taniej. – Ludzie bardzo szybko wymieniają się na forach swoimi spostrzeżeniami i podpowiadają, co zrobić. Przez internet można także kontaktować się z nowymi ludźmi – wyjaśnia wiceprezes organizacji. Często za sprawy społeczne biorą się osoby, które wcześniej się nie interesowały takimi kwestiami. Bodźcem może być np. inwestycja w sąsiedztwie, która budzi kontrowersje – budowa wysypiska śmieci czy stawianie wiatraków. Czasem zaś likwidacja szkoły czy przychodni. Ludzie zadają sobie pytania, dlaczego nic o tym nie wiedzieli i czy takie działanie jest słuszne.

– Wtedy zaczynają szukać pomocy. Najczęściej w internecie, a tam trafiają na nas – organizację doświadczoną w patrzeniu lokalnym władzom na ręce – tłumaczy Batko-Tołuć. W wielu przypadkach rozwiązanie własnej sprawy to tylko początek dalszej pracy. Niektórzy wracają, aby pogłębiać swoją wiedzę i pomagać innym, którzy znajdą się w kłopotliwej sytuacji. Tak właśnie postąpił Michał Stępniak z Fajsławic, który nie mógł wybudować domu na swojej działce ze względu na planowaną w pobliżu farmę wiatrową i związany z nią hałas. Zaczął walczyć o swoje – znalazł osoby w podobnej sytuacji i rozpoczął protest. Na Facebooku założył grupę „Gmina Fajsławice bez Wiatraków”. Zebrał kilkaset podpisów przeciwko inwestycji. W efekcie lokalne władze zrezygnowały. Podjęto uchwałę, w której uznano inwestycję za źle przygotowaną. Stępniak po zakończeniu swojej sprawy działał jednak dalej. Założył portal internetowy Fajsławice24, który funkcjonuje do dzisiaj i jest skutecznym narzędziem do nacisku na władzę w innych sprawach.

OD ZBIOROWYCH POZWÓW DO AWARII DIESLA

Olbrzymią popularnością cieszą się pozwy zbiorowe. – Gdyby nie internet, przepisy o nich byłyby martwe. Wszyscy widzieliśmy w mediach historie związane z frankowiczami, którzy nie tylko walczyli z bankami, ale i doradzali sobie wzajemnie za pośrednictwem sieci – przypomina Tarkowski. Społeczność frankowiczów jest rzeczywiście niezwykle zorganizowana. Na stronie Frankowcy.org.pl można znaleźć odnośniki do pozwów zbiorowych skierowanych przeciwko aż dziesięciu różnym bankom, które oferowały kredyty we frankach. Dla przykładu do udziału w pozwie zbiorowym tylko przeciwko PKO BP SA szykuje się 150 klientów, którzy czują się poszkodowani. Polski internet pełen jest także społeczności skupionych wokół konkretnego tematu. Przykładem są fora motoryzacyjne. Polacy, po części przyzwyczajeni do samodzielnego naprawiania aut, a po części także oszczędni, w przypadku awarii często najpierw siadają do internetu. Mniej popularni producenci mają fora poświęcone swojej marce. W przypadku popularniejszych marek są nawet strony poświęcone konkretnym modelom.

Na polskim forum poświęconym volkswagenom golfom jest zarejestrowanych niemal 150 tys. użytkowników, którzy stworzyli ponad 120 tys. tematów poświęconym kwestiom technicznym. Liczba wypowiedzi przekroczyła już milion. Szybka diagnoza pozwala na samodzielną naprawę lub wizytę w warsztacie z konkretną wiedzą. Dzięki niej nie damy się naciągnąć na zbędne wydatki.

ZACZNIJ DZIAŁAĆ JUŻ DZIŚ

Według Tarkowskiego nowoczesne społeczeństwo obywatelskie może istnieć bez internetu – ale na znacznie mniejszą skalę. Projekty prowadzone przez osoby z jednej szkoły czy miasteczka z przyczyn logistycznych nigdy nie osiągną rozmiaru, który cechuje projekty sieciowe. – Sieć pozwala na szybkie dostarczenie informacji. Bez niej byłoby nam znacznie trudniej instruować ludzi. Dla związanych z nami osób jest ważne, aby mieć instrukcję działania. Chodzi o szybkie poradniki, wzory pism włącznie z komentarzami – twierdzi Batko-Tołuć. Każdy z nas może drobnym nakładem sił czy funduszy podnieść jakość życia w Polsce. Na PolakPotrafi.pl w zeszłym roku zebrano niemal 70 tys. na stworzenie bezpłatnego, cyfrowego zestawu edukacyjnego do nauczania podstaw przedsiębiorczości. Może z niego skorzystać każda szkoła ponadgimnazjalna w Polsce. Czy jest dobry? Pracowali nad nim Mateusz Machaj, Krzysztof Rybiński i Robert Gwiazdowski. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 38/2015
Więcej możesz przeczytać w 38/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0