Zmiany rozpisane na godziny

Zmiany rozpisane na godziny

W spółkach z udziałem Skarbu Państwa trwa przeliczanie kontraktów menedżerskich. Prezesi kalkulują, czy bardziej im się opłaca podać do dymisji, czy czekać na zwolnienie. Czasu zostaje mało, bo zmiany w spółkach mają się zakończyć w styczniu.

Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym to była jedna z pierwszych inicjatyw nowej parlamentarnej większości. Prace toczyły się w błyskawicznym tempie. Podobnie jak w przypadku zmian w ustawie o działach administracji państwowej, bez której PiS nie mógł dokonać planowanych przemeblowań w kompetencjach ministerstw. Nowy podatek, który wprowadziła nowelizacja, musiał zostać uchwalony i podpisany przez prezydenta przed 1 grudnia. Tak, żeby od nowego roku pracownicy państwowych spółek musieli zapłacić fiskusowi 70-proc. od odpraw, jeżeli przekroczą one wartość trzech wynagrodzeń, oraz od odszkodowań za zakaz konkurencji, jeśli został on określony na dłużej niż sześć miesięcy.

W OBAWIE PRZED WALNYM

Projekt zmiany ustawy wprowadzającej 70-proc. podatek od wysokich odpraw i odszkodowań szybko zyskał miano projektu pod publikę, ponieważ jego zapisy ograniczają się jedynie do nielicznych już spółek, w których Skarb Państwa ma większość udziałów. To choćby gazowy PGNiG czy energetyczne PGE, Energa, Enea. Poza działaniem ustawy pozostały inne kolosy, w których państwo ma nadal duży, często kontrolny pakiet. A wola ministra nadzorującego przedsiębiorstwo jest dla niego w zasadzie wiążąca. To choćby PKN Orlen, KGHM czy PZU. Jak to działa, najlepiej było widać w przypadku największego w kraju ubezpieczyciela.

W zeszłym tygodniu wieloletni prezes PZU Andrzej Klesyk podał się do dymisji. Złożył rezygnację po ośmiu latach zarządzania spółką na prośbę ministra skarbu państwa Dawida Jackiewicza, reprezentującego największego udziałowca. Państwo ma w PZU trochę ponad 35 proc. udziałów. Klesyk tak się tłumaczył z dymisji: prawem właściciela jest dobór osób desygnowanych do kierowania spółką, szanuję to prawo. Trudno jednak uznać, że to jedyny powód złożenia rezygnacji. Tym bardziej że Ministerstwo Skarbu z takim żądaniem zwróciło się do Klesyka tydzień przed dymisją. Co więc mogło wpłynąć na decyzję prezesa PZU? Zapewne dobra kalkulacja. I pewna obawa. Oczywiście nie przed bezpośrednim działaniem ustawy i nowego podatku dla menedżerów. Ten Andrzeja Klesyka by nie objął. Skarb Państwa nie ma w spółce większości udziałów. Wspomniana obawa i kalkulacja ma jednak sporo wspólnego z wprowadzonym pospiesznie podatkiem od „konfitur”.

Nie można wykluczyć, że akcjonariusze spółek, w których Skarb Państwa ma zdecydowany głos, będą chcieli dostosować regulamin wynagradzania swoich pracowników i menedżerów do przyjętej przez Sejm ustawy obcinającej ponadnormatywne odprawy i odszkodowania. Obrazowo można to ująć tak: lepiej podać się do dymisji i skorzystać z odpraw i odszkodowań za zakaz konkurencji niż czekać, aż walne zgromadzenia spółek zasugerują radom nadzorczym dokonanie zmian w regulaminach i zacznie się negocjowanie aneksów zmieniających umowy. – Takie decyzje jak Andrzeja Klesyka należy rozumieć jako ucieczkę przed walnymi – mówi osoba pracująca dla rządu. Czy jest to świadoma, zamierzona strategia PiS wobec menedżerów w spółkach, w których Skarb Państwa nie ma większości? Politycy tej partii zaprzeczają i tłumaczą, że to raczej efekt uboczny uchwalonej ustawy. – Nie było świadomego wymuszania. Prezesi sami się wystraszyli, że mogą stracić, i zaczęli przeliczać swoje kontrakty – mówi osoba, która wie, co dzieje się w państwowych spółkach.

MILIONOWE ODPRAWY I ODSZKODOWANIA

W podobny sposób miał „odpuścić” prezes PKP Jakub Karnowski. Wiadomo było, że nie ma żadnych szans na utrzymanie stanowiska. Uzyskał je jeszcze za czasów byłego ministra infrastruktury Sławomira Nowaka. Sam podał się do dymisji poproszony o to przez ministra skarbu państwa. Jego kalkulacja była podobna. Lepiej odejść na dotychczasowych warunkach niż narażać się na negocjowanie umowy menedżerskiej. Choć jego przypadek jest inny niż Klesyka, bo PKP to spółka w pełni państwowa. Karnowski będzie więc podlegał przepisom nowej ustawy. I jego ponadnormatywne odszkodowanie zostanie obłożone wysokim podatkiem. Mniej więcej wiadomo, ile straci. Prawdopodobnie przysługuje mu trzymiesięczna odprawa, a kontrakt gwarantował 24-miesięczny zakaz konkurencji. Odprawa to ok. 300 tys. zł, do tego odszkodowanie wynikające z zakazu – 1,7 mln zł. Jeśli ustawa zadziała, ta druga kwota zostanie obłożona nowymi obciążeniami, a więc Karnowski powinien otrzymać ok. 425 tys. zł. Podobne warunki finansowe miał członek zarządu PKP Piotr Ciżkowicz, który też złożył rezygnację.

Co mógłby stracić prezes PZU Andrzej Klesyk? Tego nie wiadomo. Zawartość kontraktów menedżerskich jest poufna. Zapytaliśmy, ile zarabiają członkowie zarządu Poczty Polskiej i jakie mają warunki na wypadek odejścia. Spółka odmówiła, zasłaniając się tajemnicą przedsiębiorstwa i dobrem osobistym członków zarządu. Politycy PiS, obejmując ministerstwa, też byli dosyć dobrze zorientowani, jak jest w spółkach i że zwyczaj przyznawania menedżerom bardzo korzystnych zakazów konkurencji to poważny problem i wydatek. Oczywiste było przecież (i jest), że przedsiębiorstwa z udziałem państwa czekają głębokie i nieuchronne zmiany. – Wiedzieliśmy, że było dużo długich umów – mówi osoba związana z rządem. Ile? Jakie? Tego powiedzieć już nie chce. Sygnały płynęły choćby od związków zawodowych. Także takie, że przed wyborami podporządkowane spółkom rady nadzorcze dokonywały korzystnych zmian w umowach prezesów. Pojawiły się nawet spekulacje, że aby zabezpieczyć się przed utratą korzystnych odpraw i odszkodowań do umów, wpisywane były kwoty wynagrodzenia netto. Byłoby to bardzo poważne nadużycie.

W ENERGETYCE IDZIE GŁADKO

PiS już przygotowuje się na ewentualne sprawy w sądach. Panuje przekonanie, że na jaw wyjdzie niejedna niespodzianka. Można się też spodziewać, że menedżerowie państwowych spółek będą się w sądach bronić przed nowym podatkiem. Wynika to z tego, że część prawników i opozycja uważa, że nie może on dotyczyć kontraktów menedżerskich i wynikających z nich odszkodowań. PiS zdecydowanie odrzuca taką interpretację. Argumentuje, że kontrakty menedżerskie i zakazy konkurencji bezpośrednio wynikają z przepisów ustawy o wynagradzaniu osób w państwowych spółkach (tzw. ustawa kominowa). Czy w związku z tym należy się spodziewać kolejnych dymisji podobnych do tych, do których doszło w PZU i PKP? Nie wszystkie spółki zamierzają wywiesić białe flagi. Według naszych informacji powalczyć chce choćby prezes miedziowego KGHM Herbert Wirth.

Nie zmienia to faktu, że politycy PiS konsekwentnie wprowadzają w życie plan zmian w sektorze kontrolowanym przez państwo. Przypomina to dobrze wypełniony arkusz w programie Excel. – Wszystko jest rozpisane co do godziny – zapewnia wysokiej rangi polityk PiS. Cała operacja ma się zakończyć do połowy stycznia.

W energetyce idzie gładko. W zeszłym tygodniu w Enerdze i Enei doszło do zmian w radach nadzorczych, a następnie w zarządach. Do rady nadzorczej PGNiG wszedł już wskazany przez ministra skarbu Piotr Woźniak. W piątek został oddelegowany do zarządu spółki. Jest typowany na jej nowego prezesa. Walne zgromadzenie zaplanowane jest na koniec grudnia. Pytać nie trzeba także o los PKN Orlen. Na czele tego strategicznego paliwowego koncernu z Płocka stanie zapewne zaufany Wojciech Jasiński. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

ZMIANY W SPÓŁKACH

NOWI PREZESI:

Enea – Wiesław Piosik, były prezes Energetyki Poznańskiej

Energa – Roman Ponikowski, były prezes elektrowni Ostrołęka

Tauron - Remigiusz Nowakowski, były wiceprezes Tauronu

PGNiG – Piotr Woźniak, były minister gospodarki

PGZ – Arkadiusz Siwko, były prezes Naftobazy

PKP – Bogusław Kowalski, były wiceminister gospodarki

KANDYDACI:

Orlen – Wojciech Jasiński, były minister skarbu

PZU – Michał Krupiński, były wiceminister skarbu

GPW – Stanisław Kluza, były minister finansów

Okładka tygodnika WPROST: 51/2015
Więcej możesz przeczytać w 51/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0