Jaskólski powiedział, że zakres artykułu "Rz" jest szerszy niż skierowany jeszcze w 1998 r. do sądu akt oskarżenia w tzw. aferze sprzętowej, wobec m.in. Ryszarda P. Tak prokurator wyjaśnił powód, dla których Prokuratura Apelacyjna wydała polecenie wszczęcia postępowania prokuraturze okręgowej.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie przypomniała, że jeszcze w lipcu 1998 r. skierowała akt oskarżenia w aferze sprzętowej przeciw dwóm byłym wysokim urzędnikom Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, w tym Ryszardowi P. któremu grozi do 10 lat więzienia. Proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Łodzi. Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy.
Sprawa jest zagrożona przedawnieniem - najważniejszy zarzut wobec P. - karalnej niegospodarności - przedawni się w 2010 r., ale mniej ważny - poświadczenia nieprawdy - już w 2005.
Oskarżeni w aferze to Ryszard P., były dyrektor departamentu prywatyzacji zamówień publicznych MZiOS oraz Tomasz D., doradca asystenta ministra zdrowia. Pierwszemu prokurator zarzuca m.in., że wbrew stanowisku ministerstwa uznał roszczenie, wynikające z nie wywiązania się z postanowień umowy zawartej z poznańską fabryką armatury medycznej POFAM. Ryszard P. stwierdził wtedy, że wierzytelność ta jest bezsporna, wymagalna i nadaje się do potrącenia z podatku dochodowego nabywcy. MZiOS miało dołożyć prawie 6 mln USD na wyposażenie POFAM-u. Fabryka ta jednak sprzedała zadeklarowany wkład ministerstwa na rynku wierzytelności. Kupiły go dwie wytwórnie polskich wódek z Sieradza i Bielska-Białej. P. poświadczył im, że jest to zobowiązanie jego ministerstwa, a tym samym - uznał ich roszczenia do potrąceń w podatku dochodowym.
Na tej podstawie urzędy skarbowe w 1995 r. dwukrotnie dokonały potrąceń w podatku dochodowym nabywcom tych wierzytelności. Skarb Państwa stracił na tym ponad 12 mln zł.
Ryszard P. wystawiał także firmom medycznym poświadczenia, że wskazane przez niego szpitale są winne pieniądze za dostarczony sprzęt medyczny, a długi powinien pokryć resort zdrowia. Prokuratura oskarża P. również o to, że po zwolnieniu dyscyplinarnym w lipcu 1995 r. nadal posługiwał się dyrektorską pieczątką i ministerialnymi drukami. Zaświadczenia wydawane przez P. pozwalały firmom "darować" sprzęt medyczny szpitalom, których nie było stać na jego zakup. P. wystawiał dla takiej firmy poświadczenie, że "obdarowany" szpital jest winien określoną sumę pieniędzy, a dług zwróci MZiOS. Takie poświadczenie było sprzedawane na rynku długów, dzięki czemu firma odzyskiwała część pieniędzy z "darowizny" dla szpitali. P. wystawił kilkadziesiąt takich poświadczeń na kwotę ponad 20 mln zł.
Według świadków w tej sprawie (dyrektorów szpitali, przychodni), firmy zgłaszały się do nich z propozycjami darowizny z polecenia P. Gdy szefowie szpitali dzwonili do niego, uspokajał ich twierdząc, że ministerstwo ureguluje wszystkie długi.
Ryszardowi P. najpoważniejszy zarzut postawiono z ustawy o ochronie obrotu gospodarczego. Jeden z jej artykułów mówi, że urzędnik, który rozporządza mieniem publicznym i nadużywa udzielonych mu uprawnień, wyrządzając przy tym szkodę majątkowi skarbu państwa na ponad 2 mln zł, podlega karze nawet do 10 lat więzienia.
Tomaszowi D. zarzucono, że w 1995 r. - jako doradca asystenta ministra zdrowia - uczestniczył w rozmowach z przedstawicielami banku Przemysłowego SA i Agros Holding SA. Spotkanie dotyczyło zawarcia cesji wierzytelności placówek służby zdrowia. W rozmowach D. występował - mimo braku uprawnień - jako przedstawiciel ministra zdrowia. Strony rozmów zapewniał - niezgodnie z prawdą - że negocjacje odbywają się przy aprobacie ministra. Według D., minister miał nie podważać bezsporności tych wierzytelności. D. grozi za to kara 5 lat więzienia.
Jednak specsłużby, które przez kilka lat zajmowały się tą sprawą nie były w stanie znaleźć dowodów przestępczej działalności Aleksandra Naumana - pisze "Rz". Specsłużby od 1996 r. badały aferę sprzętową, na której polski budżet stracił ok. 100 mln złotych. Jeszcze rok temu premier Leszek Miller zapewniał: "UOP nie znalazł związków Aleksandra Naumana z tą sprawą". Znalazła je natomiast "Rzeczpospolita", docierając w Szwajcarii do sprawozdania finansowego tamtejszej firmy Pharmakon, która na aferze sprzętowej zarobiła najwięcej. W tym dokumencie jest informacja, że na konta bankowe Aleksandra Naumana i jego wspólnika z branży medycznej Wacława Bańbuły szwajcarska spółka miała przekazać po niemal 200 tys. franków szwajcarskich.
W dodatku Nauman przez lata świadomie łamał ustawę antykorupcyjną, ponieważ miał firmę w Szwajcarii. Właśnie ta firma jest kluczem do całej układanki. Dokumenty, które znalazły się w posiadaniu "Rz", dotyczą działalności spółki Naumana i są uwierzytelnione przez Biuro rejestracji Działalności Gospodarczej w Zurychu. Spółka BNT powstała w marcu 1992 r. w szwajcarskim Wallisellen i działa do dziś. Udziałowcami są Nauman ("N" w nazwie spółki), jego wspólnik Wacław Bańbuła ("B") oraz Szwajcar Toni Staub ("T") - ujawnia dziennik.
Toni Staub to mózg wspomnianej firmy Pharmakon, która wyłudzała miliony z polskiego budżetu. W latach 1995-1996 Pharmakon wstawiał do polskich szpitali aparaturę, przekonując dyrektorów, że nie musza za nią płacić. Posługiwał się przy tym listem polecającym od dyrektora z Ministerstwa Zdrowia Ryszarda Pokrowskiego. Potem okazało się, że faktury za "darowany" sprzęt wraz z gigantycznymi odsetkami zaczęły jednak do szpitali napływać. Za wszystko zapłacił budżet. Skandal był znany jako afera sprzętowa lub afera Pokrowskiego.
ss, pap