7 razy Nicole Kidman. Najlepsze role

7 razy Nicole Kidman. Najlepsze role

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Nicole Kidman
Nicole Kidman / Źródło: yoyowall.com
Dla jednych ikona piękna, dla drugich przykład na to, że botoks jest cichym zabójcą aktorskich karier. Wszyscy muszą się jednak zgodzić co do tego, że Nicole Kidman wyrobiła sobie markę, jaką poszczycić może się niewiele gwiazd w jej wieku. Dziś, z okazji premiery „Królowej pustyni”, przyglądamy się siedmiu pamiętnym rolom Nicole.

„Królowa pustyni”, reż. Werner Herzog (2015)

Michał Kaczoń: W „Królowej pustyni” Nicole Kidman wciela się w Gertrude Bell (często zwaną „Laurencem z Arabii w spódnicy”), kobietę twardą, niezależną, która dzięki swojemu wdziękowi oraz sile perswazji była w stanie porozmawiać z przywódcami zwaśnionych krain, ba!, nawet doprowadzić do wyznaczenia linii demarkacyjnej między skonfliktowanymi terytoriami. Kidman ma tu dwa oblicza: prywatne (w kontaktach z mężczyznami, którzy zainteresowani są nią w sposób romantyczny) oraz „służbowe”/„biznesowe”, gdy przychodzi jej rozmawiać z przywódcami plemion. Ciekawe jest przede wszystkim płynne przejście między tymi maskami, a najlepszy moment filmu trafia się już na początku, gdy bohater Jamesa Franco uwodzi ją podczas jednej z wystawnych imprez w domu rodziców. Ich niewymuszona chemia przyciąga widza do ekranu, pokazując przy okazji, jak wycisnąć sto procent z niewielkiej roli.

„Oczy szeroko zamknięte”, reż. Stanley Kubrick (1999)

Bartłomiej Słoma: „Do you remember last summer at Cape Cod?” – rozpoczyna swój popisowy monolog upalona trawką Alice Harford, siedząc na podłodze, w nocnej bieliźnie, pod oknem małżeńskiej sypialni. Najbliższe pięć minut będzie należało w całości do niej. To jej show, scena-klucz zawiązująca temat, rozpoczynająca podróż. Długie, opadające czerwone zasłony przywodzą na myśl teatralną kurtynę, a kontrujące je błękitne światło ulicznych latarni wprowadza element odrealnienia, tajemnicy, świadomość sennego marzenia. Kidman gra obłędnie, uwodząc urodą i seksualnością. Kobieca, świadoma, pewna siebie. Emocjonalna amplituda zmienia jej twarz z sekundy na sekundę, a podobne stężenie erotycznego napięcia znaleźć można jeszcze tylko w słynnym monologu Almy z bergmanowskiej „Persony”. Ostatni, wielce niedoceniony obraz Stanleya Kubricka to nie tylko oczywista maestria reżyserii i lekcja filmowej dramaturgii, ale też popis „najgorętszej pary Hollywood” lat dziewięćdziesiątych, z palmą pierwszeństwa dla bezbłędnej Nicole.

„Moulin Rouge!”, reż. Baz Luhrmann (2001)

Jędrzej Dudkiewicz: Zacznę z grubej rury – tak jak nie jestem wielkim fanem tego gatunku filmowego, tak „Moulin Rouge!” uważam za najlepszy musical w historii. Wspaniałe piosenki, świetna choreografia, niesamowite scenografie i kostiumy zatopione w feerii barw. Do dziś żałuję, że nie dane mi było obejrzeć filmu Baza Luhrmanna w kinie, na dużym ekranie. Nicole Kidman, wraz z partnerującym jej Ewanem McGregorem, stworzyli tu wspaniałe role – między aktorami czuć niesamowitą chemię, oboje też wykonywali swoje piosenki bez zarzutu. Relacji Satine i Christiana zwyczajnie nie da się nie kibicować. Kidman pokazuje tu wszystko – drapieżność, uwodzicielskość, romantyzm, lęk, miłość. Doskonała rola, słusznie nagrodzona między innymi Złotym Globem. Zaprawdę, jeśli ktoś nie uronił łzy pod koniec „Moulin Rouge!”, ten ma chyba serce z kamienia.

„Godziny”, reż. Stephen Daldry (2002)

Piotr Nowakowski: Opisując najlepsze role Nicole Kidman, nie sposób nie wspomnieć o roli Virginii Woolf w filmie „Godziny” Stephena Daldry’ego. Ten tak często krytykowany i uważany przez widzów za nużący film otrzymał aż dziewięć nominacji do Oscara, ale tylko jedna z nich zamieniła się w statuetkę – nominacja dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Kidman była w roli Virginii Woolf nie do poznania, wystarczy spojrzeć na plakat lub kadry z filmu. Zdjęcia nie oddadzą jednak fenomenu jej aktorstwa. Nicole w doskonały sposób ukazała pogłębiającą się chorobę psychiczną znanej pisarki, począwszy od stanów depresyjnych, a kończąc na przejawach totalnego szaleństwa. Wielka szkoda, że w swej późniejszej karierze aktorka nie zdecydowała się na zagranie podobnej roli. Osobiście wolę ją jako schizofreniczkę lub wariatkę niż posągową damę w dramatach obyczajowych. Kto wie, może już wkrótce aktorka znowu czymś nas zaskoczy?

„Australia”, reż. Baz Luhrmann (2008)

Małgorzata Czop: Historia miłości, emancypacji i walki o swoje. Nicole Kidman zachwyca, niczym Meryl Streep w „Pożegnaniu z Afryką” czy Vivien Leigh w „Przeminęło z wiatrem”, rolą niezależnej kobiety, która posiada determinację i siłę, aby przenosić góry. Przechodzi transformację od wyważonej i zimnej damy do wrażliwej i pełnej dobroci kobiety. Pokazuje spektrum swoich możliwości, łączenia komedii, poczucia humoru z dramatem. Widać, że reżyser Baz Luhrmann ma rękę do tej australijskiej piękności, bo, po Moulin Rouge, zapewnia jej ogromną rolę, która staje się nośnikiem całej historii. Kidman doskonale spełnia się w eleganckich sukienkach i przykurzonych spodniach, przy czym nie daje się sprowadzić na mielizny wielowątkowemu scenariuszowi. Choć „Australia” jest pojemnikiem na wiele gatunków (od melodramatu, przez film historyczny, aż po kino drogi), Kidman pozostaje spójna i przekonująca w swojej roli.

„Między światami”, reż. John Cameron Mitchell (2010)

Dominika Pietraszek: Film, który mierzy się ze śmiercią dziecka, zawsze będzie projektem ryzykownym, narażonym na banał i ckliwość. Przed podobnym problemem stoi obsada. Jak wiarygodnie oddać rozpacz, unikając przy tym karykatury? Praca nad „Między światami” przypominała spacer przez pole minowe, a jednak reżyser John Cameron Mitchell oraz aktorski duet Nicole Kidman – Aaron Eckhart doszli do mety bez szwanku. Co więcej, rola Becci Corbett przyniosła Kidman trzecią w karierze nominację do Oscara. Tak jak Mitchell zręcznie ominął pułapki schematu, tak aktorka zamknęła ból swej postaci nie we łzach i minie cierpiętnicy, lecz w nerwowych tikach i poirytowaniu wypisanym na zmęczonej twarzy. Nie „spłaszczyła” żałoby, lecz uczyniła z niej tajemnicę znaną tylko matce, która straciła dziecko. Na tę udrękę nie ma remedium, co doskonale uwidoczniła ekipa „Między światami”.

„Szybki jak błyskawica”, reż. Tony Scott (1990)

Michał Nawrocki-Utratny: Zacznę może nieco przewrotnie, stwierdzeniem: nie lubię aktorstwa Nicole Kidman. Dla mnie pozbawione jest ono czegoś, co górnolotnie można nazwać „duszą”. Im nowszy film z Nicole Kidman, tym mniej pragnę go obejrzeć. Dlatego za jej najlepsze role uważam te z początku kariery. Postaci, które aktorka stworzyła w końcu lat 80. i początku lat 90., są jedynymi wartymi uwagi. Wtedy Kidman wychodziła jeszcze poza schemat, wedle którego na ekranie przede wszystkim „wygląda”, a dopiero potem pokazuje aktorskie talenty. Na jej twarzy, nieskażonej zbyt dużą ilością poprawek medycyny estetycznej, odmalowywały się jeszcze wtedy emocje. Jak wielu australijskich aktorów i aktorek w początkach swej kariery (choć Kidman urodziła się na Hawajach, ale dorastała w Australii) tak i Nicole stawiała na swoistą surowość i dzikość. Spośród tych początkowych ról moją ulubioną jest postać Dr. Claire Lewicki z „Szybkiego jak błyskawica”, w którym aktorka grała z Tomem Cruisem. Postać z tego filmu jest silną osobowością. To kobieta, która żyje w męskim świecie wyścigów samochodowych, ale nie podporządkowuje się jego zasadom, wręcz przeciwnie. To ona ustala tam zasady. Dlatego kiedy poznaje się z młodym, ambitnym kierowcą, oczywiste jest, że dojdzie do tarć. Jej bohaterka jest silna, ambitna, porywcza, namiętna, ale też czuła i empatyczna. Tak bogatego wachlarza emocji próżno dziś niestety szukać w rolach Kidman.

Film „Królowa pustyni” pojawi się na ekranach polskich kin już 8 kwietnia. Macie apetyt na więcej? Możecie ruszyć szlakiem Bell na północ Afryki, aż do Maroko – właśnie tam kręcono większość scen filmu z Kidman w roli głównej. W dniu premiery filmu na stronie sieci kin Helios rozpocznie się konkurs, w którym główną nagrodą będzie bon turystyczny o wartości 5 000 złotych na wycieczkę marzeń. Sponsorem nagrody jest wyszukiwarka wczasów Fostertravel.pl.

Czytaj także

 1
  • CHRISTOS   IP
    DEAD CALM