Top 5: kino skandynawskie

Top 5: kino skandynawskie

Dodano:   /  Zmieniono: 
„Wojna” / „Krigen” (2015)
„Wojna” / „Krigen” (2015) / Źródło: Nordisk Film / Aurora Films
10 czerwca na srebrnych ekranach zagości „Wojna” Tobiasa Lindholma – produkcja, która otarła się o Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego minionego roku. Sukces duńskiego reżysera skłonił nas do podsumowania osiągnięć kina skandynawskiego ostatniej dekady.

Dziesięciu współpracowników portalu Film.com.pl zagłosowało na pięć najlepszych ich zdaniem filmów skandynawskich powstałych w latach 2006–2016. Zliczone głosy zaowocowały niniejszym rankingiem – swoistym crème de la crème kina Szwecji, Danii i Norwegii. Gotowi na dawkę północnego fatalizmu?

Miejsce 5: „Oslo, 31 sierpnia”, reż. Joachim Trier (Norwegia 2011)

Dominika Pietraszek: „Ostatnio nie doświadczam żadnych silnych emocji” – słyszymy w pierwszych minutach „Oslo, 31 sierpnia”. Autor tych słów, 34-letni Anders, wypowiada je w ośrodku odwykowym dla narkomanów. Na dwa tygodnie przed końcem terapii bohater uzyskuje przepustkę, którą przeznacza na szereg spotkań. Nie myśli jednak o nowym starcie; sześć wyjętych z życiorysu lat uważa za stratę nie do odrobienia. Klamka już zapadła, a znajomi, rodzina i potencjalny pracodawca tylko wzmagają prostrację Andersa. I tak sierpniowy, parny dzień (moment symboliczny, kiedy przyroda wchodzi w etap przekwitania) staje się dniem osobistej apokalipsy tego młodego mężczyzny. Uważa się on za niezdolnego do przeżywania szczęścia, którego źródła upatruje w błahej codzienności spędzonej z bliskimi osobami. Zupełnie tak, jakby heroina wypłukała z niego życie i pozostawiła pustą łupinę. Joachim Trier kreśli fatalistyczny i bardzo intymny portret osoby, która mimo przymiotów zapewniających sukces – dobrej sytuacji materialnej, wykształcenia, wsparcia rodziny i przyjaciół – dąży do autodestrukcji. Reżysera nie interesują przyczyny tego pędu, lecz aktualny stan psychiczny bohatera. Tym samym „Oslo, 31 sierpnia” można postawić obok „Melancholii” Larsa von Triera, innego doskonałego obrazu o nieuchronnej katastrofie, o końcu świata obserwowanym z jednostkowej perspektywy.

Miejsce 4: „Pozwól mi wejść”, reż. Tomas Alfredson (Szwecja 2008)

Jędrzej Dudkiewicz: „Pozwól mi wejść” Tomasa Alfredsona to jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat. Zacząć należy od tego, że tak naprawdę nie jest to w ogóle opowieść o wampirzycy. Jest tu ona tylko symbolem, metaforą wolności. Bo to nie jest zwykły horror. W znacznie większym stopniu jest to opowieść o dorastaniu, o znajdowaniu w sobie siły. Do tego, żeby przeciwstawić się dręczycielom, do podejmowania decyzji, do życia. Krwiopijczyni jest katalizatorem, pomaga Oskarowi wyzwolić się z dręczących go problemów. Zresztą, paradoksalnie, to właśnie wampirzyca Eli jest najbardziej żywą postacią. Wystarczy popatrzeć na świat dorosłych, którzy żyją w wiecznym otępieniu, całe dnie nic nie robiąc. I w zasadzie nic nie jest w stanie wyrwać ich z tego letargu. Inną siłą filmu jest jego klimat i tajemniczość. Alfredsona nie interesuje kręcenie efektownych scen. Dlatego też większość nadprzyrodzonych zdolności wampirzycy jest dla nas niewidoczna. Wiemy, co robi, ale tego nie oglądamy, bo dzieje się to poza kadrem. Nie ma tu zbyt wielu strasznych, typowych dla horroru scen. Nastrój budowany jest za pomocą znakomitych zdjęć i oświetlenia, które wywołują w widzu coraz większe napięcie. To idealny przykład pokazujący dwie rzeczy. Po pierwsze, że wampiry nie są do końca wyeksploatowanym tematem. Przy pomocy talentu oraz pomysłu można nakręcić ciekawy film, wykorzystujący ich motyw. Po drugie zaś, to rzadki w ostatnich czasach przypadek, kiedy twórca kręcąc horror, nie obraża inteligencji. Swojej i widza.

Miejsce 3: „Turysta”, reż. Ruben Östlund (Dania, Francja, Norwegia, Szwecja 2014)

Małgorzata Czop: W jaki sposób obnażyć ludzką naturę? Jak odkryć prawdziwą twarz swojego partnera/partnerki? Ruben Östlund wrzuca rodzinę z dziećmi w ekstremalną sytuację, która jest tylko przyczynkiem do eskalacji konfliktu, wzajemnych pretensji i nieustannego napięcia. „Turysta” to fantastycznie rozegrany dramat psychologiczny, w którym króluje wyparcie, zaprzeczenia i pamięć wybiórcza. Tomas (Johannes Kuhnke) musi się zmierzyć z upadkiem mitu mężczyzny jako obrońcy rodziny, stawiając czoła prawdzie o swoich lękach i instynkcie przetrwania, który sprawił, że nie podołał w pełni roli męża i ojca. Podczas zejścia lawiny śnieżnej zostawił swoją rodzinę i jako pierwszy udał się w bezpieczne miejsce. Reżyser w skupieniu przygląda się narastającym wyrzutom oraz małżeńskim antagonizmom. „Turysta” wciąga i szokuje, a to wszystko przy pomocy oszczędnych środków i fantastycznie napisanych postaci.

Miejsce 2: „Melancholia”, reż. Lars von Trier (Dania, Francja, Niemcy, Szwecja 2011)

Emilia Koronka: Kino katastroficzne u Larsa von Triera to nie spektakularne zdjęcia klęsk żywiołowych, naprzeciw których staje dzielny bohater gotów zrobić wszystko, by uratować siebie i swoich bliskich. Katastrofa u Duńczyka to psychologiczne dramaty bohaterów, a przydarzający się ostatecznie koniec świata jest tylko swoistą kropką nad i. Zbliżająca się do Ziemi Melancholia wywołuje różne reakcje, u jednych pogłębia depresję, by ostatecznie wprowadzić w stan niemal błogiego pogodzenia się z nieubłagalnie zbliżającym się końcem, u innych wyparcie, które z czasem zmienia się w histeryczne zaprzeczenie. Widz od początku spodziewa się tego, jak zakończy się film, więc nie oczekuje zaskakującego plot twistu, lecz w napięciu obserwuje to, co dzieje się tu i teraz – stracie dwóch sióstr (Kirsten Dunst i Charlotte Gainsbourg), które w jakże różny sposób przeżywają ostatnie chwile na Ziemi. Widać w „Melancholii” von Trierowską obsesję beznadziejności, bije z niej szczerość przekonania o nieuchronnie zbliżającym się końcu, który zmieni wszystko w nicość. Nam pozostało tylko biernie się przyglądać, jak Melancholia zderza się z naszym światem.

Miejsce 1: „Polowanie”, reż. Thomas Vinterberg (Dania, Szwecja 2012)

Piotr Nowakowski: Spośród wielu widzianych przeze mnie skandynawskich filmów za najlepszy zdecydowanie uważam „Polowanie” Thomasa Vinterberga. Ze względu na swe bogactwo i rozwój gospodarczy kraje skandynawskie kojarzą nam się z pewnego rodzaju rajem, tymczasem rzadko zwraca się uwagę na obowiązującą tam restrykcyjną politykę i siłę tłumu. Co prawda wściekłe i zajadle hejtujące tłumy zdarzają się wszędzie, ale w filmie Vinterberga nabiera to szczególnego znaczenia. Zaniedbywana przez niemających dla niej czasu rodziców Klara obdarza uczuciem swego nauczyciela, a kiedy zostaje przez niego odtrącona, zdobywa się na kłamstwo, które niszczy całe jego poukładane życie. I kiedy jakiś czas później dziewczynka próbuje naprawić swój błąd i przyznaje, że tak naprawdę do niczego nie doszło, to nie ma już żadnego znaczenia. Osąd został wydany, wściekły tłum wybiera się na polowanie… Poza przewodnim kontrowersyjnym tematem pedofilii pojawia się też tutaj kilka innych motywów: zaniedbywania dzieci przez rodziców, restrykcyjnej skandynawskiej polityki, zamkniętych społeczności, wreszcie trudnej przyjaźni i ogromnej miłości pomiędzy ojcem i synem. Mocne, wyraziste i angażujące widza kino z fenomenalnymi rolami Madsa Mikkelsena i Anniki Wedderkopp.

Czytaj także

 0