Trzy Polki znikają podczas wakacji na Sycylii. Skąd wziął się pomysł na tę historię?
Niestety z życia. Moja przyjaciółka opowiedziała mi mrożącą krew w żyłach historię, która wydarzyła się naprawdę. Ona, jej córka i koleżanka podczas wakacji w Neapolu wybrały się na wycieczkę. Ich mężowie zostali w hotelu. Dlaczego? Nie pytaj. Ja nie pytałem.
Trzy atrakcyjne blondynki wyruszyły same w drogę i na dodatek komunikacją publiczną. Cóż się mogło wydarzyć? Przecież były we Włoszech, w cywilizowanym kraju, w centrum Europy. Kiedy wracały, zabłądziły i zapytały o drogę sympatycznego straganiarza. Starszy mężczyzna wskazał im dworzec i życzył bezpiecznej podróży. Kiedy kobiety usiadły w pociągu, córka zauważyła mężczyznę, który je obserwował. Początkowo matka nie potraktowała tego poważnie, ale kiedy kobiety przeszły do innego wagonu, a on zrobił to samo, przestało być zabawnie. Na końcowej stacji wybiegły z pociągu i ukryły się za rogiem budynku. Obserwowały, jak podejrzany mężczyzna przepycha się przez tłum pasażerów i nerwowo rozgląda. Po pewnym czasie złapały taksówkę i wróciły do hotelu. W ich przypadku skończyło się na strachu. Ja moim bohaterkom zgotowałem dużo gorszy los.
Marek Szczygieł, bohater „Familii” nie jest przysłowiowym rycerzem na białym koniu. To niewierny mąż, alkoholik i osoba, która długo ucieka od odpowiedzialności. Dlaczego właśnie taki człowiek musi walczyć o życie swojej rodziny?
Przede wszystkim chciałem, żeby śledztwo prowadził ktoś inny, a nie policjant. To podnosi poprzeczkę przed protagonistą, ponieważ stawia przed nim wiele ograniczeń. Przede wszystkim brak dostępu do nowoczesnych technologii, jakimi dysponują dziś organy ścigania. W ten sposób mogłem wrócić do tradycyjnych metod poszukiwania prawdy, stosowanych przez legendarnego Sherlocka Holmesa. Jedyną bronią mojego bohatera jest jego intelekt, przynajmniej w początkowym procesie dochodzenia do prawdy. Potem dochodzi jeszcze jego determinacja i bezwzględność w działaniu. Dodatkowo Marek próbuje odszukać żonę i córkę w obcym kraju, więc kolejnymi przeszkodami są bariera językowa i kulturowa. Wszystko jest obce. Na dodatek policja nie pomaga. Postawcie się w takim położeniu. To wydaje się misja niemożliwa.
Czy „Familia” jest również opowieścią o człowieku, który dopiero w sytuacji granicznej zaczyna rozumieć, co naprawdę jest dla niego ważne?
Marek z początku powieści to facet, który całkowicie się w życiu pogubił. Jego stępiony alkoholem umysł szuka uciech w ramionach mniej lub bardziej przypadkowych kobiet, a kiedy wytrzeźwieje, wyrzuty sumienia topi w kieliszku. Błędne koło. W końcu całkowicie się zatraca. Nie wie już, co jest w jego życiu ważne. Myślę, że wielu z nas zdarza się utracić życiowy kompas. I niekoniecznie muszą to być takie ekstremalne sytuacje jak alkoholizm czy niewierność. Po prostu w codziennym pędzie zapominamy, co w życiu jest naprawdę istotne. Dopiero kiedy spotka nas prawdziwe nieszczęście, przewartościowujemy wszystko i dociera do nas, na czym tak naprawdę nam zależy. W obliczu zagrożenia zdrowia lub życia najbliższych wszystko inne przestaje być ważne. Tak też dzieje się w przypadku Marka. Kiedy dociera do niego, że jego żona i córka są w śmiertelnym niebezpieczeństwie, jego przemiana jest totalna. Z utracjusza, bawidamka i pijaka zmienia się w bohatera z krwi i kości.
Marek jest chirurgiem, a jednocześnie w pewnym momencie zaczyna przekraczać granice, których wcześniej zapewne nigdy by nie przekroczył. Czy chciał Pan pokazać, jak ekstremalna sytuacja zmienia człowieka?
Tak, taki był mój cel. Zawód Marka nie jest przypadkowy. Chirurg, który na co dzień ratuje życia swoim pacjentom, postawiony pod ścianą zmienia się w zimnego zabójcę. To kolejny element jego przemiany. Taki kontrast pokazuje jego determinację. Facet nie cofnie się przed niczym, aby uratować żonę i córkę. Ten fabularny zabieg miał dodać historii dramaturgii i sprawić, aby emocje były jeszcze większe.
Jedną z najciekawszych postaci w powieści jest kapral policji Carmela Librizzi, która pomaga Markowi – lekceważona przez kolegów z pracy, bez możliwości awansu i dalszego rozwoju zawodowego. Czy we Włoszech ciągle panuje patriarchalizm?
Sytuacja kobiet we Włoszech, a zwłaszcza na południu kraju, to temat na osobną książkę. Z jednej strony traktowane są z wielkim szacunkiem, a matki wręcz z nabożeństwem. Zjawisko to ma nawet swoje określenie: mammismo. Relacja syna z matką jest często najsilniejszą relacją w życiu mężczyzny. Kobieta pełni rolę strażniczki ogniska domowego. Ładnie to brzmi, ale w obecnych czasach często sprowadza się do dyskryminacji w bardzo wielu dziedzinach życia. Brak równouprawnienia rodzi kolejne problemy. Kobiety stają się całkowicie zależne od swoich mężów i ojców, co utrwala tradycyjny podział władzy w domu i osłabienie ich pozycji. To leży u podstaw kolejnej patologii, jaką jest przemoc domowa. We Włoszech zjawisko kobietobójstwa doczekało się nawet własnego określenia – femminicidio.
W „Familii” długo nie wiadomo, komu można zaufać. Czy od początku wiedział Pan, kto stoi za porwaniem?
Choć często podczas pisania improwizuję, tym razem od początku wiedziałem, jaka ma być oś fabularna tej powieści. Starałem się jednak tak skomplikować samą historię, aby nawet w momencie, kiedy czytelnik poznał sprawców, dalej towarzyszyły lekturze emocje. Mam nadzieję, że mi się to udało.
Co jest trudniejsze: wymyślić zaskakujące zakończenie czy tak poprowadzić fabułę, żeby czytelnik nie domyślił się go wcześniej?
Sądzę, że samo wymyślenie zaskakującego zakończenia nie jest trudne. Cała sztuka polega na tym, aby w logiczny sposób do niego historię doprowadzić, tak klucząc i myląc tropy, żeby czytelnik był finałem opowieści zaskoczony. Ważne jest jednak to, aby zakończenie było logiczne, a sprawca nie został przez autora „wyciągnięty z kapelusza”. Uważam, że takie pseudozaskakujące zakończenie jest po prostu nie fair wobec odbiorcy.
Czy ma Pan własny sposób na budowanie napięcia?
Nigdy nie brałem udziału w warsztatach pisarskich, nie czytałem też żadnych poradników, jak napisać kryminał. Nie znam obowiązujących w gatunku zasad i paradoksalnie to jest mój atut. Dzięki temu moje książki wymykają się schematom. Wszystkie zastosowane w moich powieściach rozwiązania są intuicyjne. Ja po prostu staram się wymyślić ciekawą historię, a potem w interesujący sposób ją opowiedzieć. Na początku jest pomysł na zbrodnię, potem powstają w mojej głowie postacie głównych bohaterów, a następnie wymyślam poboczne wątki, których zadaniem jest zmylić czytelnika i wyprowadzić go na manowce. Samo zakończenie zwykle zmienia się kilka razy w trakcie procesu twórczego.
W „Familii” jedna zagadka zostaje rozwiązana, ale natychmiast pojawia się kolejna
To jest mój autorski patent, który nazywam „dwa w jednym”. Polega on na tym, że każda z moich powieści składa się jakby z dwóch historii, przy czym pierwsza płynnie przechodzi w drugą. Ten sprytny sposób pozwala mi utrzymać „wysokie napięcie” przez całą fabułę.
Sygnet z triskelionem staje się jednym z ważnych tropów. Dlaczego wybrał Pan właśnie ten symbol?
Triskelion to starożytny znak składający się z trzech połączonych ze sobą spiral, które wydają się wirować. Kojarzony był z energią życiową i siłami natury. Trzy ramiona symbolizują przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Ta definicja pasuje do Cosa Nostry, która jest zakorzeniona w tradycji, działa tu i teraz, cały czas patrząc w przyszłość. Dodatkowo chodziło mi o nawiązanie do sycylijskiej tradycji, z którą triskelion jest związany od lat. Jego odmiana znajduje się na fladze Sycylii: głowę Gorgony otaczają trzy zgięte nogi.
Czy możemy spodziewać się kolejnej historii osadzonej na Sycylii?
Mam już w głowie pomysł na kontynuację powieści, ale swoją decyzję uzależnię od reakcji czytelników na „Familię”. Jeżeli odbiór będzie pozytywny i czytelnicy polubią Carmelę Librizzi, młoda policjantka wróci do akcji. Jednak podobnie jak w pierwszej części, w drugiej też głównymi bohaterami planuję uczynić Polaków.
Powieść „Familia” Mariusza Kaniosa jest już dostępna w księgarniach.
MARIUSZ KANIOS jest jednym z najciekawszych polskich autorów kryminałów i thrillerów psychologicznych. Z wykształcenia ekonomista i archeolog, który przez wiele lat pracował jako dyrektor banku, po czym porzucił korporację na rzecz literatury. Zadebiutował w 2021 roku powieścią kryminalną „Uczynkiem i zaniedbaniem”, pierwszą częścią trylogii z komisarz Zuzanną Nowacką. Kolejne części to „Karty zła” (2021) i „Dobry człowiek” (2022). Następnie opublikował powieści w dwóch cyklach: z komisarz Alicją Romską – „Szepty moich lęków” (2022), „Zatoka syren” (2023) i „Fotoplastikon” (2023) oraz z prokuratorem Michałem Stróżem – „Pomroki” (2024), „Nieboskłon” (2025) i „Negatyw” (2025). Jego twórczość charakteryzują mocno zarysowane tło psychologiczne i poruszanie trudnych społecznych tematów.

