W życiu każdego dorosłego mężczyzny nadchodzi taki dzień, gdy chciałby wziąć sprawy w swoje ręce. Kibice piłkarscy mają to odczucie wyjątkowo często – niemal po każdym przegranym meczu naszej reprezentacji czy ulubionego klubu...
Seria gier piłkarskich Football Manager to paradoks. Bo choć zazwyczaj w świat rozrywki uciekamy, by oderwać się od problemów realnego świata, to w Managerze najbardziej liczy się właśnie realizm. Tego oczekują gracze, to uczyniło z tego programu jedną z najczęściej kupowanych gier na świecie.
Wcielamy się w niej w rolę szefa (trenera i menadżera) zespołu piłkarskiego. Prowadzimy drużynę w rozgrywkach ligowych i pucharowych. Ustalamy taktykę, wyszukujemy i kupujemy graczy, motywujemy ich do lepszej gry. Nagradzamy lub ganimy. Rozmawiamy z dziennikarzami i zarządem klubu. Gdy wygrywamy, zbieramy pochwały, gdy przegrywamy, możemy zostać zwolnieni z pracy (tak, wirtualne bezrobocie to nie fikcja!).
Football Manager 2010 to gra, której nie sposób poznać w całości. Umówmy się - normalnemu człowiekowi życia nie starczy, by spróbować sił w prowadzeniu drużyny w każdej z lig z ponad 50 krajów świata, czy by poznać przeszło 160 tysięcy dostępnych w grze piłkarzy! Ale... to nie jest problem. W rzeczywistości też przecież nie ma trenera, który by temu podołał. Mało kto też wie, jaki zespół przewodzi akurat w lidze indonezyjskiej...
Rozpoczynając rozgrywkę, możemy dokonać wyboru lig, które nas interesują (do sprawy trzeba podejść zdroworozsądkowo – im więcej piłkarzy i drużyn dostępnych w grze, tym większe wyzwanie dla procesora komputera). Kto grał we wcześniejsze wersje Managera, zaraz po uruchomieniu programu zauważy dużą zmianę – nowy interfejs. Nie wdając się w dyskusje o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą warto jedynie zauważyć, że raczej każdy szybko się adaptuje do nowego systemu. Co istotne, mamy teraz duży wpływ na liczbę i rodzaj informacji (odnośnie do sytuacji w innych klubach, ligach itp.), które dostarczane są nam podczas rozgrywki. W oczy rzuca się także większa aktywność naszych wirtualnych pomocników – zwłaszcza asystenta menadżera, który np. organizuje spotkania z członkami sztabu szkoleniowego, zachęca do udziału w przedmeczowych odprawach, przy okazji dostarczając mniej lub bardziej przydatnych porad.
Podpowiedzi dostępne są w grze niemal na każdym kroku. Asystent pomoże w wyborze sparingpartnerów, reżimu treningowego, zawodników do gry, itd. Nie należy ufać mu bezgranicznie, ale sam fakt wprowadzenia tych ułatwień - to dobre rozwiązanie. Nie każdy musi znać się na wszystkim, no ale w rzeczywistości trener też otoczony jest doradcami. Widoczne w grze uproszczenia wyszły jej na dobre. Przebudowany został system tworzenia meczowych taktyk. Schowane zostały suwaki – znak rozpoznawczy poprzednich wersji Managera. Teraz można ułożyć taktykę na mecz za pomocą konkretnych poleceń. Wydaje się to rozsądnym rozwiązaniem. Dobrych parę lat biegałem za piłką po różnych boiskach – i przysięgam, że żaden trener nie kazał mi grać w piłkę z determinacją 15 czy długością podań 8. Mówił za to, by walczyć ostrzej czy unikać długich podań. Mniej więcej tak właśnie teraz wygląda wydawanie poleceń wirtualnym graczom. Wskazujemy, czego mają robić więcej, a czego mniej (miłośnicy suwaków większość z nich znajdą w zaawansowanym trybie tworzenia taktyk). Nowością jest możliwość wydawania komend w czasie gry – poczuć się możemy jak trener stojący przy bocznej linii boiska, który przez 90 minut zawzięcie gestykuluje i podpowiada swoim piłkarzom. Trzeba jednak pamiętać, że komendy, które tu możemy wydać, dotyczą raczej całej taktyki, a nie bieżącej sytuacji na boisku. Czyli możemy zalecić, by nasi podopieczni więcej strzelali, agresywniej odbierali piłkę, ale nie możemy krzyknąć do obrońcy „nie faluj" albo do napastnika „strzelaj”.
Może za rok.
Podobnie jak w poprzedniej wersji gry mecze możemy (choć nie musimy) oglądać w trybie 3D. Gracze teraz lepiej poruszają się po boisku, mają większy repertuar ruchów, ładniejsze są stadiony. Ale oczywiście do jakości telewizyjnej transmisji jeszcze daleko. W oczy rzuca się przede wszystkim zbyt mała liczba kamer, z których możemy śledzić grę, nie najlepiej odwzorowano też kibiców.
Sam mecz – to najważniejsze! – trzyma w napięciu. Zdobyta bramka potrafi naprawdę ucieszyć, grając z silniejszym przeciwnikiem łatwo się złapać na tym, że mocno ściskamy kciuki i głęboko oddychamy, gdy nasi obrońcy w końcu zażegnają niebezpieczeństwo. A co się ciśnie na usta, gdy w ostatniej minucie sędzia odgwiżdże przeciwko naszej drużynie karnego, to aż strach cytować...
W wirtualnym meczu wyraźnie widać różnice w grze zespołu w zależności od tego, jakie wydamy piłkarzom polecenia, mamy więc realny wpływ na to, co się dzieje na boisku. Choć nierzadko przyjdzie się zmierzyć z frustrującym uczuciem bezradności, gdy żadne zmiany nie pomagają, a zespół wciąż gra słabo.
Poziom trudności to dyżurny temat forów internetowych poświęconych tej grze. Jedni zawsze przegrywają, inni małymi klubami zdobywają europejskie trofea. Ale to zawodowcy. Kto czasu na grę ma mało, na wielkie sukcesy raczej nie powinien się nastawiać – zwłaszcza grając polskimi klubami. Jak na dłoni widzimy tu mizerię naszego futbolu. Najlepszych piłkarzy podkupują nam zagraniczne kluby (gdy ich nie sprzedamy, gwiazdka potrafi się obrazić...), nowych nie bardzo jest skąd wziąć (zwłaszcza gdy w kasie pusto). No ale takie są realia, a przecież w tej grze chodzi o to, by odzwierciedlała rzeczywistość.
Wirtualny świat futbolu potrafi wciągnąć. Emocji – prawdziwych! - nie brakuje (znam dorosłych ludzi, którzy potrafili w ciągu dnia pracy obmyślać taktykę na mecz, który zagrają wieczorem po powrocie do domu). Słowem - jak w prawdziwym świecie. No prawie, bo twórcom gry nie udało się jednak odwzorować do końca polskiej rzeczywistości. Po zakończonym meczu wirtualna policja nie zabiera nam piłkarzy na przesłuchania do Wrocławia, przed rozpoczęciem sezonu nie ma cyrków z przyznawaniem licencji. Jest jak w normalnym świecie.
Wcielamy się w niej w rolę szefa (trenera i menadżera) zespołu piłkarskiego. Prowadzimy drużynę w rozgrywkach ligowych i pucharowych. Ustalamy taktykę, wyszukujemy i kupujemy graczy, motywujemy ich do lepszej gry. Nagradzamy lub ganimy. Rozmawiamy z dziennikarzami i zarządem klubu. Gdy wygrywamy, zbieramy pochwały, gdy przegrywamy, możemy zostać zwolnieni z pracy (tak, wirtualne bezrobocie to nie fikcja!).
Football Manager 2010 to gra, której nie sposób poznać w całości. Umówmy się - normalnemu człowiekowi życia nie starczy, by spróbować sił w prowadzeniu drużyny w każdej z lig z ponad 50 krajów świata, czy by poznać przeszło 160 tysięcy dostępnych w grze piłkarzy! Ale... to nie jest problem. W rzeczywistości też przecież nie ma trenera, który by temu podołał. Mało kto też wie, jaki zespół przewodzi akurat w lidze indonezyjskiej...
Rozpoczynając rozgrywkę, możemy dokonać wyboru lig, które nas interesują (do sprawy trzeba podejść zdroworozsądkowo – im więcej piłkarzy i drużyn dostępnych w grze, tym większe wyzwanie dla procesora komputera). Kto grał we wcześniejsze wersje Managera, zaraz po uruchomieniu programu zauważy dużą zmianę – nowy interfejs. Nie wdając się w dyskusje o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą warto jedynie zauważyć, że raczej każdy szybko się adaptuje do nowego systemu. Co istotne, mamy teraz duży wpływ na liczbę i rodzaj informacji (odnośnie do sytuacji w innych klubach, ligach itp.), które dostarczane są nam podczas rozgrywki. W oczy rzuca się także większa aktywność naszych wirtualnych pomocników – zwłaszcza asystenta menadżera, który np. organizuje spotkania z członkami sztabu szkoleniowego, zachęca do udziału w przedmeczowych odprawach, przy okazji dostarczając mniej lub bardziej przydatnych porad.
Podpowiedzi dostępne są w grze niemal na każdym kroku. Asystent pomoże w wyborze sparingpartnerów, reżimu treningowego, zawodników do gry, itd. Nie należy ufać mu bezgranicznie, ale sam fakt wprowadzenia tych ułatwień - to dobre rozwiązanie. Nie każdy musi znać się na wszystkim, no ale w rzeczywistości trener też otoczony jest doradcami. Widoczne w grze uproszczenia wyszły jej na dobre. Przebudowany został system tworzenia meczowych taktyk. Schowane zostały suwaki – znak rozpoznawczy poprzednich wersji Managera. Teraz można ułożyć taktykę na mecz za pomocą konkretnych poleceń. Wydaje się to rozsądnym rozwiązaniem. Dobrych parę lat biegałem za piłką po różnych boiskach – i przysięgam, że żaden trener nie kazał mi grać w piłkę z determinacją 15 czy długością podań 8. Mówił za to, by walczyć ostrzej czy unikać długich podań. Mniej więcej tak właśnie teraz wygląda wydawanie poleceń wirtualnym graczom. Wskazujemy, czego mają robić więcej, a czego mniej (miłośnicy suwaków większość z nich znajdą w zaawansowanym trybie tworzenia taktyk). Nowością jest możliwość wydawania komend w czasie gry – poczuć się możemy jak trener stojący przy bocznej linii boiska, który przez 90 minut zawzięcie gestykuluje i podpowiada swoim piłkarzom. Trzeba jednak pamiętać, że komendy, które tu możemy wydać, dotyczą raczej całej taktyki, a nie bieżącej sytuacji na boisku. Czyli możemy zalecić, by nasi podopieczni więcej strzelali, agresywniej odbierali piłkę, ale nie możemy krzyknąć do obrońcy „nie faluj" albo do napastnika „strzelaj”.
Może za rok.
Podobnie jak w poprzedniej wersji gry mecze możemy (choć nie musimy) oglądać w trybie 3D. Gracze teraz lepiej poruszają się po boisku, mają większy repertuar ruchów, ładniejsze są stadiony. Ale oczywiście do jakości telewizyjnej transmisji jeszcze daleko. W oczy rzuca się przede wszystkim zbyt mała liczba kamer, z których możemy śledzić grę, nie najlepiej odwzorowano też kibiców.
Sam mecz – to najważniejsze! – trzyma w napięciu. Zdobyta bramka potrafi naprawdę ucieszyć, grając z silniejszym przeciwnikiem łatwo się złapać na tym, że mocno ściskamy kciuki i głęboko oddychamy, gdy nasi obrońcy w końcu zażegnają niebezpieczeństwo. A co się ciśnie na usta, gdy w ostatniej minucie sędzia odgwiżdże przeciwko naszej drużynie karnego, to aż strach cytować...
W wirtualnym meczu wyraźnie widać różnice w grze zespołu w zależności od tego, jakie wydamy piłkarzom polecenia, mamy więc realny wpływ na to, co się dzieje na boisku. Choć nierzadko przyjdzie się zmierzyć z frustrującym uczuciem bezradności, gdy żadne zmiany nie pomagają, a zespół wciąż gra słabo.
Poziom trudności to dyżurny temat forów internetowych poświęconych tej grze. Jedni zawsze przegrywają, inni małymi klubami zdobywają europejskie trofea. Ale to zawodowcy. Kto czasu na grę ma mało, na wielkie sukcesy raczej nie powinien się nastawiać – zwłaszcza grając polskimi klubami. Jak na dłoni widzimy tu mizerię naszego futbolu. Najlepszych piłkarzy podkupują nam zagraniczne kluby (gdy ich nie sprzedamy, gwiazdka potrafi się obrazić...), nowych nie bardzo jest skąd wziąć (zwłaszcza gdy w kasie pusto). No ale takie są realia, a przecież w tej grze chodzi o to, by odzwierciedlała rzeczywistość.
Wirtualny świat futbolu potrafi wciągnąć. Emocji – prawdziwych! - nie brakuje (znam dorosłych ludzi, którzy potrafili w ciągu dnia pracy obmyślać taktykę na mecz, który zagrają wieczorem po powrocie do domu). Słowem - jak w prawdziwym świecie. No prawie, bo twórcom gry nie udało się jednak odwzorować do końca polskiej rzeczywistości. Po zakończonym meczu wirtualna policja nie zabiera nam piłkarzy na przesłuchania do Wrocławia, przed rozpoczęciem sezonu nie ma cyrków z przyznawaniem licencji. Jest jak w normalnym świecie.
