"Potrzebowałem dużo czasu, aby nabrać odpowiedniego dystansu do wojennych wydarzeń i móc zrobić ten film - powiedział Polański przed pokazem. - Fakt, że pokazuję ten film tutaj (w Niemczech) - ja, który byłem zamknięty w getcie, i że zrobiłem film o tych czasach z Niemcami, jest świadectwem, że ten kraj wie, jak należy postępować z przeszłością".
W produkcji filmu, będącego opowieścią o wojennych dziejach żydowskiego pianisty Władysława Szpilmana, brała udział również niemiecka wytwórnia filmowa z Babelsbergu oraz niemieccy aktorzy.
Film Polańskiego pokazuje, "co ludzie mogą uczynić ludziom, gdy przestają obowiązywać fundamentalne zasady godności człowieka i praw człowieka. Dotyczy to zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości" - powiedział przewodniczący Bundestagu Wolfgang Thierse.
Podkreślił, że film wchodzi na ekrany niemieckich kin w chwili, gdy Europa stawia decydujący krok w kierunku budowy dobrego sąsiedztwa - poszerzenia Unii Europejskiej. "Mocna przyjaźń pomiędzy Polską i Niemcami jest równie ważna dla sukcesu Unii, jak przyjaźń pomiędzy Niemcami i Francją". Ta przyjaźń - zdaniem Thierse'a - może być trwała tylko wtedy, gdy oba narody będą zdawały sobie sprawę z przeszłości.
"Właśnie z powodu tej przeszłości dążymy do wspólnej Europy, w której obowiązują prawa człowieka, ludzka godność, pokój, wolność i społeczna sprawiedliwość. Taka Europa nie może istnieć bez historycznej samoświadomości. Film Polańskiego, opowiadający o przeszłości, jest ważnym wkładem do tej europejskiej samoświadomości".
Po zakończeniu projekcji widzowie nagrodzili Polańskiego niezbyt burzliwymi oklaskami. Wcześniej niemiecki urząd oceny filmów uznał "Pianistę" za dzieło "szczególnie wartościowe".
em, pap
