Wypowiedź Donalda Trumpa z wtorku, która dotyczyła kluczowego dla NATO artykułu 5, wzbudziła falę niepokoju wśród sojuszników. Prezydent USA odmówił jednoznacznego poparcia dla zasady kolektywnej obrony, mówiąc: „jest wiele definicji” artykułu mówiącego o wzajemnej pomocy w razie zbrojnej napaści na jednego z członków sojuszu.
Słowa te rozbrzmiały szczególnie niepokojąco w kontekście wojny w Ukrainie i ryzyka rosyjskiej agresji wobec innych państw Europy Środkowo-Wschodniej.
W środę, podczas drugiego dnia szczytu w Hadze, Trump co prawda złagodził swój przekaz, deklarując poparcie dla artykułu 5 i zapewniając, że Ameryka „jest z sojusznikami do końca”, jednak ziarno niepewności zostało zasiane.
Na te doniesienia zareagował prezydent Andrzej Duda. Zapytany przez dziennikarzy o definicję artykułu 5 i stanowisko USA, odpowiedział jednoznacznie: „Jedną z kluczowych zasad w NATO jest jedność. Artykuł 5 jest jasny i wyraźny, i oznacza kolektywną obronę. I nie ma tu żadnej dyskusji wokół tego artykułu”.
Nowy próg wydatków: NATO chce 5 proc. PKB na obronność
Oprócz kwestii interpretacji traktatu, szczyt w Hadze poświęcony jest również ambitnemu planowi zwiększenia wydatków wojskowych. NATO rozważa nowy cel, jakim byłoby przeznaczenie 5 proc. PKB na obronność – znacznie więcej niż dotychczasowe 2 proc., które niektóre państwa członkowskie z trudem realizowały.
Dla prezydenta Dudy to krok w dobrym kierunku. W Hadze stwierdził: „Wszystko zapowiada, że będziemy mieli jedność” w tej sprawie, choć odniósł się również do zastrzeżeń niektórych członków sojuszu, w tym Hiszpanii.
„Jedną z kluczowych zasad NATO jest jedność. Jeśli podejmiemy decyzję o 5 proc., to nie ma dyskusji, czy ktoś wydaje, czy ktoś nie wydaje; wszyscy mają obowiązek wydawać” – podkreślił polski przywódca, przypominając, że bezpieczeństwo zbiorowe wymaga wspólnych wysiłków finansowych.
Hiszpania w kontrze do większości
Choć nowy cel wydatków jest popierany przez wiele państw NATO, Hiszpania wyłamała się z jednomyślności. Premier Pedro Sanchez, choć zapewnił, że nie będzie blokował wniosków końcowych szczytu, zadeklarował, że jego kraj zamierza przeznaczać na obronność nie 5 proc., a 2,1 proc. PKB.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte przyznał, że nie obawia się o wpływ stanowiska Hiszpanii na efekty szczytu, jednak nie ukrywał, że temat pozostaje kontrowersyjny.
Prezydent ostrzega przed Rosją: „Musimy się przygotować”
Podczas szczytu prezydent Duda odniósł się również do potencjalnego zagrożenia ze strony Rosji. Mimo że jego zdaniem Moskwa jest obecnie zbyt zaangażowana i wyczerpana wojną z Ukrainą, by rozważać kolejne agresje, to ryzyko w przyszłości pozostaje realne.
„Musimy się przygotować” – podkreślił prezydent, nawiązując do potrzeby długofalowego planowania i inwestowania w zdolności obronne zarówno Polski, jak i całego sojuszu.
Spór o ambasadorów: Duda kontra Sikorski
Równolegle z tematami bezpieczeństwa w Hadze rozegrała się kolejna odsłona sporu między prezydentem a rządem w sprawie odwołania trzech ambasadorów: Jakuba Kumocha (Chiny), Adama Kwiatkowskiego (Watykan) oraz Pawła Solocha (Rumunia).
Wszyscy oni byli w przeszłości blisko związani z Kancelarią Prezydenta – Kumoch i Kwiatkowski jako jego współpracownicy, a Soloch również jako były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
W środę głos zabrała szefowa Kancelarii Prezydenta, Małgorzata Paprocka, potwierdzając, że dokumenty z MSZ trafiły już do Pałacu Prezydenckiego. „Do Kancelarii Prezydenta wpłynęły dokumenty, informujące o takim zamiarze pana ministra Sikorskiego. To jest etap tzw. konwentu spraw zagranicznych, kiedy jest wyrażana decyzja.
Trudno sobie wyobrazić, by decyzja i stanowisko pana prezydenta w tej sprawie była inna niż negatywna. I nie chodzi o to, że to są byli współpracownicy pana prezydenta z Kancelarii, tylko o to, jak wykonują swoje obowiązki” – powiedziała Paprocka.
Duda: „To troszkę bulwersujące”
Andrzej Duda nie krył swojego zaskoczenia działaniami szefa MSZ i dodał, że „musi porozmawiać”, komentując zachowanie ministra Radosława Sikorskiego. „Ostatnio w dziwny sposób zmienił zdanie w stosunku do ustaleń – to troszkę bulwersujące” – ocenił.
Obaj politycy – prezydent i minister – są częścią delegacji biorącej udział w szczycie NATO, co nadaje ich sporowi dodatkowego wymiaru politycznego i międzynarodowego.
Konflikt o dyplomację trwa od marca
Spór na linii Pałac Prezydencki – MSZ trwa od marca 2024 roku, gdy minister Sikorski ogłosił decyzję o zakończeniu misji ponad 50 ambasadorów i wycofaniu kilkunastu kandydatur zgłoszonych przez poprzednie kierownictwo resortu. Prezydent Duda sprzeciwił się temu stanowczo, przypominając, że „nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać, ani odwołać bez podpisu prezydenta”.
W praktyce doprowadziło to do sytuacji patowej – w wielu placówkach dyplomatycznych, m.in. w Stanach Zjednoczonych, funkcje objęli wskazani przez MSZ dyplomaci nieposiadający formalnego statusu ambasadora. Przykładem jest Bogdan Klich, były minister obrony narodowej w rządzie PO-PSL, który zastąpił Marka Magierowskiego jako charge d’affaires w Waszyngtonie. Duda wielokrotnie sugerował, że nie uznaje Klicha za odpowiedniego kandydata na ambasadora w USA.
Kto ma rację? Prawo dyplomatyczne w praktyce
Zgodnie z Konstytucją prezydent mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli RP w innych państwach i przy organizacjach międzynarodowych. Z kolei ustawa o służbie zagranicznej precyzuje, że dzieje się to na wniosek ministra spraw zagranicznych, zaakceptowany przez premiera. Przed jego skierowaniem minister musi zasięgnąć opinii Konwentu Służby Zagranicznej, w którego skład wchodzą przedstawiciele: MSZ, Kancelarii Premiera, Kancelarii Prezydenta.
Obecna sytuacja pokazuje, że brak zgody na najwyższym szczeblu prowadzi do paraliżu.
Czytaj też:
Szef NATO ostrzega. Atak Rosji nawet za trzy lataCzytaj też:
Rzecznik MSZ apeluje o rozsądek po ataku USA na Iran: Nie jesteśmy biurem podróży
