PiS wiecznie żywy, czyli 7 przyczyn niezatapialności „dobrej zmiany”

PiS wiecznie żywy, czyli 7 przyczyn niezatapialności „dobrej zmiany”

Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński / Źródło: Newspix.pl / TOMASZ OZDOBA
Ostatnie miesiące to pasmo nieustających afer uderzających w obóz Zjednoczonej Prawicy. Każdy skandal wywołuje ogromne wzmożenie po stronie opozycji. Każdy miał oznaczać koniec rządu Mateusza Morawieckiego. Żadna afera nie przyniosła trwałego spadku poparcia. Obóz rządzący sprawia wrażenie pokryte go ochronną warstwą teflonu, którego żaden pożar nie potrafi zniszczyć. Wygląda na to, że popularność rządu Morawieckiego jest na tyle duża, że przysłania oczywiste wpadki i katastrofy wizerunkowe.

Prawdziwość tej tezy zostanie zweryfikowana w dniu wyborów 13 października. Częściowo została już jednak potwierdzona wynikami wyborów europejskich. Po aferze z wieżowcem Srebrna Tower, który miała stawiać fundacja związana z Jarosławem Kaczyńskim, wielu publicystów wieściło koniec PiS-u. Formację miała pogrążyć jeszcze afera pedofilska w polskim Kościele. Nic takiego się nie stało. W ostatnich europejskich wyborach PiS zdobył 45 proc. głosów. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w wyborach do europarlamentu tradycyjnie bardziej zmobilizowana jest liberalna opozycja, zrozumiemy, że PiS znajduje się w dobrej sytuacji przed październikiem. Wystarczy, że Jarosław Kaczyński utrzyma swój stan posiadania i utrzyma mobilizację wyborców. Czy kolejne afery z lotami marszałka Kuchcińskiego i afera hejterska w Ministerstwie Sprawiedliwości coś zmienią? Dlaczego afery nie szkodzą PiS-owi? Oto najpopularniejsze hipotezy na temat odporności „dobrej zmiany” na skandale.

1. Bańka informacyjna

Żyjemy dziś oddzieleni od siebie wirtualnym murem. Nie docierają do nas informacje spoza naszego kręgu znajomych. Każdy obóz polityczny ma własnego Twittera i Facebooka. Algorytmy wielkich korporacyjnych gigantów nie pozwalają na przenikanie informacji między „plemionami”. Pokazują nam tylko rzeczy, które lubimy. Podobnie rzecz się ma w kontekście tradycyjnych mediów. Opozycja ogląda TVN, słucha TOK FM i czyta „Gazetę Wyborczą”. Zwolennicy władzy oglądają TVP, słuchają Radia Maryja i czytają „Sieci”. Media stają się coraz bardziej perswazyjne i tożsamościowe. Jeśli zachęcają do krytyki, to tylko w obozie przeciwnika, jeśli chwalą, to tylko swoich. Bardzo rzadko się zdarza, żeby jakieś wydarzenie przecięło te wykluczające się zbiory.

2. Aferalna inflacja

Ile można słuchać oburzenia? Obie strony politycznego sporu uwielbiają popadać w stany moralnej paniki i histerii. Drobna wpadka urasta do katastrofy, niefortunna wypowiedź do planu zniszczenia Polski i polskich rodzin. W dodatku afery stają się coraz bardziej abstrakcyjne. Skandal związany z hejtowaniem sędziów przez pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości jest trudny do wytłumaczenia. Ile osób rozumie pojęcie „hejt”? Kto wie, jak działa Twitter i kim jest anonimowy wiceminister, który zlecał atakowanie sędziów w internecie? Nie mówimy o garstce doświadczonych politycznie obserwatorów, którzy i tak mają już wyrobione zdanie na każdy temat.

3. Politycy kradną, ale ci z pis-u się dzielą

Sam wielokrotnie słyszałem to zdanie. Wyborcy wiedzą, że ich wybrankowie nie są specjalnie mądrzy i uczciwi. Kojarzą politykę z realizacją partykularnych interesów i pragnień. Uznają, że takie są koszty demokracji. Prawo i Sprawiedliwość poprawiło jednak jakość życia milionom Polaków i to przede wszystkim dwoma prostymi posunięciami. Po pierwsze, rząd wprowadził minimalną stawkę godzinową dla zatrudnionych na umowach śmieciowych, która poprawiła los tysięcy ochroniarzy, sprzątaczek i innych ciężko pracujących ludzi. Po drugie, obóz rządzący wprowadził świadczenia gotówkowe na dzieci. Na zachodzie Europy to cywilizacyjne minimum. U nas nowe regulacje i transfery wywołały prawdziwą rewolucję i sprawiły, że wyborcy poczuli, że coś od nich zależy, a państwo może nie tylko zabierać, ale czasem też coś dać. Prawo i Sprawiedliwość zdobyło dzięki 500 plus ogromny kapitał wiarygodności, który w polityce jest wyjątkowo cenny. Nie tylko obiecało coś w kampanii, ale rzeczywiście zrealizowało swoje obietnice.

4. Ludzie sprzedali demokrację za 500 plus

Wyborcy PiS-u zostali „kupieni” przez Jarosława Kaczyńskiego, a więc póki im płaci, nie będą ich interesować żadne afery. Koniec rządów PiS-u może przynieść tylko głęboki kryzys gospodarczy, który doprowadzi do bankructwa państwa. To wyjaśnienie odporności PiS-u na afery wyjaśnia również źródła porażki opozycji. Narracja o sprzedaniu się populistom za 500 zł pokazuje ogromną pogardę wobec wyborców PiS-u i zdradza klasowy charakter politycznego konfliktu. Ściera się tutaj Polska syta kontra Polska głodna. Polska, w której 500 zł to jedno wyjście do restauracji, vs. Polska, w której 500 zł pozwala po raz pierwszy w życiu wyjechać na wakacje. Mantra „sprzedali się za 500 plus” pokazuje intelektualną miałkość i stanowi zasłonę dymną dla kryzysu polskiej demokracji, która doprowadziła do powstania głębokich podziałów społecznych i ekonomicznych. Zamożni wyborcy opozycji latami korzystali na rozwiązaniach liberalnych rządów, odmawiają jednak prawa głosu tym, którzy wspierają politykę, której beneficjentami są również mniej zamożni obywatele.

5. Afery zaczną szkodzić pis-owi w drugiej kadencji

PiS rządzi cztery lata, Platforma dopiero w drugiej kadencji pokazała miękkie podbrzusze. Za rządów Tuska nie brakowało afer i skandali. W 2009 r. wybuchła afera hazardowa, w którą zamieszani byli członkowie jego rządu. W 2010 r., na skutek rażących zaniedbań, rządowy samolot roztrzaskał się w Smoleńsku. W żaden sposób nie zmieniło to postawy wyborców wobec PO. Wybuch afery taśmowej też nie przełożył się natychmiast na notowania. W wyborach samorządowych w 2014 r. PO obroniła swoją dominującą pozycję. Dopiero rok później Ewa Kopacz przegrała wybory parlamentarne. Tempo zużycia władzy bywa jednak bardzo różne i trudno szukać tu jednego wzoru. Afera Rywina w 2003 r. położyła kres władzy Leszka Millera już po niecałych trzech latach rządów.

6. Za platformy kradli bardziej

Tego argumentu używają zwolennicy „dobrej zmiany” w obronie przewinień swoich ulubieńców. Przyznają, że nie wszystkie zachowania obozu rządzącego się im podobają, ale pamięcią wciąż wracają do poprzedniej władzy. Zazwyczaj przywołują efektowne statystyki ściągalności podatku VAT, jakby rzeczywiście dało się naukowo udowodnić, za czyich rządów „kradli bardziej”. Jest to argument w stylu „a u was biją murzynów”. Te wyjaśnienia uderzają jednak w czułą strunę. Platforma rozczarowała ogromne rzesze Polaków przez osiem lat swoich rządów, a pamięć o nich wciąż jest żywa. Badania pokazują, że strach przed powrotem PO do władzy jest silniejszy niż strach przed dalszymi rządami PiS-u.

7. Nie ma alternatywy

Wszystkie te wyjaśnienia, dlaczego afery nie topią PiS-u, nie byłyby potrzebne, gdyby istniała prawdziwa alternatywa wobec rządów Jarosława Kaczyńskiego. Nawet najuczciwszy rząd można obalić, jeśli opozycja jest lepiej zorganizowana, ma lepsze pomysły i wizję. Tymczasem lider PO przoduje w rankingach nieufności społecznej (szerzej piszemy o tym na s. 16). Opozycja długo nie potrafiła w swoich działaniach wyjść poza krytykę i straszenie PiS-em. Nie przedstawiła żadnej alternatywnej wizji rozwoju Polski i nie wykreowała liderów, którzy mogliby tą wizją zarazić wyborców. Jeśli PiS jakimś cudem straci władzę, będzie to dzieło przypadku, a nie skutecznej strategii i kolejnych skandali. Dopóki Polacy wierzą, że PiS jest w stanie zapewnić lepszą przyszłość im i ich rodzinom, Jarosław Kaczyński może spać spokojnie i żadne afery nie będą mu straszne.

Okładka tygodnika WPROST: 36/2019
Więcej możesz przeczytać w 36/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0