Donald Tusk zakpił z Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem ich spór dotyczył dzietności

Donald Tusk zakpił z Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem ich spór dotyczył dzietności

Donald Tusk
Donald Tusk Źródło: gov.pl/web/premier
Donald Tusk nie zamierzał pozostawić bez komentarza niedzielnej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat malejącej liczby urodzeń w Polsce. Szef PO w swoim stylu postanowił skontrować prezesa PiS.

Punktem wyjścia dla komentarza Tuska była wypowiedź Kaczyńskiego, wygłoszona podczas wiecu partyjnego w Leżajsku. Lider obozu, który przez osiem ostatnich lat rządził krajem, postanowił pochylić się nad niską liczbą urodzeń. Polityk ubolewał nad tym, że obecnie rodzi się znacznie mniej dzieci niż ponad pół wieku temu.

Kaczyński żali się na małą liczbę urodzeń. Tusk odpowiada

– Mamy za sobą pierwszy miesiąc w dziejach Polski od bardzo długiego czasu, kiedy urodziło się poniżej 20 tys. dzieci. Do tej pory było zawsze więcej. A w tych czasach, kiedy był boom demograficzny, to dużo mniej liczna niż dziś Polska dała 800 tys. dzieci rocznie. To bodaj 1955 r. To było na miesiąc ponad 60 tys. dzieci – mówił do swoich zwolenników Kaczyński. Mówił też, że podobnych problemów nie rozwiąże się za pomocą nielegalnej imigracji.

Donald Tusk do wypowiedzi Kaczyńskiego odniósł się za pośrednictwem X, czyli dawnego Twittera. „Podobno prezes Kaczyński stwierdził dziś, że mój rząd odpowiada za małą liczbę urodzeń w styczniu. Jarosławie, kluczowe decyzje w tej sprawie zapadały wiosną zeszłego roku — jeśli wiesz, co mam na myśli” – napisał na swoim profilu premier.

Dlaczego w Polsce rodzi się mniej dzieci?

Ekonomista Rafał Mundry w październiku ubiegłego roku pochylił się nad problemem dzietności w Polsce. W komentarzu dla TVN24BIS ekonomista podkreślał, że są dwa czynniki, które wpływają na to, że krzywa urodzeń dramatycznie spada.

– Pierwszy czynnik to wyż z lat 90. On odchodzi. Wtedy rodziło się 700 tys. dzieci i później te liczby spadały do 500 tys. dzieci. Teraz kobiet w wieku rozrodczym jest mniej – powiedział Mundry. – Drugi czynnik to spadający wskaźnik dzietności – dodał.

Ekspert podkreślił, że Polki w ostatnich latach chcą mieć mniej dzieci. Zwrócił uwagę, że nie mamy wpływu na to, ile kobiet jest obecnie w wieku rozrodczym. – Natomiast trzeba się zastanowić, jak wpłynąć na drugi czynnik i jak zachęcać różnymi instrumentami, żeby Polki miały chęć do tego, żeby dzieci posiadać więcej – powiedział ekonomista.

Efekt 2020 roku?

Ekonomista zauważył dodatkowo, że znaczny spadek liczby urodzeń odnotowano w 2020 roku po wybuchu pandemii COVID-19. Polacy – jak twierdzi Mundry – wystraszyli się tego, że ochrona zdrowia nie działała i wyrażali brak bezpieczeństwa ekonomicznego. W 2020 roku zdarzyło się jednak coś jeszcze.

– Drugi czynnik to październik 2020 roku, czyli wyrok Trybunału Konstytucyjnego i też od tego momentu dzieci rodzi się mniej – podkreślił Mundry. Ekspert ocenił też, że trzecim czynnikiem jest spadek poczucia bezpieczeństwa związany z wybuchem wojny w Ukrainie.

Czytaj też:
Andrzej Duda zdiagnozował problem PiS. „Tego bardzo brakuje”
Czytaj też:
Kosiniak-Kamysz dla „Wprost”: Musimy być gotowi na różne scenariusze. Nie zabezpieczono środków na zakupy dla wojska

Opracował:
Źródło: WPROST.pl / TVN BiŚ