Rządowy odrzutowiec dla resortu, rejsówka dla bankowców. Kulisy lotu Gawkowskiego do Afryki

Rządowy odrzutowiec dla resortu, rejsówka dla bankowców. Kulisy lotu Gawkowskiego do Afryki

Krzysztof Gawkowski
Krzysztof Gawkowski Źródło: Flickr / Kancelaria Premiera
Przedstawiciele Banku Gospodarstwa Krajowego, którzy mieli podpisać umowę w Afryce Subsaharyjskiej, musieli skorzystać z lotu rejsowego, ponieważ w samolocie rządowym nie było dla nich miejsca. Zajęli je liczni przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji.

Przypomnijmy, Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) podpisał umowę, która określa warunki długotrwałego finansowania „polskiej inwestycji technologicznej w Togo” o wartości ponad 100 mln zł.

Jak przekazali bankowcy, umowa dotyczyła projektu inwestycyjnego, który częściowo zostanie sfinansowany przez BGK, realizowanego przez Cyber Defense Africa (CDA). Jest to spółka, którą tworzy rząd Republiki Togo i polska firma Asseco Data Systems. „CDA świadczy nowoczesne usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa w Togo i innych państwach Afryki” – przekazał BGK. Dodano również, że “„projekt będzie realizowany przez 12 lat, a jego budżet przekracza 80 mln euro. BGK sfinansuje początkowy etap inwestycji”, a „środki są zabezpieczone unijną gwarancją z programu EFSD+”.

twitter

Kulisy podróży przedstawicieli ministerstwa do Afryki

Jak ustaliły media, na uroczyste podpisanie umowy w Togo przedstawiciele BGK musieli lecieć samolotem rejsowym, choć w tej samej sprawie wysłano do Afryki samolot rządowy. Nie było jednak dla nich miejsca, ponieważ wicepremier Krzysztof Gawkowski zabrał ze sobą sześciu przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji – poinformowali autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z „Newsweeka”. Jak zauważono, nie wiadomo jaka była rola resortu, skoro umowę podpisywała polska firma oraz spółka utworzona przez Republikę Togo.

Według nieoficjalnych ustaleń medialnych reprezentanci ministerstwa w środę oraz czwartek będą w Nigerii. Mają się wówczas spotkać m.in. z wiceprezydentem czy ministrem przemysłu. W planach miała też być wizyta w rezerwacie przyrody, a także safari. Resort miał jednak zaprzeczyć tym doniesieniom. W odpowiedzi na pytania Radia Zet zapewnił, że „nie ma mowy o żadnym safari”. „Napięta agenda wyjazdu nie pozwala na tego typu atrakcje” – przekazano.

Dlaczego wykorzystano rządowy samolot?

Ministerstwo wyjaśniło w rozmowie z rozgłośnią, że urzędnicy skorzystali z samolotu rządowego, ponieważ nie ma „efektywnego kosztowo i czasowo” połączenia między Warszawą a Afryką. Dodano również, że zaistniała konieczność „wykorzystywania nalotu maszyn na potrzeby członków rządu”. Przypomnijmy, godzina lotu samolotu rządowego Gulfstream G550 wynosi około 30 tysięcy złotych.

Czytaj też:
Groźne narzędzie w rękach państwa. Były minister ostrzega: To zabija biznes
Czytaj też:
Kierowcy i mechanicy na celowniku armii. Wojsko szykuje tysiące powołań

Opracowała:
Źródło: Radio Zet