Przypomnijmy, 3 lipca podczas 61. posiedzenia Sejmu minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk poinformował, że były poseł PIS-u Janusz Kowalski podczas głosowania użył karty posła PSL-u Jarosława Rzepy. Zapowiedział także, że sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury.
Kowalski odniósł się do sprawy tego samego dnia i potwierdził ustalenia ministra. Sprawa była wówczas szeroko komentowana przez polityków.
– Wyjaśniając sprawę, zgłaszam od razu, formalnie, że w głosowaniu nr 9 i 10 omyłkowo użyłem innej karty niż swojej. Czasami się zdarza – stwierdził podczas tego samego posiedzenia polityk prawicy. Sprawę zgłosił też do marszałka Sejmu, „rekomendując reasumpcję”.
Prokuratura wszczęła śledztwo ws. pomyłki Kowalskiego
Jak wynika z ustaleń „Faktu”, prokuratura zajęła się sprawą od razu po tym, jak doszło do incydentu z udziałem Janusza Kowalskiego w Sejmie.
„W dniu 11 sierpnia br. w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście w Warszawie zostało wszczęte śledztwo w kierunku czynu zabronionego z art. 231 par. 1 k.k”. – poinformował w rozmowie z dziennikiem prokurator Piotr Antoni Skiba. Artykuł ten dotyczy nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego.
Jak dodał, „prokurator referent zaplanował czynności procesowe; aktualnie bliższe informacje co do ich terminu i szczegółów nie mogą zostać udostępnione”.
Kowalski: „Byłem przekonany, że jest moja”
Polityk w rozmowie z „Faktem” wyjaśnił, że po prostu pomylił swoją kartę z kartą Rzepy.
– Siedzimy obok siebie. Karta posła Rzepy znajdowała się w sąsiednim czytniku. Kiedy karta jest włożona, nie widać znajdującego się na niej nazwiska. Po prostu ją wyciągnąłem, będąc przekonanym, że jest moja – relacjonował.
Czytaj też:
Kowalski wywołał skandal w Sejmie. „Prawdopodobnie straci mandat” Czytaj też:
Kto blokuje obietnice Karola Nawrockiego? Polacy wskazali winnych
