Facebook nie dla Chińczyków

Facebook nie dla Chińczyków

Dodano:   /  Zmieniono: 
Facebook jest najpopularniejszym serwisem społecznościowym na świecie z prawie 175 mln użytkowników. Chiny są krajem o największej liczbie internautów z 300 mln obywateli z dostępem do sieci. Wydawałoby się, że strona stworzona przez Marka Zuckerberga nie powinna mieć problemów, by odnieść sukces w Państwie Środka. Ale tak nie jest. O tym, dlaczego, pisze „ABC”.
Szacuje się, że zaledwie co tysięczny chiński internauta ma konto na Facebooku. Jak na oczekiwania serwisu, który w chińskiej wersji językowej dostępny jest od lata zeszłego roku, to mało. Nie znaczy to jednak, że Chińczycy nie odczuwają potrzeby kolekcjonowania przyjaciół na swoim profilu. Po prostu mogą to robić na swoich portalach. Strona Xianoei, istniejąca od grudnia 2005 r., ma 14 mln użytkowników. Inna, Zhanzuo, 7 mln. Przywiązanie Chińczyków do własnych witryn sięga głębiej: od Google’a popularniejsza jest wyszukiwarka Baidu, rolę Yahoo! spełniają strony Sina i Sohu, a w rywalizacji komunikatorów internetowych Microsoft Messenger musiał ustąpić pola lokalnemu QQ. Pod koniec 2008 r. mówiło się o 85 mln dolarów, jakie Facebook miałby wyłożyć na zakup Zhanhuo, ale amerykański gigant zdementował plotki.

Problemem jest również dosyć swobodne podejście chińskich spółek internetowych do własności intelektualnej. W cyberprzestrzeni Państwa Środka oprócz wcześniej wspomnianych oryginalnych serwisów istnieją setki kopii Facebooka, w wielu przypadkach nie różniące się niczym poza nazwą. Trudno wśród nich odnaleźć właściwą wersję.

Swoje do powiedzenia ma również cenzura. Premiera chińskiej wersji serwisu nie została uzgodniona ze służbami bezpieczeństwa, w rezultacie czego po zaledwie paru godzinach funkcjonowania strona została zablokowana. Po paru dniach przestoju i po wyjaśnieniu sytuacji serwery ruszyły ponownie, co jednak nie zatarło wrażenia wpadki. Filozofia działania serwisu może być również niewygodna dla samych Chińczyków, którzy, chcąc skrytykować w sieci poczynania rządu i partii, robią to pod pseudonimami. Facebook, gdzie każdy musi podać imię i nazwisko, nie jest dobrym miejscem na zrzeszanie się dysydentów, zauważa gazeta.

Maciej Józefowicz