Belg i Angielka szansą dla Europy

Belg i Angielka szansą dla Europy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wybór belgijskiego premiera Hermana van Rompuya na pierwszego przewodniczącego Rady Europejskiej oraz Brytyjki baronessy Catherine Ashton na szefową unijnej dyplomacji jest szansą dla Unii Europejskiej, w której przynależną jej rolę siły napędowej będzie odgrywać Komisja Europejska - przekonuje belgijski dziennik "Le Soir.
W komentarzu pod prowokacyjnym tytułem "Dwójka nieznanych wcieli Europę jutra" gazeta przyznaje, że nowe unijne osobistości są mało co prawda nieznane poza swoimi okręgami wyborczymi, ale "decyzja o ich wyborze otwiera interesujące perspektywy". A to dlatego, że Rada Europejska, grupująca szefów państw i rządów "27", wcale nie potrzebuje charyzmatycznego lidera, a zaletą Ashton jest to, że pochodzi z eurosceptycznej Wielkiej Brytanii.

"W federalistycznej koncepcji Europy siła napędowa nie spoczywa w Radzie szefów państw i rządów, ale w Komisji Europejskiej, która jest rzeczywistym sercem całej machiny. Europa nie może być rządzona metodą międzyrządową, która sprowadza się zbyt często do powierzenia wspólnej przyszłości dyrektoriatowi wielkich krajów członkowskich. Ta wizjonerska rola musi przynależeć Komisji Europejskiej, która sprawuje pieczę nad interesem wspólnotowym" - pisze dziennik.

Wybór Van Rompuya i jego wizja sprawowania urzędu jako mediatora między krajami członkowskimi wrażliwego na problemy wszystkich z nich to umożliwia. "Le Soir" opisuje go z dumą jako "architekta niemożliwych kompromisów, który ponad wszystko unika mącenia wody". Kiedy on wykorzysta swoje talenty zażegnując spory między krajami członkowskimi, KE będzie mogła zająć się posuwaniem europejskiego projektu do przodu.

Także wybór pozbawionej doświadczenia w dyplomacji Ashton - zdaniem "Le Soir" - jest szansą dla UE. Zdaniem gazety, stojąc na czele unijnego korpusu dyplomatycznego przede wszystkim będzie się ona mogła oprzeć na tradycjach i sile brytyjskiej dyplomacji. Ponadto wybór potwierdza rolę Wielkiej Brytanii w świecie i służy mocnemu zakotwiczeniu jej w UE na co najmniej kolejne 5 lat, czyli podczas kadencji nowej szefowej unijnej dyplomacji, która zasiądzie w KE na stanowisku wiceprzewodniczącej. "Le Soir" cieszy się, że skoro Londyn wymógł, iż ma mu przypaść stanowisko wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej UE, to objął je nie przysłany minister brytyjskiego rządu, ale unijna komisarz ds. handlu.

"To powinno przybliżyć Wyspy do kontynentu i zmniejszyć możliwości szkód ze strony eurosceptycznej Anglii, co będzie tym cenniejsze, kiedy konserwatyści wrócą do władzy" w Londynie - wyraża nadzieję gazeta.

Ale "Le Soir" pisze też o wyzwaniach, jakie stoją przed dotychczasowym belgijskim premierem, wśród których za najważniejsze uznaje wyjście z cienia wielkich krajów, dzięki którym objął stanowisko: Niemcom, Francji i Wielkiej Brytanii. "To wybór dobry i dla UE i dla Belgii" - konkluduje jednak gazeta.

Belgijską prasę przepełnia duma i radość z nominacji Van Rompuya, którą przyćmiewa nieco niepokój o przyszły kształt rządu w Brukseli. Powrót nielubianego przez frankofonów Yvesa Leterme'a z tej samej co Van Rompuy flamandzkiej partii chrześcijańskich demokratów, jest niemal przesądzony, a to grozi ponownym otwarciem sporów językowych i politycznych między dominującymi na scenie politycznej Flamandami z Północy a frankofonami z Południa. Frankofoni mają za to szansę na objęcie opuszczonego przez Leterme'a stanowiska szefa belgijskiej dyplomacji; za kandydatów uważa się przedstawicieli liberałów Didiera Reyndersa oraz Charlesa Michela.

PAP

 0

Czytaj także