Co wolno milicji w Rosji, a co na Białorusi

Co wolno milicji w Rosji, a co na Białorusi

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Rosyjska i białoruska milicja mają podobne metody działania – ustawiają „żywe tarcze”, by łapać przestępców. Różnica polega na tym, że w Białorusi dzieje się to przy milczącej zgodzie państwa, pisze białoruska „Salidarnasc”.
5 marca pracownicy moskiewskiej drogówki użyli przypadkowo zatrzymanych aut do ustawienia blokady na trasie. Akcja miała na celu  przecięcie drogi uciekającym przestępcom. Samochód z podejrzanymi staranował przeszkodę i pojechał dalej. W rezultacie incydentu zostały uszkodzone trzy auta, wykorzystane przez milicję jako „żywe tarcze".
Wydarzenia wywołały prawdziwą burzę w rosyjskich mediach. 10 marca naczelnik moskiewskiej milicji Władimir Kołokolcew przeprosił poszkodowanych kierowców i zobowiązał się opłacić naprawę ich samochodów. Szef Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Siergiej Kazancew otrzymał surową naganę. Podpułkownika milicji Aleksandra Kozłowa, którego podwładni ustawili „żywą tarczę", zwolniono. Szef rosyjskiego MSW Raszyd Nurgalijew, komentując wydarzenia, uznał metody działania moskiewskiej drogówki za „niedopuszczalne”.
Sprawa trafiła do prokuratury generalnej. Milicjantom postawiono zarzuty przekroczenia uprawnień, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat dziesięciu.

Na Białorusi przed dwoma laty doszło do podobnego incydentu, ale białoruskie władze, w przeciwieństwie do rosyjskich, praktycznie nie zareagowały, pisze „Salidarnasc".  Tam również milicjanci łapali pirata drogowego na ustawione w poprzek trasy auta. Ich kierowcy nie zostali poinformowani o zamiarach białoruskiej drogówki. W jednym z samochodów znajdowało się małe dziecko. Wskutek zderzenia z pędzącym autem ucierpiało pięć osób.
Inspektorat białoruskiej drogówki określił incydent jako zwykły wypadek drogowy. Po interwencji gazety „Autobiznes", do której zwrócili się uczestnicy wypadku, Igor Wanicki z Państwowej Inspekcji Drogowej (GAI) „opierając się na materiałach śledztwa” ocenił, że „działania milicjantów były słuszne”. - Jeśli pracownicy GAI są winni, zostaną ukarani - stwierdził ówczesny szef MSW Władimir Naumow. Jednocześnie podkreślił jednak, że są podstawy, by wersję mediów uznać za niewiarygodną.

W rezultacie uczestniczący w akcji milicjanci otrzymali wyroki w zawieszeniu, a naczelnik GAI – naganę. „Salidarnasc" podkreśla, że wydarzenia odbiły się w społeczeństwie szerokim echem i tylko dzięki nagłośnieniu incydentu sprawcy ponieśli odpowiedzialność. W żaden sposób nie zostali natomiast ukarani przełożeni, którzy wydali rozkaz utworzenia „żywych tarczy”.

Poszkodowani wywalczyli odszkodowanie dopiero w wyniku długiego procesu sądowego. 
„Sam fakt zastosowania przez rosyjską drogówkę „innowacji" białoruskich kolegów zaskakuje nieodpowiedzialnością i głupotą. Reakcja na wydarzenia w Rosji wydaje się jednak bardziej adekwatna”, ocenia gazeta.

KP





 1

Czytaj także