Światowa dominacja USA pozostanie niezagrożona przez najbliższe dekady, Le wzywa więc Pekin do znalezienia w relacjach z Ameryką złotego środka - między asertywnością nowej światowej potęgi, jaką są Chiny a skromnością nowego gracza na arenie międzynarodowej.
Fala uderzeniowa po załamaniu finansowym w 2008 roku będzie nadal "ciągnąc w dół" bogate gospodarki i przyspieszać "historyczną transformację międzynarodowej równowagi sił" - pisze Le w "Foreign Affairs Review", cytowanym przez "International Business Times". Chiny nie powinny jednak - zdaniem autora - zakładać, że schyłek potęgi USA jest nieuchronny, a obydwa państwa będą sobie niedługo równe.
Mimo że Chiny są rosnącą potęgą, nie powinny ustawiać się w pozycji równego partnera wobec Stanów Zjednoczonych czy też przedstawiać jako państwo aspirujące do przejęcia ich roli - uważa Le, pisze jednak zarazem, że Pekin nie może być "popychadłem". - Chociaż kładziemy nacisk na ciężką pracę, schylamy głowę i unikamy prób przejmowania roli lidera nie oznacza to, że Chiny poddadzą się potulnie presji, będą tolerowały tyranizowanie lub pozostaną bierne - podkreśla autor; zwraca jednak uwagę, że: "Chiny nigdy nie miały zamiaru ani siły by starać się wyprzeć Stany Zjednoczone".
PAP